Tech  / Felieton

Apple Music ma jeden killer-ficzer, który z pewnością przyciągnie muzyków

Picture of the author

Muszę przyznać, że prezentacja Apple Music nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, jak liczyłem, że zrobi. To co zobaczyliśmy to w zasadzie krzyżówka rozwiązań znanych ze Spotify i Pandory, posypana z lekka rezerwatowymi przyprawami, no i oczywiście z autorską zawartością w postaci żywych DJ-ów prowadzących audycje radia Beats One 24 godziny na dobę. Widzę jednak potencjał w innej funkcji, o której powiedziano stosunkowo niewiele - Music Connect.

Ekosystem Apple'a od początków istnienia iTunes stał się domem dla setek tysięcy niezależnych wykonawców na całym świecie i tak jest do dzisiaj. Muzycy chcąc ominąć tradycyjną drogę przez kontrakt z wytwórnią, zazwyczaj decydują się na udostępnienie swojej muzyki w sklepie Apple, gdyż otrzymują tam najlepsze warunki finansowe i logistyczne, by dotrzeć ze swoją muzyką do jak największej rzeszy ludzi.

Dotychczas jednak iTunes był wyłącznie kanałem dystrybucji, a promocja i pozyskiwanie słuchaczy odbywała się różnorakimi kanałami mediów społecznościowych. Głównym z nich jest oczywiście YouTube, a także Facebook i Twitter.

O ile nie wierzę w możliwość całkowitego wyeliminowania serwisu Google'a z równania, o tyle Music Connect może skutecznie zastąpić pozostałe kanały komunikacji na linii artysta-słuchacz, oferując tym pierwszym więcej możliwości dzielenia się ekskluzywnym contentem z fanami, a tym drugim - prosty dostęp, bezpośrednio z poziomu biblioteki audio ulubionego wykonawcy.

Apple Music skutecznie przyciągnie artystów niezależnych dzięki Music Connect

W przypadku uznanych artystów, będzie to raczej ciekawostka, ot taki dodatek, na którym ich fanbase (i tak przesycony informacjami na temat artysty) będzie mógł dostać jakiś dodatkowy, łakomy kąsek, chociażby w postaci pokazywanego na prezentacji fragmentu tekstu nowej piosenki Chrisa Cornella udostępnionego właśnie w Music Connect. Dla artystów niezależnych otwiera się jednak całe nowe pole do manewru i interakcji z publiką.

Jeżeli to, co o radiu Beats One mówiło Apple okaże się prawdą, to każdy wykonawca, którego muzyka będzie dostępna w Apple Music będzie miał równe szanse na pojawienie się w playlistach rozgłośni, oraz sugerowanych utworach w odtwarzaczu. Dając artystom możliwość prowadzenia promocji tym samym kanałem, którym odbywa się dystrybucja ich muzyki, ułatwiają potencjalnym, nowym słuchaczom dostęp do twórczości nowo odkrytych wykonawców.

Co więcej, jeżeli taki wykonawca ma odpowiednio zaangażowany fanbase, to na wzór Pandory, będą oni mogli sprawić swoimi kliknięciami, że utwory ulubionego artysty pojawią się w usłudze o wiele częściej.

Oczywiście Music Connect nie ograniczy fanom kontaktu poprzez sprawdzone kanały - słuchacze w każdej chwili będą mogli udostępnić dane informacje czy konkretny utwór w swoich mediach społecznościowych, a artysta będzie mógł wejść z nimi w interakcję prosto z Music Connect.

Być może w Polsce jest to na razie bez większego znaczenia - jestem jednak więcej niż pewien, że tysiące muzyków za oceanem już teraz myśli o tym, jak wykorzystać nowe możliwości, które zaoferuje im integracja z usługą Apple.

Warto też wspomnieć, że jeśli Connect się rozwinie, to będzie to solidny cios w Tidala, który próbował przekonać do siebie słuchaczy właśnie taką ekskluzywną zawartością od twórców dla fanów, oraz felietonami dziennikarzy muzycznych. Rozwiązanie Apple wydaje się nie dość że prostsze w wykorzystaniu, to do tego o wiele bardziej przemyślane, niż to, co proponuje platforma Jaya-Z.

Dodajmy do tego początkowy zasięg platformy, która na dzień dobry przyciągnie do siebie miliony użytkowników iOS (a co dopiero gdy dołączą do nich użytkownicy innych ekosystemów) i Apple właśnie mogło stworzyć usługę, która stanie się nowym domem dla tysięcy niezależnych muzyków, dotychczas niezadowolonych, a przez to niekorzystających z usług streamingu. Ich fani z pewnością docenią to, że w końcu dostaną możliwość strumieniowania ich utworów.

Wszystko ostatecznie rozbije się jednak o to, jakie warunki rozliczeń Apple zaproponuje swoim wykonawcom. Jeżeli będą one równie korzystne jak w przypadku iTunes (na tle konkurencji) to o ile Spotify pewnie pozostanie niewzruszony, o tyle Jay-Z będzie musiał zerwać ze swoją kampanią "biednych, uciśnionych artystów" i... zwinąć manatki. 

Czytaj więcej o konferencji Apple WWDC 2015:

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst