Tech  / Artykuł

FIFA wypowiedziała wojnę... fanom Mundialu

Zbigniew Boniek w Polskim Związku Piłki Nożnej wprowadził liczne zmiany wizerunkowe, a zdaniem sportowych ekspertów - również jakościowe. Zakończył lub rozpoczął proces końca ery grupy osób kolokwialnie określanej mianem "leśnych dziadków". Społeczność międzynarodowa od pewnego czasu nie ma natomiast wątpliwości, że problem towarzyszący do niedawna PZPN-owi coraz bardziej trawi najważniejszą z organizacji piłkarskich - FIFA.

Nieuzasadnione decyzje dotyczące kar, zawieszeń, doboru sędziów, ustaleń z krajowymi federacjami - to jeszcze można było wybaczyć. Paniczne wręcz unikanie technologii, które mogłyby ułatwić życie sędziów, a sam futbol uczynić bardziej sprawiedliwym uzasadniano konserwatyzmem sympatycznych włodarzy światowej piłki. Ale w ostatnich miesiącach nikt już nie jest w stanie bronić FIFA i jej szefów, w tle korupcyjnych zarzutów, wątpliwości co do organizacji wielkich turniejów w Rosji i przede wszystkim - rozgrzanym do czerwoności Katarze.

Opinia społeczna nie wątpi już w to, że niewielka grupa osób uzurpuje sobie prawo do decydowania o losach światowej piłki, na dodatek kierując się nie interesem wzniosłym, bo sportowym, lecz własnym, na domiar złego materialnym. Na dodatek sama FIFA na każdym kroku udowadnia, że coraz gorzej rozumie ten otaczający ich świat, który przecież regularnie w ramach rzeczy najważniejszej wśród nieważnych realnie współtworzy.

Wszystko za sprawą doniesień, że FIFA wypowiedziała wojnę internautom na gruncie prawa własności intelektualnej. Nie, nie chodzi nawet o usuwanie powtórek efektownych bramek z YouTube (choć od dawna powtarzam, że taki Spotify, nawet od FIFA, z meczami i powtórkami byłby biznesowym strzałem w dziesiątkę). Oberwało się twitterowiczom, a więc użytkownikom serwisu społecznościowego, którzy zapewne w toku ekscytacji sportowymi emocjami zdecydowali się ustawić sobie logo tegorocznego Mundialu w postaci towarzyszącego ich kontu obrazka - avatara.

Zdjęcie SAO PAOLO, BRAZIL - JUNE 23, 2014: Arjen Robben of the Netherlands celebrates during the World Cup Group B game between the Netherlands and Chile at the Arena Corinthians. NO USE IN BRAZIL. pochodzi z serwisu ShutterStock

Prawa autorskie i ochrona znaków towarowych to w świecie piłki nożnej nic nowego. W czerwcu na łamach mojej strony internetowej wyjaśniałem między innymi dlaczego zawodnicy tacy jak Cristiano Ronaldo czy Neymar rejestrują swoje pseudonimy, a Gareth Bale w kreatywny sposób zarejestrował nawet swoją cieszynkę. W telegraficznym skrócie - przekłada się to na spore dla nich zyski wynikające ze sprzedaży gadżetów, odzieży czy użyczania wizerunku w reklamach. Dlatego też tak wielkim sukcesem był niedawny kontrakt Leo Messiego z Barceloną, który prócz niebotycznej pensji uzyskał pełnię praw do swojego wizerunku. Przeważnie zawodnicy muszą się nimi dzielić ze swoim klubem i reprezentacją.

Omawiałem też może mniej lukratywną, ale niewątpliwie interesującą kwestię tego, kto rozporządza nazwiskami, herbami i aktualnymi składami w kontaktach z twórcami gry FIFA, Football Managera czy Pro Evolution Soccer. Pomstowałem przy tym na tę okrutną Holandię, która od przynajmniej dwunastu lat zasłaniając się ochroną własności intelektualnej regularnie w mniejszym lub większym, czasem zupełnie pozbawionym logiki, stopniu utrudnia życie miłośnikom wirtualnych Oranje.

To wszystko jednak przygody prywatnych piłkarzy, w najgorszym wypadku radykalnych federacji. FIFA ma oczywiście pełne prawo do chronienia swojej własności intelektualnej. Jak co cztery lata, także teraz to właśnie ta światowa organizacja będzie największym bezpośrednim beneficjentem turnieju zarabiając na nim, wedle wyliczeń zachodnich analityków, 4 miliardy dolarów. 1,7 miliarda to przychody z licencjonowania praw do transmisji na rozmaite stacje telewizyjne - jakkolwiek doktryna ma co do tego słuszne wątpliwości, też jest to jakaś forma dysponowania własnością intelektualną lub tworem o podobnym znaczeniu komercyjnym. 1,4 miliarda dolarów przyniosą sponsorzy, wśród którym prym wiodą marki takie jak Coca Cola, Emirates, Adidas czy Sony.

Kolejny blisko miliard dolarów to wpływy z bezpośredniego szafowania samą marką, sprzedaży gadżetów, praw do używania logo i innych znaków towarowych, istotny przelew spłynie też w ramach tej kwoty od EA, które wykupiło licencję na FIFA World Cup 2014 (jakże mogłoby być inaczej!). Do tego dochodzą jeszcze zyski z biletów. Jeśli o wydatki chodzi to te w zdecydowanej większości pokrywa - oczywiście - Brazylia jako organizator turnieju. FIFA będzie musiała wykosztować się jedynie na skromne premie dla piłkarzy, klubów (tradycją jest, że kluby dostają symboliczny zwrot pieniędzy za udział zawodników w turnieju) i program rozwoju. Groszowe sprawy. Warto jeszcze dodać, że wedle wyliczeń w Brazylii FIFA zarobi prawie 70% więcej niż w RPA.

Zdjęcie BRASILIA, BRAZIL - June 23, 2014: Coach Luiz Felipe Scolari of Brazil and Neymar during the 2014 World Cup game between Brazil and Cameroon at Estadio Nacional Mane Garrincha. No Use in Brazil. pochodzi z serwisu ShutterStock

Wybaczcie to zaglądanie do portfela wielkiej organizacji, ale dla mnie - i mam nadzieję, że nie jestem w tym osamotniony - jako kibica piłki nożnej, takie rzeczy są bardzo interesujące. W kontekście twitterowego dramatu można jednak zrozumieć z jak zabawnymi graczami - z punktu widzenia gigantycznej organizacji - postanowili zmierzyć się prawnicy FIFA. To prawda, turniej w Brazylii jest obwarowany znakami towarowymi. Zarejestrowała sobie takie stwierdzenia jak "Brazil 2014" czy "World Cup" i to w mnogiej kombinacji języków i dialektów.  Do tego zarejestrowano logo turnieju, motto "All in one rhythm", maskotkę, emblemat, plakaty, a nawet nazwy miast z dopiskiem 2014 (np. 2014). Trafiłem nawet na dyskusje zrozpaczonych amerykańskich dziennikarzy zajmujących się opisywaniem (tfu, tfu) soccera, którzy bali się nazywać turniej po imieniu, aby nie narazić się na odpowiedzialność prawną.

Rzecz w tym, że w specjalnie wydanej broszurze FIFA udziela zezwolenia przedstawicielom mediów na dysponowanie emblematami graficznymi czy nazwą World Cup 2014.  To tak zwany użytek editorial, o którym wspominałem zresztą parę dni temu w kontekście pojedynku Lindsay Lohan vs GTA V. Nie będzie zatem problemem jeśli użyję loga Mundialu w niniejszym artykule, natomiast narazilibyśmy się na ryzyko problemów prawnych wykorzystując je np. w reklamach serwisu Spider's Web. Broszura uwzględnia też problematykę wykorzystywania znaków towarowych FIFA na stronach internetowych i w mediach społecznościowych. I rzeczywiście, stosowne adnotacje w sposób wyraźny podkreślają, że publikacje loga mundialu np. w formie avatarów, mogą naruszać interesy FIFA.

world-cup-2014-logo-1401626737

Avatary usuwane są w ramach dobrze znanej także polskim internautom procedury notice and takedown, która raz za razem oczyszcza np. YouTube'a - w tym wypadku oczywiście na podstawie amerykańskiej DMCA, a nie zgodnej z europejskimi dyrektywami ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. FIFA ma prawo do ochrony swoich znaków towarowych, na dodatek trudno jest organizacji zarzucić, że nie przygotowała się na taką ewentualność.

Po drugiej stronie barykady jest jednak oczywiście zdrowy rozsądek. To chyba jego brak po stronie największych gigantów jest główną przyczyną społecznego sceptycyzmu wobec prawnych aspektów własności intelektualnej, zaś widok wielkiej organizacji wojującej z średniej popularności twitterowiczami w związku z wykorzystaniem loga Mundialu, w sytuacji gdy nie powoduje to żadnej realnej szkody finansowej czy nawet wizerunkowej budzi jednak małe rozbawienie. Ale przede wszystkim daje kolejny pogląd na sposób myślenia FIFA, która w ciągu ostatnich miesięcy, w cieniu pogłosek o zepsuciu i korupcji, traci resztki społecznego autorytetu firmowanego nazwiskami dawnych legend piłki nożnej.

kralka

Jakub Kralka – prawnik, miłośnik nowych technologii, autor bloga Techlaw.pl – Prawo Nowych Technologii. W lipcu szczególnej uwadze polecam artykuł Legalne i darmowe zdjęcia na Twoją stronę www oraz dział prawo autorskie. Kontakt: kuba(at)techlaw.pl, warto odwiedzić też facebook.

Zdjęcia pochodzą z Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst