SW+

Tak wyglądają portrety czasów pandemii. Pezet, Bovska i Ostrowska uchwyceni podczas rozmów wideo

214 interakcji
dołącz do dyskusji

Bovską uchwycił na trzy minuty przed koncertem on-line. Pezeta w trakcie zabawy z córką. Przemek Chudkiewicz w środku pandemii fotografuje ludzi metodą zrzutu ekranu: -  Z tego projektu wyszła społeczna opowieść o radości ze spotkania na odległość. 

Bovska, czyli Magda (po lewej), akurat była tuż przed koncertem na żywo w TVN, więc miała dosłownie 3 minuty, ale udało się, szanuję jej profesjonalizm, bo wiem, jaka to ciężka praca.
Sebastian Jurczek (po prawej) akurat wrócił do kraju z dużej produkcji filmowej, więc miał przymusową kwarantannę w mieszkaniu, które mu wynajęła jego firma Papaya. Oderwałem go na chwilę od pracy.

Przemek Chudkiewicz w swojej kilkunastoletniej karierze robił zdjęcia dla większości agencji reklamowych, domów produkcyjnych w Polsce oraz wielu globalnych marek, jak Nike, Heineken, czy Visa. Być może widzieliście jego zdjęcia w reklamach Samsunga, Gillette czy Grants. Fotografował gwiazdy. Zderzał się z sytuacjami gdy zdjęcia były zaplanowane na 7 godzin, a nagle okazywało się, że jednak ma tylko 3 godziny. Robił foty niemieckiemu aktorowi, który przez pierwszą godzinę sesji pokazywał mu środkowy palec za każdym razem, kiedy Chudkiewicz podnosił aparat. Tak bardzo nie chciał tych zdjęć.

Wszystkie te wyzwania okazały się jednak niczym w porównaniu z tym, co przyniosła pandemia. Chudkiewicz, jak i wielu innych twórców na całym świecie, niemal z dnia na dzień stracił zlecenia i został zmuszony do siedzenia w domu. Jak sobie z tym poradził? Przez Niedopowiedzenia.

Niedopowiedzenia to nazwa projektu fotograficznego, którego sam stał się częścią. Tworzy go sam Chudkiewicz oraz jego 66 rozmówców w swoich przestrzeniach. To uwiecznienie krótkiej wideorozmowy. Rozmowy, w której nie było zbędnych pytań o to, co było przed połączeniem i co będzie po nim. Rozmowy, w której zdjęcia robi się metodą na zrzut ekranu. To nic innego, jak print screeny, czyli zdjęcia ekranu w trakcie wideorozmowy online. Ale nie to jest w tym projekcie najważniejsze.

Daria Godlewska (po lewej), petsitterka. Cały jej biznes stanął, no bo jak się opiekować psami w pandemii? A że mamy razem wspólny mastermind, to wiedziałem, że damy radę. 
Kacper Wantoła (po prawej), współwłaściciel Graffiti Films, wyjechał do domu daleko na Mazury. A tam pandemia mijała niemal niezauważalnie. Jak mówił, gdyby nie media, życie toczyłoby się tam bez zmian.

Krzysztof Basel: Pamiętam, jak oglądałem namiętnie twojego fotobloga w 2008 r.

Naprawdę? To było tak dawno temu. W 2005 i 2006 r. robiłem nawet festiwal fotoblogów, gdzie występował między innymi Bart Pogoda, ojciec współczesnych polskich fotografów-podróżników. Zawsze miałem w sobie jakąś nutkę inicjacji społecznych. I chyba do dzisiaj to mam. Od tamtego czasu cały czas fotografuję zawodowo. 

Przez ostatnie 2 miesiące dla fotografa zmieniło się chyba więcej niż przez te 12 lat. Jak sobie radzisz?

W czasie naszej rozmowy razem z rodziną jesteśmy na wsi. Mamy tu spokój, dzieci się bawią w ogrodzie, jest sielanka. Ale gdzieś tam w mojej głowie jest trochę stresu. Wiadomo, że nie robię teraz żadnych zleceń fotograficznych, produkcje stoją. Zaoferowałem się agencjom, że mogę robić tu na miejscu różne zdjęcia produktowe czy lookbooki z udziałem mojej rodziny. Zacząłem też nowy projekt, który pozwolił mi odezwać się do wielu starych znajomych, z którymi nie rozmawiałem latami. Zawsze jakoś nie było czasu, aby zadzwonić czy napisać. A teraz odezwałem się do osób z czasów fotobloga. 

Wojtek Urbański (po lewej), producent i kompozytor. Wspomniałem, że chce zrobić mu zdjęcie, myślał, że go odwiedzę w domu, a tu zdziwienie – dzwonię! To jest tak dobry człowiek, że jego uśmiech od razu wywołuje na mojej twarzy to samo. Wojtka złapałem w jego pracowni, studiu nagraniowym na poddaszu, gdzie przeniósł się szybko w czasie pandemii.
Asia Kondrat (po prawej), wokalistka – właśnie wyszła spod prysznica - jeszcze z ręcznikiem na głowie, nieumalowana – za to prawdziwa. Pełna dobrej uwagi - odwagi na to, jaka chce się pokazać. Nosi serce na dłoni.

Chyba wielu z nas odzywa się do starych znajomych czy rodziny, ale Ty w czasie rozmów robisz im jeszcze zdjęcia online

Pamiętam drugi czy trzeci dzień zamknięcia i pierwszą rozmowę na FaceTimie. Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł takich zdjęć ludzi przez wideokonferencje. Zrobiłem im screena, ale nie wyszedł najlepiej. Mimo to był to przełomowy moment. Bodziec do tego, aby robić zdjęcia ludzi, chociaż w taki sposób. Ja jestem fotografem ludzi, to moje życie. Dzięki temu nie próżnowałem, wciąż tworzyłem. Dla mnie ta seria zdjęć to było coś wspaniałego. 

Kogo wybrałeś do projektu?

Klucz do wyboru ludzi był prosty. To są w większości osoby, z którymi kiedyś współpracowałem lub je fotografowałem. Kilkoro z nich to ludzie, których nie udało mi się nigdy sfotografować, ale zawsze chciałem to zrobić. W dużej mierze są to osoby, które coś tworzą, działają twórczo. Czy to na scenie muzycznej, aktorskiej, czy fotograficznej. Kreatywne osoby, którym zależy, aby tworzyć i zostawić po sobie coś twórczego.

Pandemia zastała Dominikę (po lewej) na Srilance, ale to ogarnięta dziewczyna, więc znalazła lokum przy samej plaży i weszła w kooperacje z lokalesami, żeby się utrzymać. Jest królową cukru, poradziła sobie szybko.
Połączyłem ją z Sebastianem (po prawej), którego poznałem w szpitalu 8 lat temu, kiedy sam leżałem po operacji. On uwięziony na wózku, spędza całe dnie w ośrodku pomocy. Totalny kontrast do plaży.

Potrzeby twórcze to jedno, ale czy nie chciałeś po prostu z kimś pogadać?

Miałem ogromną, najzwyklejszą w świecie potrzebę rozmowy z innym człowiekiem. Tęskniłem za kontaktem z innymi, różnorodnością rozmów. Nawet jeśli jedna sesja trwała dosłownie kilka minut, to czułem wyjątkową energię pomiędzy moimi rozmówcami a mną. Muszę przyznać, że chyba w ogóle nie nazwałbym tego sesją, tylko uwiecznieniem videorozmowy. Zamknięciem tego w obrazie, zrzucie ekranu. Był to zupełnie niezwykły akt pomocy, chwilowego spotkania dawno niewidzianych osób i możliwości zarejestrowania tego spotkania.

Niby nie sesja, ale jestem pewien, że stresik przed zdjęciami był.

Pewnie tak, ale podejście fotografowanych osób było bardzo różne. Bovska miała dosłownie trzy minuty, bo zaraz miała grać koncert online. Pezet bawił się z córką. Jeszcze ktoś właśnie kładł się spać po drugiej stronie kuli ziemskiej. Niektórzy byli totalnie przygotowani — pełny make-up, specjalny strój, fryzura. Inni podeszli do tego zupełnie naturalnie, jakbym wpadł do nich jak stary kumpel w trakcie codziennych obowiązków domowych. W trakcie prasowania, prania, gotowania czy odkurzania, bo dziecko rozsypało chipsy na dywanie.

Jednocześnie widziałem, że spora część modeli zaglądała do swojej miniaturki. Sprawdzali, czy dobrze wyglądają, co oczywiście było zrozumiałe. Wiedzieli, że będę robił im zdjęcie. Stąd też nazwa projektu — niedopowiedzenia. Są pewne rzeczy nie do powiedzenia — trzeba je zobaczyć.

Konrad Darocha (po lewej), aktor Teatru 6 piętro, właśnie skończył robić taras. Dawno się nie słyszeliśmy, więc właściwie zdjęcie zrobiłem przy okazji sympatycznej rozmowy.
Iza Folga (po prawej), modelka – biegała po domu, szukając dobrego miejsca, żeby mi finalnie pokazać język do zdjęcia. Śmiała się, że ciągle wrzuca zdjęcia jedzenia na Instagrama.

Niedopowiedzenia?

Z premedytacją nie nazywam tego projektu Izolacja – Kwarantanna – czy Zamknięci w domach. Z tego projektu wyszła pewna społeczna opowieść o radości ze spotkania na odległość. Niedopowiedzenia są niejako naturą fotografii. Są również częścią rozmowy. Każdy z nas przecież interpretuje daną sytuację przez pryzmat swoich osobistych doświadczeń.

Czemu 66 osób?

To przypadek. Było więcej osób, które chciały wziąć udział w tym projekcie, ale finalnie jakoś nie udało się zdzwonić. Postanowiłem sobie, że muszę zakończyć ten projekt w konkretnym terminie i już do niego nie wracać.

Grzegorz Kasdpeke (po lewej), autor wielu książek dla dzieci. Grzegorz nie zdążył wrócić do kraju, ale Australia jest pięknym więzieniem. Więc tym razem został tam na dłużej. Kiedy do niego dzwoniłem w ciągu dnia u nas, tam akurat była złota godzina zachodzącego słońca.
Ilona Ostrowska (po prawej), aktorka filmowa. Z Iloną umówiliśmy się na konkretną godzinę, no i tak się złożyło, że akurat jeździła na rowerze stacjonarnym - codziennie godzinę! Ale szykowała się właśnie do realizacji nowego serialu na TVP2 „Będzie dobrze kochanie” – gdzie każdy aktor sam się nagrywa. Była tym totalnie ucieszona, bo to raptem 2 tygodnie od siedzenia w domu, ale już na szpilkach.

Przypadek? Nie sądzę!

Ja też nie! Jak już wiedziałem, ile będę mieć finalnie osób w tym projekcie, to sprawdziłem w Google, co ta liczba może oznaczać. Oczy otworzyły mi się szeroko, kiedy przeczytałem, że cyfra „66” składa się z wibracji i energii liczby 6 podwojonej i wzmocnionej. Zawiera atrybuty humanitaryzmu, wspólnoty, służby innym. To dom i rodzina. Odpowiedzialność, wdzięczność i prostota. Liczba 66 to potężna liczba bezwarunkowej miłości, uzdrowienia. Ja to wszystko czułem, robiąc te zdjęcia.

To także 66 twarzy Chudkiewicza.

Jestem na tych zdjęciach i wyglądam na nich zabawnie. To bardzo ciekawe doświadczenie móc zobaczyć siebie w 66 momentach. Niezwracanie uwagi na to, jak sam wyglądam na tych ujęciach, pokazało mi, jak bardzo byłem skupiony. A przy okazji ta seria autoportretów sprawiła, że zobaczyłem siebie takiego, jakim jestem.

Te zdjęcia są wprawdzie małe, ale w drugiej strony w lepszej jakości, bo robione lokalnie, a nie przez internet. Być może też coś z nimi zrobię. Na początku wydawało mi się, że źle wyszedłem, ale z czasem zupełnie przestało mi to przeszkadzać.

Maciek Chudkiewicz (po lewej) mój brat, siedział już przed kamerą, kiedy znalazł chwilę dla mnie. Przerywał co chwilę pozowanie, bo konsultował jeszcze z wydawcą ostatnie tematy rozmów z gośćmi.
Asię Lewandowską (po prawej) wyrwałem z pracy. Ona to Siła Słuchania to słuchała, co do niej mówiłem.

Skąd ta zmiana?

W tym czasie ludzie, moi rozmówcy, zaczęli się zupełnie otwierać, pokazywać naturalnie. Podoba mi się to. To dla mnie trochę taka terapia samoakceptacji. Z czasem przestaje mi tak bardzo zależeć, jak wyglądam. Akceptuję siebie takim, jaki jestem.

To ciekawe, bo normalnie fotograf chowa się za aparatem. Tu osoby fotografowane mógłby Cię cały czas obserwować. 

Moja znajoma, Joanna Andryszczak-Lewandowska, która prowadzi bloga silasluchania.pl, gdzie dużo mówi o empatii i podejściu do drugiego człowieka, zauważyła, że często ja i mój rozmówca, mamy podobną mimikę na tych zdjęciach.

Nadawałeś podświadomie ton portretom?

Nie wiem, być może. A może nieświadomie dostosowywałem się do tego, co widziałem. Z czasem zrozumiałem, że to oznaka naszej bliskości. Spajaliśmy się w podobnym nastroju, podobnej mimice. To całkowicie niezwykłe, jestem tym zachwycony. Na tradycyjnej sesji nie uzyskałbym takiego efektu.

Zbyszek Furman (po lewej), fotograf, człowiek legenda w grupie wysokiego ryzyka Covid19, nie tracił ducha i z radością opowiadał o planach, o warsztatach, które mimo zmiany terminu odbędą się na pewno.
Joanna Kinowska (po prawej), szara eminencja polskiej fotografii. To ona wie, kto zrobił każde zdjęcie w kraju.

Mówi się, że 90 proc. dobrego portretu to rozmowa, atmosfera, bliskość. Jak to osiągnąć przez rozmowę online?

W pełni zgadzam się z tymi słowami i zawsze staram się tak podchodzić do zdjęć portretowych. Rozmowa pozwala otworzyć osoby, wydobyć z nich prawdę. Tu oczywiście było dużo trudniej, ale starałem się do tego podejść. Ciężko jest czuć prawdziwą bliskość.

Z drugiej strony, przez to że ci ludzie byli zamknięci w domach, to byli spragnieni rozmów. Wiele osób szczerze cieszyło się na te wirtualne spotkania, często po wielu latach. Byli ich spragnieni. Dzięki temu często mogłem uchwycić tę szczerą radość na ich twarzach.

Co Ci przeszkadzało?

Metoda zrzutu ekranu jest specyficzna. Jestem skazany na obraz, który przekazuje mi łącze internetowe. A właściwie malutki aparat w telefonie mojego rozmówcy. Same zdjęcia mają raczej przeciętną jakość techniczną. Nie miałem też wpływu na to, jakim aparatem były robione zdjęcia. Niektóre smartfony mają dobrej jakości aparaty z przodu, inne wciąż bardzo słabe. U niektórych obraz to było zupełne mydło, a zdjęcia są mało wyraźne, wręcz rozmyte.  

To kluczowa kwestia. Będąc odosobnieni, możemy jak nigdy wcześniej wykorzystywać możliwości, jakie daje nam XXI wiek. Bez technicznych sztuczek, jakie na co dzień stosuję w swojej pracy fotografa. To chyba pierwsza taka sytuacja, w której większy wpływ na techniczną jakość zdjęcia miała jakość połączenia internetowego, a nie aparat fotograficzny.

Gabrysię Kołodko (po lewej), producentkę filmową, sfotografowałem, kiedy już wyjechała z Warszawy na Kaszuby do pięknego domu z dala od zarazy.
Marysia Machowska (po prawej), koncertmistrzyni filharmonii narodowej, kiedy dzwoniłem, szykowała się do lekcji online ze swoimi studentami – prowadzi zajęcia na UMFC. Byliśmy umówieni, więc poszło całkiem sprawnie.

Mimo to jesteś z nich zadowolony, dlaczego?

Bo w zdjęciach portretowych nie chodzi o ich aspekt techniczny, ale emocje, historię, którą opowiadają. Chciałem pokazać, że liczy się przede wszystkim relacja, rozmowa, a nie aparat. Dlatego też wyjątkowo nie obrabiałem ich. Stwierdziłem, że jak mi zrobi telefon, tak będzie.

Dobry portret to też dobre światło, jak o nie zadbałeś?

Starałem się robić zdjęcia popołudniami, w czasie magicznej godziny, kiedy słońce jest nisko, są długie, piękne cienie. Prosiłem, aby osoby stawały blisko okna, aby były dobrze oświetlone. Nie każdy sobie z tym radził. Robiły się duże kontrasty, a z tymi smartfony sobie nie radzą. Finalnie udawało się jednak uzyskać zadowalające efekty.

Twoje zdjęcia to dyptyki, łączysz po dwa portrety razem. Tych ludzi coś ze sobą łączy?

Przede wszystkim łączy ich to, że wszyscy ugrzęźli w domach i kombinują, jak mogą, aby dalej tworzyć. Poza tym oni się często nawet nie znają. Ja ich łączę, bo uważam, że dogadaliby się i razem mogli nawet robić coś ciekawego. To taki branżowy networking w czasach koronawirusa. Wojtka Urbańskiego połączyłem z wokalistką Asią Kondrat. Młodego rapera Gverillę połączyłem z Dr. Skullem. Mam nadzieję, że z tych mieszanek wyjdzie jakaś sensowna współpraca w przyszłości.

Paweł Kapliński, czyli Pezet (po lewej) , był akurat w domu z córką, ale znalazł chwilę, żeby wyjść na taras i pogadać ze mną przez chwilę. Z nim zdjęcia to była akurat krótka piłka. Paweł brał udział w tylu filmach, więc doskonale wie, jak się dobrze ustawić do aparatu. 
Blanka (po prawej), moja najstarsza córka, akurat wróciła do Warszawy z moją żoną. Pomyślałem więc, że zrobię i jej portret – bo chwilę ich nie będzie. Połączyłem ich razem, bo Blanka uczy się w szkole muzycznej, gra na fortepianie – zna twórczość Pezeta, więc chciałem ją wyróżnić, dać wiatru w żagle”.

Co dla Ciebie znaczy ten projekt?

Cieszę się, że ja dostosowałem się do sytuacji, a nie sytuacja do mnie. Nie siedziałem z założonymi rękami, tylko robiłem, co mogłem, aby tworzyć. Ten projekt otworzył mnie na nowe formy działania. Pomógł w konsekwencji działania, w wyrabianiu zwyczaju codziennego tworzenia. Dzięki temu w końcu ruszam z serią podcastów.

Zdjęcia: Przemek Chudkiewicz

Tagi:
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst