REKLAMA

Poczta Polska mówi, że wychodzi na prostą. Bezczelnie mydlicie oczy tabelkami

Listonoszy jest coraz mniej, narzekania na jakość usług nie maleją, ale Poczta Polska chwali się tym, że odzyskuje stabilność finansową. Dawny hit T.Love o tym, że jest super, jest super, więc o co nam chodzi, sam zaczyna się nucić.

Poczta Polska mówi, że wychodzi na prostą. Bezczelnie mydlicie oczy tabelkami
REKLAMA

"Poczta Polska odzyskuje stabilność finansową" – brzmi komunikat spółki, w którym ta ogłasza wyraźną poprawę wyników operacyjnych w 2025 roku. Wynik netto Poczty Polskiej S.A. wyniósł 469 mln zł (wobec -213 mln zł w 2024 r.). Dodano jednak, że dużą rolę odegrało w tym "otrzymanie dwóch dotacji z tytułu finansowania kosztu netto świadczenia usług powszechnych za lata 2023 i 2024, co pozwoliło na stabilizację płynności i zabezpieczenie części procesów inwestycyjnych".

- Dobre wyniki za 2025 rok potwierdzają, że Poczta Polska obrała właściwy kierunek zmian i stworzyła podwaliny pod dalszy rozwój. Choć wynik na sprzedaży wciąż pozostaje ujemny, to jego poprawa o blisko 200 milionów złotych w ciągu roku pokazuje, że procesy optymalizacyjne przynoszą zauważalne efekty, mimo ogromnej presji płacowej. Każdy wydatek jest dziś analizowany ze szczególną uwagą. Naszym priorytetem pozostaje realizacja zaktualizowanego Planu Transformacji, który zakłada odejście od modelu tradycyjnego operatora listowego na rzecz nowoczesnego hubu logistyczno-technologiczno-usługowego. Oceniamy obecną sytuację Spółki realnie i nie ulegamy przedwczesnemu optymizmowi. Przed nami wciąż długa droga do pełnej rentowności operacyjnej oraz poprawy doświadczenia klienta, co wymaga intensywnych nakładów rozwojowych - deklaruje Sławomir Żurawski, p.o. Prezesa Zarządu Poczty Polskiej S.A.

REKLAMA

Jednocześnie Poczta Polska zdaje sobie sprawę, że "wolumen listów maleje na przestrzeni ostatnich pięciu lat", a odpowiedzią na to ma być rozwój usług cyfrowych, w tym e-Doręczeń.

Szczególnie interesujący, choć przykry, jest fragment dotyczący zatrudnienia. W 2025 r. średnioroczne zatrudnienie zmniejszyło się o ok. 8,5 tys. etatów. "Presja płacowa całkowicie zredukowała efekt zmiany w zatrudnieniu" – dodaje poczta.

Czyli wyniki są niezłe, ale pracowników jest mniej. A ludzie nie wysyłają listów. To efekt zmian związanych z cyfryzacją, można byłoby stwierdzić, usprawiedliwiając w ten sposób państwowego dostarczyciela listów. Jest tylko jeden problem: wielu klientów na własnej skórze odczuwa brak pracowników. Nie ma miesiąca, by jakiś region w kraju nie skarżył się na opóźnienie przesyłek czy kolejki w placówkach, bo czynne jest jedno okienko.

To relacja "Super Expressu" z marca 2026, kiedy dziennik odwiedził placówki w Grodzisku Mazowieckim, w Milanówku oraz w Sulejówku:

Długie kolejki, brak listonoszy, paczki, które nigdy nie trafiają do adresatów, oraz gorączkowe poszukiwania ważnych listów w kilku placówkach.

- Prawie zawsze są tu kolejki. Związane jest to z małą obsadą i dużym regionem, który obsługujemy - powiedział anonimowo jeden z pocztowców z Grodziska Mazowieckiego.

Takie głosy płyną często z wielu miejsc w kraju. Pracowników brakuje, więc trudno im dostarczać przesyłki na czas. Opóźnienia bywają gigantyczne.

Mam dziwne wrażenie, że ludzi stojących kolejkach wcale nie pocieszą imponujące wyniki i odzyskiwanie stabilności finansowej. Nie zrobi na nich wrażenia nawet analizowanie każdego wydatku "ze szczególną uwagą". Bardziej przydałaby im się Poczta Polska, która po prostu działa. Nie oglądanie grosza od każdej strony, a np. inwestowanie w pracowników.

Ktoś powie, że jedno wynika z drugiego i po latach finansowej zapaści inaczej być nie może, trzeba zaciskać pasa. Tylko wpadliśmy w jakieś przedziwne błędne koło. Poczta Polska próbuje wykaraskać się z kryzysu, więc żegna się z pracownikami, więc listonosz nie odwiedza mieszkańców, więc w placówkach robią się kolejki, więc frustracja klientów rośnie, więc wizerunek Poczty Polskiej wcale nie jest pozytywny. Wręcz przeciwnie.

Operacja się udała, pacjent zmarł

Ciekawie brzmi informacja o tym, że "Grupa Poczta Polska zakończyła 2025 rok wyraźną poprawą efektywności operacyjnej oraz wzrostem EBITDA i wyniku netto", jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że przed kilkoma dniami spółka pożegnała się z poprzednim prezesem Sebastianem Mikoszem.

W rozmowie z TVP Info minister aktywów państwowych Wojciech Balczun wyjaśniał, że "terminowość dostarczania przesyłek się pogorszyła", a poprawienie wyników finansowych poczty nie było jedynym zadaniem postawionym przed zarządem.

To, czego oczekujemy, to bardzo sprawne, przyspieszone działania restrukturyzacyjne i realizacja deklaracji dotyczącej poprawy standardu obsługi klientów w urzędach pocztowych. To nie działo się z właściwą dynamiką – tłumaczył.

Na Poczcie Polskiej raz jest dobrze, a raz nie do końca – zależy kiedy, co i jak się ocenia. A przede wszystkim w jakim kontekście. I ten rozdźwięk nie jest niczym nowym. Miesiącami słyszeliśmy o tym, jak ważną rolę odgrywają listonosze. Że są prawdziwym skarbem, bo ludzie mają z nimi kontakt, często są to jedyne osoby, z którymi np. starsi mogą porozmawiać. Na tym cała Poczta Polska miała się opierać. Po czym wdrażano program dobrowolnych odejść, doprowadzając do tego, że nie ma komu roznosić listów. I dlatego w raporcie chwalącym się obraniem właściwego kierunku czytamy o zmniejszeniu 8,5 tys. etatów.

Poczta Polska z jednej strony chciała stawiać na lokalność i wykorzystywać to, czego nie mają wielkie firmy – czyli tę bardziej ludzką twarz, bycie blisko ludzi – po czym okazywało się, że współpracuje z chińskim gigantem. Raz miała być wyjątkowa, by za moment tłumaczyć się, że inaczej się nie da i trzeba grać według ustalonych rynkowych reguł. Np. współpracując z Żabką i, jak się wydaje, podcinając gałąź, na której się siedzi.

Najbardziej smuci mnie to myślenie o usługach publicznych w kategoriach kapitalistycznego przedsiębiorstwa

Tabelki zaświeciły się na zielono, więc pal licho, że pożegnano 8,5 tys. pracowników, a klienci wściekają się na jakość usług. Jest wyjście na prostą.

Tylko czy tego właśnie chcemy? Szpitali, które na siebie zarabiają (bo zwolniono lekarzy i pielęgniarki), transportowych spółek chwalących się zyskiem (bo sprzedały autobusy i tramwaje, a na ulice wyjechały stare graty) i w końcu Poczty Polskiej, która może i ma "dobre wyniki za rok 2025", ale gołym okiem widać, że w wielu miejscach w kraju ledwo dyszy.

Nie brakuje firm, które chcą osiągać zysk bez względu na koszt i dlatego zwalniają kilkadziesiąt tysięcy pracowników jednym mailem. Celem instytucji państwowej powinno być zadbanie o jakość usług, a nie liczenie na to, że uda się wyjść na plus, poprzez zaciskania pasa wszędzie tam, gdzie się tylko da. Kosztem pracowników i samych obywateli.

Wygląda jednak na to, że Poczta Polska idzie zupełnie innym torem. Jak wiele mówi zapowiedź budowy stref samoobsługowych, które będą dotyczyć "tradycyjnych usług pocztowych, jakim jest list czy paczka". Kilka miesięcy temu żartowałem, że w nowych remontowanych placówkach tylko kas samoobsługowych brakuje, bo już wyglądają jak typowy sklep. I wykrakałem.

Rynkowa logika na pełnej - jak najwięcej oszczędności (na pracownikach) i zrzucenie odpowiedzialności na nas.

REKLAMA

Zdjęcie główne: Elzbieta Krzysztof / Shutterstock

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-03T10:23:01+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T08:42:37+02:00
Aktualizacja: 2026-04-03T08:16:35+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T20:23:10+02:00
Aktualizacja: 2026-04-02T19:18:19+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA