REKLAMA

Nie ma 10 lat, a już do rozbiórki. Deweloperzy bawią się miastami, jak dzieci klockami

Litości nie ma się już nie tylko dla niedoszłych zabytków. Jeśli budynek przestaje na siebie zarabiać, to nie tłumaczy go fakt, że wybudowany został niecałe 10 lat temu. Wyrok zapadł: nie opłacasz się, więc znikasz, burzymy.

Nie ma 10 lat, a już chcą go zburzyć. Absurd trwa
REKLAMA

Portal lovekrakow.pl donosi o planach właściciela budynku znajdującego się przy ul. Wielickiej 30 w Krakowie. Biurowiec powstał w 2017 r. Z szacunków inwestora wynika, że ok. 2031 r. "utraci walory ekonomiczne". A skoro "nie będzie mógł być przedmiotem dalszej, efektywnej eksploatacji", to bardziej opłacalna będzie rozbiórka.

Tak, mowa o budynku z 2017 r. Budynku, który dopiero za rok będzie miał 10 lat. W 2031 r. stukną mu zaledwie 14 urodziny.

REKLAMA

Na gruzach młokosa stanąć miałby 25-metrowy blok z 239 mieszkaniami. Jak zaznacza serwis lovekrakow.pl, zgodnie z obecnym prawem nie może tam powstać blok mieszkalny, "jednak procedura w ramach Zintegrowanych Planów Inwestycyjnych (ZPI) pozwala na zmianę przeznaczenia terenu".

ZPI przewiduje, że inwestor zrealizuje tzw. inwestycję uzupełniającą, zgodną z oczekiwaniami lokalnej społeczności i władz Krakowa. W tym przypadku zaproponował on lokale usługowe oraz miejsca postojowe, których wartość wycenił na 4,3 mln złotych. Dodatkowym argumentem ma być podobna kwota, która wpłynie do budżetu miasta z tytułu opłaty planistycznej – czytamy na lovekrakow.pl.

Teoretycznie same korzyści. Nowe mieszkania. Lokale usługowe i miejsca parkingowe, a do tego niemałe wpływy do budżetu miasta. Kto dziś potrzebuje biur? Nie ma się nad czym zastanawiać.

A jednak jest coś, co każe powiedzieć: hola, hola. Mówimy o budynku z 2017 r. O czymś, co powstało stosunkowo niedawno, a już chce się to zburzyć i postawić coś nowego. Z jednej strony chodzi o dach nad głową, ale czy na pewno będą to tanie mieszkania pod wynajem, czy raczej kolejne nieduże apartamenty pod inwestycje?

Buldożerów już chyba nie powstrzymamy

Już wcześniej serwis krakow.wyborcza.pl zauważał, że "z przestrzeni miasta już zniknęło kilka starych biurowców, które są lub będą zamieniane na budynki o charakterze mieszkaniowym". Wielkie burzenie trwa w Warszawie. Niedawno przypieczętowano los biurowca Intraco z lat 70. Próbowano chronić go przed rozbiórką argumentując, że to ważny budynek, świadek minionej epoki. Konserwator zabytków nie zgodził się z takim punktem widzenia.

W Warszawie znikają wieżowce z lat 90. Inwestorzy tłumaczą, że powstawały w innych czasach. Wtedy budowało się inaczej, z myślą o innej pracy biurowej i z wykorzystaniem innych materiałów. Dziś można robić to lepiej i bardziej ekologicznie.

Np. w przypadku wieżowca Ilmet przeszkodą do dalszego funkcjonowania na starych zasadach są m.in. powierzchnie wspólne, które zajmują za dużo miejsca, a przez to biura są za ciasne. Lepiej więc zacząć od nowa, tak, by dopasować się do aktualnych standardów.

Biurowce albo nie przystają do obecnych realiów, albo po prostu nie ma nie zapotrzebowania. Podobnie zaczyna być z wielkimi galeriami handlowymi. Po dawnych świątyniach konsumpcji nierzadko hula dziś wiatr. Z mapy Wrocławia znikną Arkady Wrocławskie, ogromne centrum handlowe powstałe w 2007 r. Nowy właściciel zadeklarował, że rozbiórka potrwa do połowy 2027 r.

"W miejscu dawnej galerii handlowej miałby stanąć budynek o funkcji mieszkalnej i usługowo-handlowej" – czytamy na wroclaw.pl. Taki jest przynajmniej plan, bo potrzebne jest jeszcze pozwolenie na budowę.

 Jeśli Vastint dostanie pozwolenie na budowę, wokół zapowiadanego kwartału powstaną ławki, wyrośnie zieleń, a w podziemiu zaparkują samochody - kreśli wizję portal wroclaw.pl.

Nie wszyscy jednak z takiej zamiany się cieszą. Sąsiedzi galerii handlowych przeznaczonych do wyburzenia bronią tych budynków, zwracając uwagę, że były to miejsca ważne dla lokalnej społeczności. Na dodatek obawiają się, że gdy sklepy zostaną zastąpione przez bloki, to w okolicy zwiększy się ruch. Do protestów dochodziło już w Poznaniu, Gdańsku czy Krakowie.

W rozmowie z Radiem Kraków dr Karol Wałachowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie zauważał, że czkawką odbija nam się teraz sposób planowania miasta sprzed lat.

- To efekt wadliwego planowania przestrzennego. W wielu częściach miasta powstały osiedla, gdzie nie zadbano o przestrzenie publiczne, zieleń czy funkcje usługowe – tłumaczył.

Galerie handlowe siłą rzeczy wypełniły tę lukę. Dlatego teraz mieszkańcy nie chcą pogodzić się z ich zanikaniem.

Na dodatek burzenie całkiem młodych budynków budzi sprzeciw z powodów ekologicznych

Trudno nie oceniać tego w innych kategoriach niż marnotrawstwo zasobów, energii i pracy. Owszem, inwestorzy mówią, że stare budynki szkodzą bardziej i ich utrzymanie czy przystosowanie będzie miało większy koszt dla środowiska niż postawienie zupełnie nowego biurowca czy bloku.

Kto jak kto, ale inwestorzy pewnie potrafią liczyć. Tylko czy wyłącznie ich korzyść powinna być głównym argumentem? Granica przydatności coraz bardziej się obniża. Przed chwilą budynki z lat 90. były obciążeniem, a teraz okazuje się, że przestają się opłacać budowle, które nie mają nawet 10 lat. W wielu domach nie wyrzuca się o wiele starszych przedmiotów uznając, że jeszcze mogą się przydać, a tymczasem inwestorzy nie mają podobnych sentymentów. Jest szansa na szybki zysk, to trzeba korzystać, nie przejmując się kosztami dla środowiska.

Nasuwa się więc pytanie, po co się buduje i dla kogo

I czy na pewno dany budynek jest potrzebny. PRL-owskie osiedla sprzed lat do dziś potrafią zaskoczyć tym, jak zostały zaprojektowane. Ówcześni architekci myśleli o dostępie do zieleni, odseparowaniu od głośnych ulic, wiedzieli, jak ważna jest bliskość podstawowych usług. Dzięki temu ich projekty bronią się po wielu latach. Ba, stają się wzorem do naśladowania.

Miasto Jest Nasze zauważyło, że w Warszawie powstać ma osiedle mieszkaniowe otoczone z jednej strony " stacją rozrządową dla pociągów, a z drugiej i trzeciej drogą ekspresową i wiaduktami samochodowymi". Wcześniej deweloper planował zabudowę usługowo-biurową, ale zapotrzebowanie na mieszkania jest większe, więc zmieniono koncepcję.

A co, jeśli jednak wątpliwa lokalizacja nie przyciągnie? Za 10 lat uzna się, że inwestycja "utraci walory ekonomiczne" i trzeba zburzyć, by wybudować coś, co bardziej się opłaca, np. magazyny?

Zabawa klockami trwa w najlepsze.

REKLAMA

Zdjęcie główne: Olivier Uchmanski / Shutterstock

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-07T08:01:13+02:00
Aktualizacja: 2026-04-07T06:33:49+02:00
Aktualizacja: 2026-04-07T06:19:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-07T05:56:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-06T09:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-06T08:02:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-06T07:32:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-06T07:17:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA