Sonos zrobił głośnik, przez który nie mogę wyjść z łazienki. Już tłumaczę
Sonos zrobił głośnik, który w założeniu miał być prawdopodobnie skierowany do osób, które sporo czasu spędzają poza domem. Jednocześnie stworzył głośnik tak uniwersalny, i tak dobry dźwiękowo, że rozwiązał jeden z moich większych problemów.

Moim problemem było to, że w łazience nie miałem przewidzianych gniazdek pod głośniki. Natomiast rozwiązaniem okazał się:
Sonos Play.

Czyli najnowszy głośnik od Sonosa, który oferuje i łączność WiFi, i Bluetooth, i wbudowany akumulator, i - przede wszystkim - naprawdę sensowną jakość dźwięku.
Ale zaraz, Sonos już miał przecież przenośne głośniki!
Tak - i to faktycznie w liczbie mnogiej. Jest bowiem i Roam 2, i Move 2. Problem jest tylko taki - w dużym skrócie - że Roam 2 od Move 2 dzieli naprawdę bardzo, bardzo dużo. Z jednej strony Roam 2 jest naprawdę mobilny, podczas gdy Move 2 to kawał głośnika. Z drugiej strony - Roam 2 kosztuje, katalogowo, ok. 900 zł, natomiast Move 2 - 2150 zł.
I nie ma - a przynajmniej do tej pory nie było - nic pomiędzy nimi. Ta ziejąca przestrzeń w ofercie musiała być naprawdę trudna do zniesienia - i dla Sonosów, i dla klientów - bo jeśli chciało się coś z lepszym brzmieniem, to nagle trzeba było wyskakiwać z naprawdę potężnej gotówki.
I Sonos Play trafia w tę przestrzeń?
Dokładnie tak. Niestety nie da się udawać, że jest to tani sprzęt. Pojedynczy Play kosztuje 1500 zł, natomiast kupując od razu w parze, zapłacimy 2848 zł.
Dalej mała górka pieniędzy, ale dla kogoś funkcjonującego w ekosystemie Sonosa - wychodzi niewiele więcej niż za Move 2, a jednocześnie jakość dźwięku jest taka, że mało kto będzie żałować.
Spojlerujesz!
Trochę tak, a trochę może dobrze będzie to upchnąć na początku tekstu. O ile bowiem taki Roam 2 był fajny głównie dlatego, że jest przenośny, o tyle Play jest w końcu fajny i dlatego, że jest przenośny, i dlatego, że jest po prostu sensownym głośnikiem.

Nie mam wprawdzie audiofilskich oczekiwań czy wymagań, ale takim sensownym punktem wyjścia, czyli głośnikiem, który odpowiada mi w stopniu absolutnym, bez większego narzekania, jest w ekosystemie Sonosa model One lub trochę lepsza Era 100. Tak, zachwyca mnie Era 300, ale One/100, szczególnie w parze, to coś, co mógłbym sobie postawić w każdym pomieszczeniu i będzie zadowolony.
I Play - tak po prostu - lokuje się pod względem dźwiękowym właśnie gdzieś w okolicach tych dwóch wspomnianych benchmarkowych dla mnie głośników. Nie napisałbym, że jest ich dokładnym odpowiednikiem, tyle że w wersji z wbudowanym akumulatorem. Szczególnie przy wyższych poziomach głośności da się odnaleźć trochę różnic na korzyść wersji stacjonarnych, ale biorąc pod uwagę mobilność i uniwersalność Play - jestem w stanie z tym żyć.
Mobilność, uniwersalność... to znaczy, po ludzku, co?
Przede wszystkim to, że ten dźwięk, zbliżony do tego z moich ulubionych głośników, można sobie wynieść absolutnie gdziekolwiek. Możemy przykładowo przez większość czasu używać Play w wersji stacjonarnej, trzymając go na stacji ładowania.

W takim układzie głośnik jest cały czas podłączony do sieci, nie usypia się i korzystamy z niego tak, jak z przewodowych głośników Sonosa.
W dowolnej chwili możemy go jednak z tej ładowarki podnieść i wynieść... gdziekolwiek chcemy. Nie jest to może ekstremalnie lekkie urządzenie (ok. 1,3 kg), ale jak na to, co potrafi - ponownie: idzie się przyzwyczaić.
Tym bardziej, ze wymiary (192 x 112 x 77 mm) są takie, że bez problemu wrzucimy go do plecaka albo innej torby.
Ale pisałeś coś o łazience?
Tak, to prawda. Teoretycznie Sonos Play jest reklamowany jako głośnik, którego można używać np. w ogrodzie czy podczas kempingów. Tyle tylko, że sam akurat w takie miejsca wolę nie zabierać głośnika, ale... chciałem mieć głośnik w łazience, a nie miałem w niej wolnego gniazdka. O dwóch nie mówiąc już w ogóle.
I co?

I wyszło - w skrócie - fantastycznie. Do tego stopnia, że wiem już, że porzucam plan rozbudowy elektryki, a zamiast tego po prostu sprawię sobie jednego Playa albo dwa.
Dwa? To to można łączyć w pary?
Tak, jak najbardziej. Mało tego - jeśli wyniesiemy Playa poza zasięg WiFi, możemy je łączyć w grupę z wykorzystaniem Bluetooth. Więc jeśli naprawdę chcecie muzycznie podbić pole namiotowe, to droga wolna.
A co do pary - to nie jest problem w łazience?
Od strony budowlanej - tak, w mojej łazience jest wybitny problem z wentylacją, więc nawet po krótkim prysznicu wszystko jest co najmniej wilgotne.
I tutaj z radością mogę donieść, że deklaracja o IP67 na razie sprawdza się jak trzeba. Czy to oparowany, czy to operowany mokrymi rękoma - Play działa jak trzeba. Nie próbowałem go zanurzać na 1 m na 30 minut, ale teoretycznie powinien to wytrzymać.
Mokrymi łapami? Dotykowe przyciski?

Szczęśliwie są fizyczne i gumowane. Więc w rękawiczkach na dworze też obsłużycie je bez problemu.
Ale w domu to działa jak zwykły głośnik Sonosa?
Tak. Albo raczej - prawie tak, nad czym trochę ubolewam, przynajmniej w jednej kwestii.
Otóż jeśli Play jest na podstawce ładującej, to działa niemal dokładnie jak głośnik stacjonarny i wszystko jest jak trzeba. Jeśli natomiast zdejmiemy go z niej - a ja tak właśnie z Play korzystam, to po jakimś czasie przechodzi w stan lekkiego uśpienia. To uśpienie oznacza - może to błąd, a może taki projekt - że głośnik przestaje być widzialny dla AirPlay albo Spotify Connect i są dwa sposoby, żeby to rozwiązać.
Pierwszym jest ręczne wybudzenie głośnika przez wciśnięcie przycisku zasilania z tyłu urządzenia. Drugim - dużo wygodniejszym - jest korzystanie z aplikacji Sonosa, która potrafi sama wybudzić głośnik, jeśli tylko zdecydujemy się wysłać do niego muzykę.
Drobiazg, ale chętnie zobaczyłbym opcję utrzymania Play w jakimś stanie nie-snu, tym bardziej, że 24 godziny odtwarzania wystarczą mi na tak długo, że krótszy czas czuwania byłbym w stanie zaakceptować.
I na tym kończą się różnice akumulator kontra zwykły głośnik?
Nie do końca. Play nie można łączyć na przykład z subwooferem. Raczej też nie uda nam się podłączyć ich jako głośników dźwięku przestrzennego dla soundbarów Sonosa - a przynajmniej mi się nie udało. Co innego grupowanie, to jak najbardziej się da zrobić.
Dobra, a te przyciski z tyłu, które było widać?
A, tak, te:

Właściwie w większości mówią same za siebie. Ten na górze jest od łączności Bluetooth, ten środkowy włącza lub wyłącza mikrofon, poniżej mamy przycisk zasilania i złącze USB-C.
Czyli w sumie nic ciekawego?
Dwie rzeczy.
Po pierwsze - istnieje spora szansa, że będziecie chcieli zostawić mikrofon włączony. Głównie dlatego, że Play oferuje TruePlay, czyli automatyczne dostosowywanie dźwięku do pomieszczenia, i to w wersji na żywo. Czyli mogę sobie przenieść Playa z łazienki do garderoby, a potem do ogrodu i... tak, będzie czuć różnicę. Albo raczej - będzie czuć różnicę, jeśli wyłączymy mikrofon albo TruePlay. Jeśli zostawimy to włączone, głośnik będzie starał się automatycznie dostroić, żeby grać jak najlepiej.
I przeważnie mu to wyjdzie.
A ta druga ciekawa rzecz?
Fakt, że złącze USB można wykorzystać nie tylko do ładowania głośnika (Sonos zaleca ładowarkę 45 W i więcej, minimum - 18 W), ale też można skorzystać z Play jako powerbanka.

Teoretycznie i wyjście zasilania powinno oferować do 45 W, ale o ile szybkie ładowanie głośnika faktycznie działało, o tyle już szybkie ładowanie czegoś z głośnika - średnio. Przeważnie moc ładowania oscylowała w okolicach 7 W.
I ile tego ładowania mamy?
Pełny akumulator ma 4800 mAh, więc nie szalałbym z ładowaniem całej armii sprzętów właśnie z niego.
Tym bardziej, że w końcu zamęczymy baterię i będzie smutno?
Trochę tak, a trochę nie. Świetnym ruchem ze strony Sonosa jest akurat oferowanie zastępczego akumulatora od razu z kompletem narzędzi (niezbyt wielkim, ale to i lepiej). Czyli jak akumulator zacznie padać - 219 zł i jest jak nowy (bo jest nowy.
A w specyfikacji czytałem jeszcze, że...
Tak, wiem, że jest wejście liniowe. To prawda, ale nie widać go z jednego prostego powodu na zdjęciu - wymaga to adaptera Sonos Line-In albo Combo. Tak samo można ten głośnik do sieci podłączyć nie przez WiFi, a przez Ethernet - też z użyciem kabla.
Czyli z jednej strony - przejściówki i wydatki. Z drugiej - jeszcze więcej opcji, żeby ten głośnik stał się jeszcze bardziej uniwersalny.
Najważniejsze pytanie: czy jest głośno?
Powiedziałbym, że momentami nawet ogłuszająco głośno. W małym czy średnim pomieszczeniu absolutnie nie będziecie chcieli rozkręcać tego głośnika chociażby w okolice maksimum, bo po prostu zrobi się nieprzyjemnie głośno.
Dobre wiadomości są dwie. Po pierwsze - szczęśliwie ten głośnik nie słabuje, jeśli chodzi o jakość dźwięku na niższych poziomach. Z przyjemnością, po kilku drobnych zmianach ustawień, słuchałem go też w wersji cichej.
Po drugie, jeśli faktycznie potrzebujecie, żeby było głośno - bo jesteście na dworze albo coś wam przeszkadza w pomieszczeniu - to Play powinien sobie z tym absolutnie poradzić.
A dlaczego w ogóle masz problem z wyjściem z łazienki?
Głównie dlatego, że Play - a już w szczególności dwa Playe w parze stereofonicznej - brzmią dla mnie tak dobrze, że poranny, wieczorny czy potreningowy prysznic nagle magicznie zajmuje więcej czasu.
Nawet pojedynczy głośnik potrafi całkiem skutecznie wypełnić średnie pomieszczenie dźwiękiem, dorzucając do tego całkiem przyjemną szerokościowo scenę i przyzwoitą separację. Tym, co jednak zwraca szczególną uwagę jest bas, przy czym do tego stopnia, że momentami było go dla mnie... trochę za dużo. Wprawdzie korektor graficzny w aplikacji Sonosa nie daje nam zbyt wielu możliwości, ale nawet przy tym ograniczeniach udało mi się wyklikać taką konfigurację, żeby przyjemnie brzmiały nie tylko energiczne i basowe potreningówki, ale też wieczorne czy poranne, zdecydowanie bardziej aktustyczne, słuchowiska.
Jak to jednak zawsze bywa - dwa głośniki Sonosa są lepsze niż jeden i tutaj mamy do czynienia z przykładem, gdzie różnica między jednym a dwoma jest naprawdę potężna.
To kupujesz czy nie?

Nie mam właściwie żadnych wątpliwości co do tego, że Play trafia na moją krótką listę zakupową. Nie będe go jednak używał jak na materiałach promocyjnych producenta, a po prostu zapełnię nim głośnikową lukę tam, gdzie zabrakło mi po prostu gniazdek.
Co innego byłoby w sytuacji, w której tych gniazdek miałbym zapas. Era 100 - SL czy nie-SL - jest tańsza, dźwiękowo będzie prawdopodobnie lepsza, a do tego możemy ją w razie potrzeby przesunąć do pomieszczenia, w których jest subwoofer albo dodać ją jako głośniki dźwięku przestrzennego.
Ale jeśli wiecie, że wasz kolejny głośnik Sonosa będzie wędrował razem z wami - chociażby po domu - a poza tym ma być niemal pełnoprawnym głośnikiem z tego ekosystemu, to nie wiem, czy dwa razy bym się zastanawiał.
Kiedy warto kupić Sonos Play?
- jeśli żyjecie w ekosystemie Sonosa i szukacie czegoś potencjalnie mobilnego;
- jeśli powyższe, ale Roam 2 to dla was za mało (i ma za słaby akumulator), a Move 2 to przesada (cenowa i wagowa);
- jeśli chcecie zacząć budować ekosystem Sonosa od zera, a tym, od czego ma się to budowanie zacząć, ma być głośnik jak najbardziej uniwersalny;
- jeśli chcecie mieć w jednym głośniku i stacjonarność, i przenośność, i WiFi, i Bluetooth;
- jeśli chcecie łączyć w grupy głośniki Bluetooth np. podczas wyjazdów;
- jeśli chcecie po prostu dobrze grającego głośnika przenośnego, który nie przyniesie wstydu też w wydaniu stacjonarnym;
- jeśli skopaliście projekt instalacji elektrycznej w łazience;
- jeśli planujecie ustawić głośnik (albo zabierać go) tam, gdzie jest wilgotno, pyliście i tak dalej.
Kiedy warto szukać dalej?
- jeśli przenośność głośnika nie ma dla was żadnego znaczenia (to po co to czytacie);
- jeśli ma być Sonos z jak najlepszym dźwiękiem i za jak najniższą cenę (plus powyższe);
- jeśli szukacie głośnika do soundbara/subwoofera Sonosa i chcecie wykorzystać pełny potencjał takiego zestawu;
- jeśli około 1600 zł za głośnik to dla was za dużo (bardzo błyskotliwe z mojej strony).



















