Cobra Draco kosztuje mniej niż 450 zł i ma przewagę nad innymi tanimi fotelami - test
Cobra Draco wkracza na trudną arenę korzystnych cenowo foteli gamingowych. Mebel polskiej marki musi odciągnąć uwagę klientów od ufortyfikowanej konkurencji, ale może mu się to udać. Dysponuje bowiem ciekawą przewagą, dla wielu stanowiącą istotny czynnik zakupowy.

Rynek opłacalnych foteli gamingowych stał się niezwykle nasycony. Dla nas, graczy, to świetna wiadomość. Dzięki zawziętej walce producentów możemy kupić naprawdę solidny mebel za mniej niż 500 zł. Taki, który będzie służyć przynajmniej kilka lat, jest obity porządnymi materiałami, do tego zapewnia szeroki wachlarz regulacji. Jedną z marek, która rozpycha się w tym segmencie, jest polska Cobra. Postanowiłem sprawdzić jej smoka.
Cobra Draco to fotel, który kupimy za 439 – 449 zł. Mimo przystępnej ceny, mebel ma wszystko, co potrzebne.
Atrakcyjna cena zawsze wymusza kompromisy. Jednak w przypadku Cobry Draco mamy do czynienia z pełnym wachlarzem regulacji, jakich należy oczekiwać w tym segmencie. Mianowicie:
- regulacja podłokietników
- regulacja wysokości siedziska
- regulacja oparcia
- montaż poduszek pod lędźwie i kark
Wszystkie pozycje na liście fundamentalnych wymagań zostały odhaczone. Oznacza to, że pod względem funkcjonalności Draco nie musi się wstydzić na tle rywali takich jak Spellcaster czy Huzaro. Przeciwnie – Cobra ma jedną silną przewagę nad konkurencją, o czym szerzej później.


Cobra Draco to fotel z sugerowanym udźwigiem do 130 kg. Fotel został wyłożony skórą ekologiczną, natomiast w podstawie znajdziemy pięć kauczukowych kółek, które są ciche oraz nie rysują podłogi. W zestawie z fotelem znajdują się dwie poduszki do opcjonalnego montażu, a także imbus wymagany do złożenia krzesła. Jak za 439 – 449 zł, mamy do czynienia z rozsądnym zestawem funkcjonalności oraz dodatków.
Fotel złożyłem w dokładnie 28 minut. Wiem, bo liczyłem ze stoperem w zegarku.
Draco to już trzeci fotel gamingowy, jaki trafił w moje ręce od początku roku. Mam więc pewną wprawę. Nie posiada żadnych niestandardowych elementów, a jego instrukcja montażu ogranicza się do sześciu obrazków. Proces jest więc banalnie prosty i gdybym musiał składać mebel ponownie, bez problemu obniżyłbym czas do 20 minut. Może nawet 15. Jedyny etap, na który trzeba uważać, to montaż podłokietników. Można w zamyśleniu pomylić przód z tyłem.
Fotel dotarł do mnie w jednym kartonie, optymalnie ułożony i zabezpieczony, co traktuję jako duży plus. Nic tak mnie nie wkurza jak ta nowa moda wysyłania foteli w dwóch paczkach (osobno siedzisko, osobno oparcie). Masa zbędnego kartonu, do tego mniej miejsca na montaż w małym mieszkaniu. Za to ponarzekam na instrukcję: tych sześć obrazków nie jest przesadnie czytelne i mogłoby być większe.


Pierwszy maraton home office na Cobrze Draco i od razu uwidacznia się unikalna zaleta tego mebla.
W przeciwieństwie do przystępnych cenowo modeli innych marek, Draco pozwala odchylić oparcie aż o 180 stopni. Mówimy więc o kompletnym rozłożeniu fotela na płasko. W tym segmencie cenowym to wielka, wielka wartość dodana. Popularne modele rywali rozkładają się na 140 - 160 stopni. Też nieźle, ale troszkę brakuje do pełnego rozłożenia.
Pojawia się pytanie: czy funkcja rozłożenia oparcia na płasko się przydaje? Wszak grając powinniśmy widzieć ekran telewizora albo monitora. W moim przypadku nachylenie 170 - 180 stopni sprawdza się podczas przerw w rozgrywce (nie macie pojęcia, ile się czeka, aż kumpel w Marathonie wyzionie ducha), kiedy scrolluję smartfon i nadrabiam maile.
Inny praktyczny – a nie tylko teoretyczny – scenariusz wykorzystania pełnego rozłożenia to przerwy w pracy. Po prostu przyjemnie jest położyć się na chwilkę z nogami na biurku/stole/sofie, przeciągnąć i zadumać, gapiąc się w sufit. Zwłaszcza że podczas przechodzenia do pozycji 180 stopni naprawdę czujesz, jak rozciągasz kręgosłup. To trochę jak skłon. Po kilku godzinach pracy za biurkiem coś takiego to odczuwalna ulga dla kręgosłupa. Wracając do pozycji siedzącej, czuję się mniej połamany.


Dyskusyjną kwestią jest natomiast wybór materiału. Ekologiczna skóra dzieli graczy.
Użytkownicy gamingowych foteli dzielą się na dwa klany: zwolenników skóry oraz fanów tkaniny. Skóra wygląda lepiej, poważniej i bardziej elegancko, za to podczas upalnych dni przykleja skórę gracza do oparcia, nie przepuszczając powietrza. Tkanina jest pod tym względem znacznie przewiewniejsza, ale jednocześnie mniej odporna na plamy oraz zniszczenia. Do tego zazwyczaj gorzej wygląda.
Cobra Draco to fotel skórzany. Co za tym idzie, podczas długiej rozgrywki w upalne letnie dni gracze będą się przyklejać do mebla. Siła wyższa, bez klimatyzowanego pomieszczenia nie da się tego przeskoczyć. W zamian dostajemy niezły wygląd, z ciekawym efektem pikowanych rombów na skórze. Skóra sprawia też, że z fotela łatwo usunąć rozmaite zanieczyszczenia, na przykład okruszki czy plamy.
Co ciekawe, zauważyłem, że inni testerzy nie zwracają uwagi na ciekawy element skórzanego oparcia Draco. Znajduje się tam bowiem poziomy pas tkaniny. Dokładnie w miejscu, gdzie plecy przywierają do powierzchni. Jestem ciekaw, jak takie rozwiązanie sprawdzi się w praktyce. Może chociaż częściowo sprawi, że skóra nie będzie się przyklejać. To się jednak okaże dopiero podczas kapryśnego polskiego lata.


Muszę za to poskarżyć się w kwestii podłokietników. Jestem oburzony.
Otóż Cobra Draco ma znacznie lepiej wyprofilowaną powierzchnię kontaktową podłokietników od mojego prywatnego, trzykrotnie droższego fotela. Trudno o lepszy przykład tego, jak ewoluowały przystępne cenowo fotele na przestrzeni ostatnich lat. Łokcie osadzają się w podłokietnikach Draco aż miło. Docenią to zwłaszcza pracownicy biurowi, lubiący pracować z podłokietnikami wysuniętymi maksymalnie do góry, stale opierając na nich ręce ślizgające się po klawiaturze.
Właśnie, regulacja wysokości. Podłokietniki Draco możemy regulować w pionie, a także kąt ich kąt nachylenia, ale już nie poziom/szerokość. Plasuje to testowaną Cobrę w środku rynkowej stawki. Część producentów w segmencie do 500 zł nie oferuje żadnej regulacji, część natomiast zapewnia kontrolę 3D. Czyli jest nieźle, mogło być lepiej.
Małe detale, duże znaczenie w perspektywie czasu. Na to warto zwrócić uwagę.
Pokrowce na poduszki są zapinane na zamek, co umożliwia ich regularne pranie. To ważne, bo materiał – chociaż przyjemny w dotyku – jest bardziej podatny na zabrudzenia niż skóra siedziska. Szkoda tylko, że szelki, na które zapina się poduszki, nie mają możliwości regulacji. Zawsze lubię sobie maksymalnie docisnąć poduszeczkę pod głowę do oparcia, tutaj nie mam tej możliwości. Za to ciekawą decyzją jest wykorzystanie materiału po obu brzegach siedziska. Przypuszczam, że ma to pozytywnie wpłynąć na cyrkulację powietrza. Czyli sprawiać, że gracz nie będzie przyklejał się pupą do fotela w ciepłe letnie dni.


Gdyby ode mnie to zależało, umieściłbym wajchę podnośnika nieco bliżej frontalnej krawędzi siedziska. W aktualnym układzie muszę się podnieść albo wychylić, aby dopasować wysokość fotela. Za to bardzo pozytywnie zaskakuje pięcioramienna podstawa. W porównaniu do mojego domowego mebla, praktycznie nie zbiera kurzu. Niby detal, ale z kategorii tych, które docenia się podczas dłuższego użytkowania fotela.
Kluczowe pytanie brzmi: czy Cobra Draco broni się jako fotel za 439 zł?
Część elementów mogłaby być lepsza, nawet w tej kategorii cenowej. Przykładowo, byłoby świetnie, gdyby Cobra oferowała dwa warianty fotela: jeden ze skórą, drugi z tkaniną. Mielibyśmy wtedy wybór. Do tego meblowi mocno brakuje wysuwanego podnóżka, biorąc pod uwagę możliwość rozłożenia oparcia w 180 stopniach. Z podnóżkiem bez problemu dałoby się w takim fotelu nawet drzemać.
Podoba mi się natomiast, jak cicho pracują kauczukowe kółeczka oraz jak łatwy w obsłudze jest to fotel. Oparcie, podnośnik, podłokietniki – wszystko działa tak, jak powinno. Trzeba mieć natomiast na uwadze, że Cobra Draco to fotel dosyć wąski, w którym osoby z poważną nadwagą będą odczuwać dyskomfort. To model przede wszystkim dla nastolatków i młodych dorosłych.


Jest jeszcze kwestia ergonomii. Draco to typowy fotel dla gracza udający siedzisko w samochodzie wyścigowym. Taka stylistyka trafia do dzieci, nastolatków i młodych dorosłych, ale rzadko idzie w parze z ergonomiczną pozycją. Na szczęście Draco nadrabia to po części poduszką pod lędźwie w zestawie, a także możliwością wyciągnięcia się całkiem na płasko, co rozciąga kręgi i pobudza krążenie. Takie regularne rozciąganie odczuwalnie poprawia komfort podczas kilkugodzinnej pracy za biurkiem.
Draco Cobra broni się na tle takich marek jak Huzaro czy Spellcaster. Ma nad nimi kilka przewag – jak cicha praca kółek czy regulacja oparcia w 180 stopniach – ale przegrywa na innych frontach, na przykład brakiem wysuwanego podnóżka przy możliwości rozłożenia na płasko. Wszystko sprowadza się więc do tego, na czym najbardziej zależy kupującemu. Za to w ujęciu ekonomicznym Draco jak najbardziej się opłaca. Testowałem dwa razy gorsze fotele za dwa razy większe pieniądze.
Największe zalety:
- Możliwość rozłożenia oparcia idealnie na płasko
- Szeroka regulacja w zakresie 90 - 180 stopni
- Bardzo dobrze wyprofilowane podłokietniki
- Łatwy montaż, jeden dobrze zabezpieczony karton
- Dwie opcjonalne poduszki w zestawie
- Bardzo cicha praca kółek, nie będzie zrywał paneli
- Dobra cena: aktualnie od 439 zł
- Regulacja podłokietników (w tej cenie to nie standard)
Największe wady:
- Tylko skórzany wariant. Przydałaby się alternatywa
- Szkoda, że nie ma wysuwanego podnóżka
- Stosunkowo smukły i wąski. Nie dla większych graczy
- 130 kg udźwigu to porządny parametr, ale rywale wytrzymują więcej
Cobra Draco to celnie wyceniony mebel, deklasujący wielu rywali rzadko spotykaną możliwością rozłożenia oparcia o 180 stopni. Jeśli masz smukłą sylwetkę i nie przeszkadza ci brak materiałowego obicia, w budżecie do 450 zł to poważny kandydat do zakupu.



















