Spędziłem 7 dni z realme P4 Power. Zapomniałem, gdzie mam ładowarkę
realme P4 Power z ogniwem 10 000 mAh trafia na rynek w momencie, gdy większość producentów wciąż drepcze wokół standardowych wartości. Sprawdzam, czy upchnięcie tak gigantycznej baterii w obudowie ważącej 218 g to zmiana, na którą faktycznie czekałem.

Kiedy pierwszy raz wziąłem ten telefon do ręki, spodziewałem się cegły. Tymczasem realme P4 Power mocno mnie zaskoczył. Waży mniej więcej tyle (218 g), co iPhone 17 Pro Max (233 g) czy Samsung Galaxy S25 Ultra (218 g), a przy tym oferuje dwa razy większą pojemność. Mam wrażenie, że producent wykorzystał tu technologię krzemowo-węglową do granic możliwości, bo fizyka rzadko pozwala na takie kompromisy.

Wymiary urządzenia są dla mnie akceptowalne, choć czuć, że to kawał sprzętu. Sprytny zabieg z ekranem Quad Curved (zakrzywionym z czterech stron) robi robotę. Dopiero moja partnerka zauważyła, że ten telefon - pomimo tego, że jest spory - trzyma się lepiej niż Samsungi z serii Ultra czy inne duże iPhone'y. Dlaczego? Przez ten ekran, ale o tym kiedy indziej.

Boczne krawędzie są cieńsze, przez co chwyt jest pewniejszy, a grubość centralnej części obudowy optycznie znika w dłoni. Nie jest to może najsmuklejszy smartfon roku, ale w kieszeni spodni układa się zaskakująco normalnie.

Czas pracy: liczby mówią same za siebie
Użytkowanie baterii 10 001 mAh to zupełnie inne doświadczenie. Złapałem się na tym, że przestałem odruchowo szukać ładowarki wieczorem. Przy moim typowym scenariuszu - sporo maili, streaming w tle, komunikatory - telefon wytrzymuje łatwo u mnie pełne trzy dni. Realnie cztery.

Postanowiłem jednak sprawdzić to bardziej analitycznie. Wyniki konkretnych scenariuszy robią wrażenie i pokazują, co tak naprawdę daje ten zapas energii:
- Social media: scrollowanie TikToka zużywa energię bardzo powoli - wynik to ok. 28 godzin ciągłego odtwarzania wideo. Sprawdziłem i potwierdzam: mieszana jasność oraz autoscrollowanie. Nie nagrzał się, nie zaczął tracić magicznie naładowania.
- Nawigacja: w trasie telefon działał jako nawigacja GPS z włączonym ekranem przez blisko 20 godzin.
- Gaming: wymagające gry drenują baterię najszybciej, ale tutaj wciąż mówimy o 9-10 godzinach ciągłej rozgrywki w CoD, Wreckfest i Grid Autosport.
To uwalniające uczucie, gdy wychodzę z domu z poziomem 40 proc. baterii i wiem, że spokojnie dotrwam do nocy, nawet jeśli po drodze obejrzę film czy pogram w pociągu.
Kultura działania

Na ten wynik pracuje nie tylko samo ogniwo. Zastosowanie nowoczesnego procesora oceniam pozytywnie głównie przez pryzmat kultury pracy. Układ nie drenuje baterii bez sensu, a telefon pozostaje chłodny.

To ważne, bo przy dużej baterii nagrzewanie się urządzenia byłoby podwójnie niebezpieczne. Widać tu sensowną optymalizację pod kątem długodystansowców, a nie bicia rekordów w benchmarkach.

Również ekran OLED z wysokim odświeżaniem gra w tej drużynie. To miły dodatek, który nie zabija baterii tak szybko, jak się spodziewałem. Adaptacyjne odświeżanie działa sprawnie, a ja nie muszę wybierać między płynnością a czasem pracy. Ale fakt, przy 10 000 mAh mogę sobie pozwolić na komfort trzymania jasności i płynności na wysokim poziomie przez cały dzień.
Ładowanie: szybkość i możliwości
Kwestia ładowania 85 W budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, przy tak wielkim ogniwie chciałoby się widzieć chociaż 100-120 W, żeby nie czekać wieków pod gniazdkiem. Z drugiej, jestem w stanie zrozumieć decyzję inżynierów.
Mniejsza moc to niższa temperatura, a to kluczowe dla żywotności ogniwa zamkniętego w tak zwartej obudowie. Ładuję go rzadziej, więc dłuższy czas przy kablu nie irytuje mnie tak bardzo, jak się obawiałem. Ot, zostaw na noc i masz spokój na kilka dni.
Brakuje mi nieco ładowania indukcyjnego, do którego przyzwyczaiłem się w innych modelach. Rozumiem jednak, że cewka dodałaby kolejne milimetry do grubości, a gdzieś trzeba postawić granicę. Plus jeszcze problemy termiczne, bo to dodaje himalajskie wyżyny problemów z nagrzewaniem się.
Ale szczerze: jeśli mam w dłoniach gigantycznego powerbanka (który wspiera ładowanie zwrotne!), to indukcja przyda się jak narciarzowi zimowa kurtka. Dlaczego? Bo np. mogę naładować słuchawki, do których zapomniałem kabla. W sumie tylko po to.
realme P4 Power jest świetny
Patrząc na konkurencję, widzę tu sporą lukę, którą realme dobrze wypełnia. Pancerne telefony typu Doogee czy Ulefone z takimi bateriami to dla mnie ergonomiczny koszmar - ważą po 400 g i nie da się ich wygodnie używać na co dzień. Z kolei mainstreamowe flagowce wciąż każą mi nosić powerbank. P4 Power wydaje się złotym środkiem, którego brakowało mi na rynku.
Dla kogo jest ten sprzęt? Według mnie dla osób takich jak ja - zmęczonych ciągłym monitorowaniem procentów baterii, ale niechcących nosić w kieszeni pancernego klocka. realme P4 Power to udany eksperyment, który udowadnia, że można mieć gigantyczną baterię i wciąż zachować formę normalnego smartfona.
Tylko, że nikt w Polsce nie kupi go. Bo oficjalnie nie trafi na nasz rynek. Smuteczek, bo to pierwszy smartfon na 3-4 dniowe podróże.







































