Ja do TCL. Mam sprawę w temacie Sony
Drogi TCL - proszę, nie zepsujcie tego.

Od jakiegoś czasu czytam doniesienia o wspólnym przedsięwzięciu Sony i TCL. O fuzji, o strategii, o ratowaniu działu RTV Sony przed powolnym wypłukiwaniem z rynku. Wszyscy komentują, wszyscy coś analizują, każdy ma teorię.
Ale nikt nie mówi o tym, co naprawdę powinno nas martwić.
Czytaj też:
Bo TCL dostało w ręce coś, czego nie da się wycenić w dolarach, jenach ani juanach. Nie chodzi o logo BRAVIA, nie o portfolio modeli, nie o fabryki. Chodzi o sposób myślenia o telewizorze, który Sony pielęgnowało przez ponad pół wieku. I którego utrata byłaby stratą kulturową, nie tylko technologiczną.
Nie jestem purystą. Nie uważam, że TCL to tanie badziewie. TCL robi dziś świetne telewizory - czasem wręcz zaskakująco dobre. Ale robi je inaczej niż Sony. I właśnie dlatego piszę ten tekst: jako prośbę, a może nawet apel, by TCL zrozumiało, co naprawdę przejmuje. I by tego nie zniszczyło w imię tabelki w Excelu.
Co właściwie przejmujecie? Historię, filozofię i obsesję
Wróćmy do 1968 roku. Sony prezentuje Trinitrona - konstrukcję, która nie powstała po to, by obniżyć koszty produkcji. Powstała po to, by obraz ożył. Aperture grille zamiast shadow mask. Jaśniejszy obraz, lepsza ostrość, stabilniejsza geometria. Sony uznało, że telewizor nie ma być wystarczająco dobry. Ma być piękny i dokładny.
I to jest sedno sprawy. Sony przez ponad 50 lat traktował telewizor nie jako urządzenie RTV, ale jako okno na świat tworzony przez artystów. Jako narzędzie doświadczania sztuki. Jako medium, które ma obowiązek być wierne intencji twórcy.
TCL myśli inaczej. TCL myśli: Jak zrobić telewizor, który da 95 proc. jakości konkurencji za 70 proc. ceny?.
Sony myśli: Jak zrobić telewizor, który da 105 proc. tego, czego widz nawet nie wie, że potrzebuje?.
To są dwie zupełnie różne filozofie. I teraz mają się spotkać w jednym produkcie.
To nie jest o cenie
Wiem, co myślicie, TCL. Zrobimy to taniej, ludzie będą zadowoleni. I macie rację - będą. Masowy rynek kocha dobrą cenę.
Ale Sony nigdy nie projektował telewizorów dla masowego rynku. Projektował je dla ludzi, którzy chcą zobaczyć film tak, jak widział go reżyser. Dla tych, którzy wiedzą, czym jest gradacja, banding, clipping, gamma tracking. Dla tych, którzy widzą różnicę między dobrym HDR a HDR-em na papierze.
Przykład? Sony XEL‑1 z 2007 r. - pierwszy telewizor OLED na świecie. Maleńki, absurdalnie drogi, kompletnie nieopłacalny. Ale Sony wiedział, że jeśli pierwsze OLED-y będą słabe, to cała technologia zostanie pogrzebana. Więc zrobiło OLED, który był manifestem możliwości, nie produktem masowym.
I rynek poszedł za tym.

Ile razy TCL zrobiło coś podobnego? Ile razy przejęło ryzyko, by przesunąć granicę? A ile razy czekało, aż ktoś inny ją przesunie, by potem zoptymalizować koszt?
Jedno podejście to innowacja. Drugie to optymalizacja.
Oba są potrzebne. Ale teraz TCL ma przejąć rolę innowatora. I to jest dla wszystkich… delikatnie mówiąc, nowe.
Procesor obrazu: miejsce, w którym Sony odprawiał magię
Sony przez dekady tworzył procesory obrazu, które nie były zwykłymi układami poprawiającymi sygnał. BRAVIA Engine (2005-2008) wprowadził do procesorów obrazu upscaling, redukcja szumów, poprawa kontrastu. Znaczy się, niby nic, czego inni nie robili - ale Sony robił to z chirurgiczną precyzją. Analiza piksel po pikselu, kontekstowa rekonstrukcja obrazu.
X1 (2013) to pierwszy procesor obrazu, który faktycznie rozpoznawał treść. Wiedział, kiedy oglądasz film, a kiedy sport. Dynamicznie zmieniał krzywe kontrastu, ostrość, motion handling. X1 Extreme (2015) wprowadził do świata procesorów obrazu sieć neuronową, analizę sceny w czasie rzeczywistym, rozumienie dlaczego obraz wygląda tak, a nie inaczej.
XR Cognitive Processor (2021) to z kolei układ, który nie tyle poprawia obraz, co interpretuje go. Analizuje punkty skupienia ludzkiego wzroku, priorytetyzuje elementy sceny, optymalizuje jasność i kolor w sposób zbliżony do percepcji człowieka.
To jest 50 lat patrzenia na film i uczenia się, co sprawia, że obraz jest piękny.
TCL, przejmując markę BRAVIA przejmuje kodeks Sony. A to oznacza jedno: telewizor z logo Sony nie może być dobry. Musi być wyjątkowy.
Dźwięk? Sony wie, jak brzmi twój dom
I jeszcze jedno - często pomijane, a kluczowe.
Sony to nie tylko telewizory. To Walkman, MiniDisc, profesjonalne monitory studyjne, amplitunery ES. Sony ma w DNA wiedzę o tym, jak dźwięk powinien brzmieć w przestrzeni domowej.

Dlatego głośniki w telewizorach Sony nie są jakieś tam głośniki. To przemyślane konstrukcje, które mają dostarczyć dialog tam, gdzie siedzi widz, a nie tam, gdzie akurat zmieścił się przetwornik. Mają rozpraszać fale tak, by nie odbijały się chaotycznie od ścian. Mają tworzyć scenę dźwiękową, a nie tylko grać.
Co TCL wnosi?
Żeby było jasne - TCL nie jest tu intruzem. TCL wnosi rzeczy, których Sony desperacko potrzebowało:
- skalę produkcji,
- efektywność,
- świetne Mini LED-y,
- panele HVA o dobrych kątach widzenia,
- rozwój drukowanych OLED-ów,
- zdolność do produkcji w wolumenach, o których Sony mogło tylko marzyć.
Bez partnera Sony mogłoby utonąć w kosztach. Ale TCL wraz z technologią przejmuje też odpowiedzialność. Odpowiedzialność za to, by telewizor z logo Sony BRAVIA był lepszy niż telewizor bez tego logo. Zawsze.
Więc, drogi (he, he) TCL-u: kiedy będziecie łączyć linie produkcyjne, optymalizować koszty, decydować, które procesy zostają, a które znikają - proszę o jedno: nie kończcie z bezpośrednim skojarzeniem, które łączy BRAVIĘ z 50-letnią historią dążenia do doskonałości.
Nie róbcie tego, co robią wszyscy. Nie zamieniajcie telewizora Sony w produkt, który ma się sprzedać.
Pozwólcie inżynierom Sony - tym od X1, XR, Trinitrona - nadal robić to, co potrafią najlepiej. Ta wiedza jest zbyt cenna, by ją rozpuścić w globalnej optymalizacji.
Bo BRAVIA nie konkuruje z innymi telewizorami.
BRAVIA konkuruje z oczekiwaniami. Z marzeniem widza, że zobaczy film tak, jak widział go twórca.
To jest wysoki standard. I Sony nigdy nie chciał go obniżać.
To nie prośba, lecz ostrzeżenie z miłości
Mam w domu aktualnie telewizor z linii Samsung OLED. Przywilej mojej pracy zapewnia mi dostęp do sprzętu RTV klasy premium, mam komfort wyboru. Na co dzień oglądam filmy i gram na Xboksie na koreańskim telewizorze, model S95F. I uważam go za lepszą propozycję od sztandarowego modelu Sony. Tym niemniej o włos. Samsung zwyczajnie również robi fenomenalne telewizory, przynajmniej w segmencie high-end. Sony jednak nie odstaje. Co więcej, Sony ma historię, tradycję i know-how, których Samsung nadal może zazdrościć.
Nie boję się, że TCL zacznie robić złe telewizory. Boję się czegoś znacznie gorszego: że zacznie robić telewizory wystarczająco dobre. Wystarczająco jasne. Wystarczająco kolorowe. Wystarczająco poprawne w dźwięku.
A wystarczająco nigdy nie było kategorią, w której Sony chciało istnieć.
Drogi TCL - naprawdę chciałbym, by to wspólne przedsięwzięcie stało się dla Sony powodem do dumy, a dla nas, fanów, źródłem radości.
Byście zrozumieli nie tylko co Sony robi, ale dlaczego to robi.
Byście przejęli nie tylko linie produkcyjne, ale również ducha, który za nimi stoi.
By telewizor BRAVIA w 2028 r. był tak dobry - nie tylko w tabelce, ale w tym trudnym do opisania czuciu obrazu - że wszyscy powiedzą: TCL zrozumiał. TCL nie zepsuł tego, co najważniejsze.
Bo jeśli to popsujecie, wszyscy to poczujemy.






































