Okręty USA dostaną zabójcze lasery. To koniec ery amunicji
Lasery i mikrofale mają zastpić działa i rakiety na okrętach marynarki wojennej USA. Broń energetyczna ma stworzyć kopułę, której nie pokonają ani fale dronów, ani pociski manewrujące, czy rakiety. Co więcej, rozwój techniologii sprawił, że nadchodzi era naprawdę potężnych laserów.

Admirał Daryl Caudle, majwyższy rangą oficer Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych chce, aby broń energetyczna stała się podstawowym wyborem dla załóg amerykańskich okrętów wojennych w obliczu zagrożeń z bliskiej odległości. Powiedział również, że lasery klasy megawatowej nie powinny być postrzegane jako coś, co jest poza możliwościami, jakie mogą oferować przyszłe okręty wojenne klasy Trump - donosi serwis TWZ.
To rewolucja, która ma zakończyć erę, w której obrona statku zależy od liczby skrzyń z amunicją pod pokładem.
Magazyn bez dna, czyli dlaczego lasery to konieczność
Obecnie obrona amerykańskich niszczycieli i krążowników opiera się na systemach takich jak Phalanx czy rakiety RAM. Choć są one piekielnie skuteczne, mają jedną, krytyczną wadę: amunicja kiedyś się kończy.
Sześciolufowe działko Phalanx kalibru 20 mm potrafi wystrzelać cały swój zapas w zaledwie 30 sekund ciągłego ognia. Jeszcze gorzej wygląda rachunek ekonomiczny w przypadku rakiet RIM-116. Jeden pocisk kosztuje około miliona dolarów.
W starciu z tanimi dronami kamikadze, które kosztują ułamek tej kwoty, Pentagon po prostu przepala pieniądze w zastraszającym tempie. Admirał Caudle podkreśla, że broń o energii skierowanej oferuje coś, co nazywa "nieskończonym magazynem". Dopóki na statku działają generatory prądu, broń jest gotowa do strzału.
Potęga megawata i dziedzictwo Gwiezdnych Wojen
Kiedy mówimy o dzisiejszych laserach montowanych na okrętach, jak system HELIOS, operujemy na mocach rzędu kilkudziesięciu czy stu kilowatów. To wystarcza, by oślepić czujniki lub spalić silnik małego drona.
Jednak admirał Caudle mierzy znacznie wyżej. Jego zdaniem na pokładach przyszłych jednostek klasy Trump powinny znaleźć się lasery o mocy jednego megawata, czyli 1000 kilowatów. Taka energia pozwala już nie tylko na zabawę z dronami, ale na realne niszczenie pocisków manewrujących, a nawet rakiet balistycznych.

To powrót do idei Inicjatywy Obrony Strategicznej Ronalda Reagana z lat 80., którą nazywano Star Wars. Różnica polega na tym, że dzisiaj technologia w końcu dogoniła ambicje polityków i wojskowych.
Warto również zauważyć, że Marynarka Wojenna USA nie wykluczyła zastosowania napędu jądrowego na okrętach klasy Trump, co bez problemu zaspokoiłoby potrzeby na energię dla broni energetycznej wysokiej mocy.
Więcej na spider's Web:
Optymalizacja pod pokładem i nowe zasady gry
Wprowadzenie potężnych laserów to nie tylko kwestia efektownych błysków na niebie, ale przede wszystkim logistyki. Admirał Caudle zauważa, że jeśli systemy obrony bezpośredniej przejdą na energię elektryczną, zwolni się ogromna przestrzeń wewnątrz kadłuba statku.
Zamiast upychać tam setki rakiet do obrony, Marynarka Wojenna będzie mogła wypełnić te luki pociskami ofensywnymi o dalekim zasięgu. To całkowicie zmienia balans sił na morzu.
Okręt staje się groźniejszy dla przeciwnika, będąc jednocześnie niemal nie do przebicia dla standardowych ataków z powietrza. Co więcej, systemy te są oparte na energii odnawialnej w sensie operacyjnym, system po prostu ładuje się do kolejnego strzału, korzystając z paliwa napędzającego turbiny okrętu.
Mikrofale jako wsparcie dla laserowej tarczy
Lasery to jednak nie wszystko. US Navy mocno inwestuje również w broń mikrofalową wysokiej mocy. O ile laser działa jak precyzyjny skalpel, uderzając w jeden punkt, o tyle mikrofale są jak potężny młot uderzający obszarowo.
Są one idealne do zwalczania rojów dronów, gdzie pojedyncze celowanie wiązką światła mogłoby trwać zbyt długo. Połączenie tych dwóch technologii na przyszłych pancernikach klasy Trump ma stworzyć wielowarstwową barierę, przez którą nie prześlizgnie się nic, co nie posiada zaawansowanych systemów ekranowania.
Admirał Caudle przyznaje, że choć technologia ta "nie jest jeszcze w pełni gotowa na godziny szczytu", to najwyższy czas, by amerykański przemysł i nauka przestały traktować ją jako ciekawostkę, a zaczęły jako fundament nowoczesnej floty.







































