Chciałam idealnej klawiatury. Skończyłam, budując ją sama
Mało barwny rynek gotowych klawiatur sprawił, że rzuciłam się na głęboką wodę. Samodzielnie zbudowana klawiatura była wyzwaniem zarówno dla mojej głowy oraz dłoni, lecz dała efekt, którego żaden gotowiec nie był w stanie mi zaoferować.

Przez długi czas uważałam, że klawiatura to po prostu klawiatura. Ma działać, nie przeszkadzać i najlepiej nie zwracać na siebie uwagi. Dopóki pisałam wyłącznie na laptopach, ten pogląd wydawał mi się w pełni uzasadniony – wbudowana klawiatura była "wystarczająco dobra", a temat zewnętrznych urządzeń peryferyjnych traktowałam po macoszemu.
Wszystko zmieniło się w momencie, gdy na biurku zamiast laptopa pojawił się komputer stacjonarny, a wraz z nim konieczność wyboru jakiejkolwiek klawiatury. Ten pozornie błahy zakup okazał się początkiem zaskakująco głębokiego zanurzenia w świecie, do którego wejścia nawet nie brałam pod uwagę.
Budowanie klawiatury to długa przeprawa – możesz przez nią przejść na skróty:
Dlaczego w ogóle zabrałam się za budowanie własnej klawiatury?
Nie była to przeprawa jakkolwiek lekka, bo tylko częściowo wiedziałam jakiej chcę klawiatury i początkowo miał być to "gotowiec", czyli urządzenie gotowe do użycia już od wyjęcia z pudełka.
Poszukiwania zaczęłam z garścią ogólników: wiedziałam, że nie chcę bocznej klawiatury numerycznej i że wolę wersję przewodową. Nie interesowały mnie też dodatkowe przyciski multimedialne, a miłym uzupełnieniem byłoby podświetlenie. Potem zaczęłam chować twarz w dłonie i spoglądać na ofertę sklepów internetowych spomiędzy palców, bo wszystko co spełniało moje wymaganie było – mówiąc kolokwialnie i subiektywnie – okrutnie brzydkie. A to co podobało mi się było albo niedostępne, albo wiązało się z kompromisami, albo wydawało się niewarte swojej ceny.
Miotałam się tak pomiędzy Allegro, Ceneo i sklepami internetowymi kilka dni, tracąc nerwy i czas. Wobec zażartej bitwy z sercem i rozumem sięgnęłam do długo zamkniętej szuflady świadomości, w której schowałam opcję jeszcze do niedawna szalenie abstrakcyjną: budowanie własnej klawiatury.
Z budowaniem spersonalizowanych klawiatur zderzyłam się na początku pandemii, gdzie od linku do linku, od kliku do kliku, przypadkiem na Instagramie i Redditcie doszłam do podstawowych informacji o budowaniu klawiatury. A właściwie całym hobby "budowania klawiatur mechanicznych" – kupowaniu przez Internet poszczególnych części, trochę skomplikowanemu procesowi składania, oraz społeczności, w której jedna osoba posiada nawet kilka własnoręcznie zbudowanych klawiatur, którymi chwali się poprzez całkiem atrakcyjne wizualnie fotografie i nagrania dźwięku stukania w klawisze..
Perspektywa zrobienia czegoś podobnego dla siebie i według własnego widzimisię była kusząca, ale trafiła do szuflady świadomości, bo ani nie miałam ówcześnie motywacji ani pieniędzy by się za to zabrać.
Za narodziny mojej nowozbudowanej klawiatury uznaję rok 2024. Wtedy szukałam jakiegoś przedmiotu na Aliexpress i chiński algorytm – jak to chiński algorytm – podsunął mi coś co mogłoby mi się spodobać, a nie było związane z wynikami wyszukiwania. Był to zestaw klawiszy ("keycapów") 80Retros Win 1998, który z miejsca skradł mi serce estetyką i ikonografią żywcem wyciągniętą z Windowsa 98. Byłam nim zachwycona w każdym detalu, jednak prawdziwy zachwyt przyszedł kilka minut później gdy algorytm załapał, że spodobał mi się 80Retros Win 1998 i na fali tego "sukcesu" podsunął mi 80Retros GAME 1989 Candy.

Koniec. Game over. Jestem sprzedana.
Chyba nigdy wcześniej nie zobaczyłam zestawu klawiszy, który tak bardzo skradłby moje serce. Nietypowy, retro, pełen nawiązań do Nintendo i to różowy! Dobiłam umowy z moją świadomością i wiedziałam, że jeżeli kiedyś zbuduję klawiaturę, to będzie ona na klawiszach 80Retros GAME 1989 Candy. Pomysł jednak wrócił do szuflady świadomości i pozostał w niej aż do końca 2025 roku.
Każda budowa zaczyna się od zebrania materiałów
Szufladę otwarłam akurat w momencie, gdy trwały promocje z okazji dnia singla – lub jak kto woli, "chińskiego Black Friday" – więc mój wymarzony zestaw 80Retros GAME 1989 Candy udało mi się wyhaczyć z 30 proc. obniżką ceny, co z kolei przypieczętowało decyzje o zbudowaniu klawiatury.
Jednak wybór klawiszy był najłatwiejszym ze wszystkich etapów decyzyjno-zakupowo-konstrukcyjnych, bo musiałam wybrać samą obudowę i resztę elementów w który wsadzę te klawisze. Ponieważ startowałam z pozycji totalnej amatorki, zamiast kupować każdą część z osobna postawiłam na "DIY kit", czyli gotowy-do-złożenia zestaw obudowy, płytki drukowanej i elementów stabilizujących oraz wygłuszających.
Ale jaki konkretnie zestaw? Nie była to decyzja łatwa, bo choć byłam w stanie zrezygnować z podświetlenia – zestawy i płyty drukowane dla hobbystów rzadko mają podświetlenie – to wciąż kurczowo trzymałam się pomysłu że domek dla moich 80Retros GAME 1989 Candy ma być w układzie TKL i ma być różowy. A to ogromne ograniczenia, które koniec końców popchnęły mnie w stronę QK80 Mk2, czyli zestawu do złożenia własnej klawiatury mechanicznej od Qwertykeys.
W jego stronę popchnęło mnie nie tylko spełnianie moich wymagań, ale także deklarowana prostota złożenia – szalenie przyjazna nowicjuszom, oraz uroczy ekranik TFT LCD który właściwie nie służy do niczego poza wyświetlaniem godziny, uroczego kotka który stuka razem z tobą w klawiaturę lub samodzielnie załadowanej animacji.

Trzecim i ostatnim wyzwaniem okazały się przełączniki ("switche"), czyli małe plastikowe elementy odpowiadające za wykrywanie naciśnięć klawiszy. Ten element zakupów przyprawił mnie o największy ból głowy, bo o ile keycapy i podstawę klawiatury można wybrać jedynie na podstawie ich wyglądu i opisów w internecie, o tyle switche to kwestia indywidualna każdego człowieka, bo każdy z nas naciska na klawisze z inną siłą, ma inną preferencję co do sprzężenia zwrotnego (przykładowo, jedni lubią gdy raz wciśnięty klawisz leci do samego dołu, inni lubią delikatny opór) i każdy z nas inaczej definiuje "idealne brzmienie klawiatury".
Dlatego perfekcyjny wybór przełączników jest całkowicie zależny od doświadczenia w stukaniu w klawiaturę. Tego nie miałam praktycznie w ogóle, dlatego wybór switchy uzależniłam od mojego doświadczenia z przełącznikami Cherry MX Brown z klawiatury narzeczonego. Na jego podstawie wybrałam Gaterony G Pro Silver V3, które według opinii innych użytkowników i specyfikacji samego producenta powinny być "jak MX Brown ale trochę lżejsze w naciskaniu".

Złożyłam zamówienie na wszystkie trzy elementy mojej klawiatury i rozpoczęło się czekanie – wszystkie trzy szły z państwa środka, dlatego pełne skompletowanie części do klawiatury zajęło mi kilka tygodni. A potem przypomniało mi się, że nie mam smaru do stabilizatorów, więc czekałam kolejny tydzień.
Ale w końcu wszystko przyszło, pora na otwarcie placu budowy
Budowę zaczęłam od rozłożenia QK80 Mk2, który jest szalenie bogaty. W jego skład wchodzi – uwaga, bo będzie dość długo: podstawa ze wbudowaną baterią, pokrywa ze wbudowanym ekranem, płyta drukowana (PCB), warstwa PET, warstwa IXPE, gąbka dla PCB, płyta FR4, dodatkowe taśmy do ekranu, śrubki i ochraniacze. Dodatkowo Qwertykeys do każdego zamówienia QK80 Mk2 dorzuca stabilizatory, ochronne etui do przenoszenia, ściągacz przełączników i klawiszy, kabel USB i śrubokręt.

Dla mnie póki co była najważniejsza pierwsza część tej listy, bowiem budowę rozpoczęłam od delikatnego usadowienia warstw tworzyw sztucznych, które mają siedzieć pod płytką drukowaną. To zajęło poniżej minuty (minus zastanowienie się która warstwa jest która), dzięki czemu mogłam przejść do kolejnego elementu, czyli PCB.
Zanim mogłam w ogóle cokolwiek z nią zrobić, musiałam płytkę przetestować czy aby na pewno wszystkie piny działają. Takiego testu dokonuje się poprzez otworzenie strony z testerem (np. keyboardchecker.com, ale u mnie było to oprogramowanie własne Qwertykeys), podłączenie obudowy z gołą płytką PCB do komputera i użycie pęsety, która dzięki wąskim zakończeniom i metalowej konstrukcji jest w stanie zamknąć obwody elektryczne – przyłożenie jej do pinów w PCB spowoduje aktywację danego klawisza. Więc z użyciem pęsety wcisnęłam wszystkie 84 klawisze i potwierdziłam, że działają.
No dobrze, kłamałam. Nie użyłam pęsety tylko drutu ze zszywki do zszywacza, bo w porę się nie zorientowałam, że pęsety, które mam w domu nie przewodzą prądu. Ale jeżeli coś jest głupie i działa to znaczy, że nie jest głupie.





Gdy płytka drukowana została odhaczona, pora na montowanie stabilizatorów ("stabs"). Staby to specjalne elementy, które dają fizyczne wsparcie dużym klawiszom (Spacja, Enter, Shift, Backspace). Stabilizatory dla idealnego doświadczenia korzystania z klawiatury wymagają nasmarowania. Tu właśnie wjechał wcześniej wspomniany smar, który nałożyłam pomiędzy plastikowe elementy i trochę na metalowy element z pomocą najtańszego pędzelka. Po skończeniu smarowania wystarczyło, że umieściłam na PCB gąbkę i wepchnęłam stabilizatory w specjalnie przygotowane otwory, a każdy ze stabów zaklinowałam z użyciem dołączonych klinów.





Teoretycznie smart powinnam zastosować do jeszcze jednej rzeczy – smarowania switchów. Praktycznie Gaterony, które kupiłam były fabrycznie nasmarowane ("pre-lubed") co oznacza, że nasmarował je producent w procesie produkcji. Zdecydowana większość dostępnych przełączników to "pre-luby", ale wciąż łatwo można znaleźć takie, które wymagałyby ręcznego nasmarowania. Na szczęście mnie się to nie udało.
W kolejnym, przedostatnim już kroku musiałam usadowić przełączniki w płytce PCB. Co było proste, lecz czasochłonne. Proste bo sprowadzało się do wpychania ich w płytkę drukowaną. Czasochłonne bo z siłą moich rąk nawet otwieranie słoika jest wyzwaniem, a co dopiero wbijanie 80-kilku switchy.

Switche musiałam wbijać pojedynczo, oraz – co ważne w przypadku części klawiszy, upewnić się, że są prawidłowo obrócone (niektóre klawisze mogące występować w różnych wariantach rozmiarowych – przykłądowo Control czy Backspace, zależnie od pożądanego układu wymagają obrotu przełącznika o 90 lub 180 stopni). Ponadto każde jedno gniazdo musiałam trzymać także z tyłu – tak aby nie wypchnąć gniazd z płyty. Proces trochę irytujący, zjadający nie tylko czas i nerwy, ale nadal całkiem prosty.

Gdy wbiłam już ostatni switch, czułam się jak w siódmym niebie
Budowa szła wręcz podręcznikowo, byłam uważna na każdym etapie, a moja klawiatura wyglądała prawie jak inne QK80 Mk2 których naoglądałam się w internecie. Byłam już gotowa wyciągać mój zestaw 80Retros GAME 1989 Candy, gdy Bóg wyciągnął czerwoną kartkę.
Pamiętacie ten mały ekranik, który skradł mi serce i przyczynił się do decyzji o zakupie akurat tego zestawu do budowania klawiatury? Po włożeniu wszystkich switchy, zgodnie z instrukcją Qwertykeys następuje moment nałożenia górnej pokrywy klawiatury. Ten moment stanowi też pierwszy moment gdy mogę zobaczyć działanie obu ekranów – z których LCD okazał się być fabrycznie uszkodzony.

Serce podeszło mi do gardła - byłam już tak bliska ukończenia wymarzonej klawiatury, a tu los spłatał mi figla.
Zatrzymałam dalszą budowę i czym prędzej pobiegłam (przeklikałam się?) do działu wsparcia Qwertykeys, który po opisaniu i sfotografowaniu problemu bez wahania wysłał mi zamiennik ekranu. Teoretycznie mogłam kontynuować budowę i korzystać z klawiatury, ale praktycznie serce mi się krajało widząc jak postępuje degradacja ekranu – widoczne na ekranie czarne linie w ciągu kilku kolejnych dni rozszerzyły się.
Dlatego do budowy powróciłam dopiero po wymianie ekranu LCD, który był całkiem intrygującym doświadczeniem zważywszy na brutalność z jaką mogłam postępować przy wyrwaniu starego, uszkodzonego ekranu i delikatność z jaką od razu musiałam usadowić nowy. Ponownie, nie była to skomplikowana robota, jedynie wymagająca skupienia i delikatnych ruchów.

Wracamy do siódmego nieba.
Po tym zabiegu wróciłam do ostatniego już kroku, czyli instalowania keycapów – moich oczek w głowie 80Retros GAME 1989 Candy – na switchach. Co było czynnością wręcz terapeutyczną, bo po prostu wybierałam kolejne klawisze z tacki i niezbyt mocnym ruchem palca wciskałam na przełącznik. Diabeł mnie podkusił by kupić 187 klawiszy, ale potem kupić klawiaturę mieszczącą jedynie 84 klawisze, dlatego mogłam się trochę pobawić niestandardowymi klawiszami tu i ówdzie.

Decyzja, którą przychyliłam sobie nieba
Podczas składania zamówień, oczekiwania na dostawę, budowy, a potem podczas wymiany ekranu cały czas towarzyszyły mi myśl "Mogłam kupić gotowca i mieć to z głowy" i pytanie ""Czy efekt końcowy będzie w ogóle warty całego tego zamieszania?".
Gdy zaczęłam umieszczać pierwsze klawisze na klawiaturze, a potem w nie postukałam, wszystkie te natrętne myśli zniknęły. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia.

Klawiatura wygląda fantastycznie, dokładnie tak jak sobie ją wyobrażałam – wyraźnie nawiązuje do konsol Nintendo, ale jest cukierkowa i tu ówdzie ma niestandardowe klawisze, których nie uświadczymy w sklepowo kupowanych klawiaturach. Choć zdecydowanie jestem osobą, która nie przykłada wagi do brzmienia klawiatury i od samego początku było mi obojętne jak będzie brzmiała finalna konstrukcja, to zakochałam się w mojej klawiaturze od pierwszego stuknięcia. Jej dźwięk jest bardzo gładki i równy, bez ostrych momentów ani nagłych trzasków, każdy klawisz brzmi podobnie i przewidywalnie. Gdybym używała nomenklatury TikToka, prawdopodobnie opisałabym moją klawiaturę jako "Creamy".

Nie bez komentarza zostawię główną gwiazdę właściwie każdej personalizowanej konstrukcji, czyli wrażenia z pisania na klawiaturze. Dzięki trafnemu strzałowi w Gaterony G Pro Silver V3 pisanie jest tak lekkie, że klawiatura praktycznie znika spod palców. Klawisze reagują natychmiast, bez potrzeby dociskania ich do końca. Pisząc ten artykuł mam wrażenie, że palce poruszają się po tekście, a nie po klawiszach. Zwykle przyzwyczajenie się do nowej klawiatury zajmuje mi kilka dni, o ile nie po prostu tygodni. W tym przypadku czuję się jakbym z tą klawiaturą była od lat, nie od kilku dni, tak świetnie mi się na niej pisze.
Uspokajam te motyle w brzuchu i powracam do faktów
Budowanie własnej klawiatury to zdecydowanie jedyne w swoim rodzaju doświadczenie, które trudno mi porównać do czegokolwiek innego. Z jednej strony było ono związane z licznymi decyzjami zakupowymi, które dla nowicjusza owiane są wieloma niewiadomymi i jeszcze większą liczbą pytań. Samo podjęcie się budowy elektroniki, co jest – nawet z użyciem ułatwiających zadanie, gotowych DIY kitów – procesem wymagającym uwagi i momentami sprawiającym, że klęłam jak szewc. Zwłaszcza gdy odkryłam defekt w ekranie, czyli części, której nie dotykałam (i zgodnie z instrukcją producenta w ogóle miałam nie dotykać) aż do samego końca budowy.
Nie będę też czarować, że była to tania decyzja. Za cały zestaw 80Retros GAME 1989 Candy zapłaciłam 374,17 zł (mogłam mniej gdybym zdecydowała się pominąć ozdobne klawisze), za QK80 Mk2 Qwertykeys skasowało mnie 865,15 zł, switche od Gaterona to wydatek 80,49 zł, a całości dopełnił smar za 18,05 zł. Cała ta zabawa kosztowała mnie 1338 zł – to szalona kwota jak za urządzenie peryferyjne.
Z drugiej strony końcowa klawiatura jest spełnieniem moich najskrytszych klawiaturowych marzeń. Jest urocza, oryginalna, brzmi i daje jedyne w swoim rodzaju wrażenia z pisania. Zdecydowanie jest najlepszą klawiaturą na jakiekolwiek w życiu pisałam, a do tego stale towarzyszy mi świadomość, że jedyne co jest w niej przypieczętowane to kolor obudowy. Jeżeli odwidzi mi się motyw "różowy GameBoy", mogę kupić zestaw nowych klawiszy, wgrać na ekran nową animację, zmienić ustawienia oświetlenia i tym samym całkowicie zmienić jej charakter. Jeżeli z jakiegoś powodu odwidzi mi się wizja jej brzmienia czy to jak czuję ją pod palcami, mogę wymienić wszystkie przełączniki i pomieszać zestaw gąbek i warstw plastiku wewnątrz.
Dlatego choć głęboko wzdycham przeglądając historię operacji na moim koncie bankowym to uważam, że budowa własnej klawiatury była warta świeczki i z bólem serca wydanych pieniędzy. W końcu rzadko kiedy można powiedzieć, że własnymi rękami zbudowało się co tak precyzyjnie trafia we własny gust, potrzeby i sposób pracy. A to cnota, której ciężko uświadczyć w świecie zdominowanym przez urządzenia i gadżety projektowane pod masowego, "uśrednionego" użytkownika.
Więcej o klawiaturach na Spider's Web:







































