NASA za chwilę leci na Księżyc. Artemis II stoi już na wyrzutni
Rakieta misji Artemis II wjechała na platformę startową Kennedy Space Center. NASA szykuje się już na próbę generalną z tankowaniem, zanim czwórka astronautów poleci w stronę Księżyca. Misja może zmienić oblicze nauki.

Na Florydzie wróciły obrazy rodem z epoki Apollo. Gigantyczna, pomarańczowo-biała rakieta powoli sunie w stronę wyrzutni, a fotografowie śledzą każdy metr tej drogi. Space Launch System z kapsułą Orion, przeznaczone do misji Artemis II, stanęły właśnie na platformie 39B w Kennedy Space Center. Teraz przed zespołem NASA kluczowy etap – próba generalna z tankowaniem i odliczaniem, która zdecyduje, czy na początku lutego rakieta naprawdę będzie mogła zabrać ludzi z powrotem w okolice Księżyca.
Artemis II na platformie 39B to mocny powrót ciężkiej rakiety księżycowej
W sobotni wieczór czasu lokalnego z hali montażowej w Kennedy Space Center wyjechał zestaw, który ma otworzyć nowy rozdział załogowych lotów poza niską orbitę. Na szczycie mobilnej wieży serwisowej stoi rakieta Space Launch System w wersji dla misji Artemis II, a na niej umieszczono statek Orion – kapsułę, która ma zabrać czworo astronautów w 10-dniową podróż wokół Księżyca.
To dopiero druga misja w historii programu Artemis i pierwsza, w której na pokładzie znajdą się ludzie. Poprzednio, w 2022 r., bezzałogowy Orion okrążył Srebrny Glob i wrócił bezpiecznie na Ziemię. Teraz ten sam układ – rakieta SLS jako nośnik i Orion jako statek załogowy – ma pokazać, że jest gotowy na coś znacznie trudniejszego: ochronę ludzi w całym cyklu lotu, od startu, przez przelot międzyplanetarny, aż po wejście w atmosferę przy prędkościach charakterystycznych dla misji księżycowych.
6 kilometrów, 12 godzin i 5000 ton. Transport naprawdę wagi ciężkiej
Transport na wyrzutnię w amerykańskim programie księżycowym to osobne widowisko. Zintegrowany zestaw – rakieta SLS, kapsuła Orion i wieża serwisowa – waży ponad 5000 ton. Nie da się więc go po prostu wypchać na płytę lotniska.
Do tego zadania NASA wykorzystuje specjalny transporter gąsienicowy. Jest to gigantyczny, nisko osadzony pojazd, który przypomina skrzyżowanie platformy wiertniczej z czołgiem. Prędkość maksymalna to zaledwie około 1,6 km/h. Cała trasa z hali montażowej VAB na platformę 39B ma nieco ponad 6 km, więc przejazd trwa niemal 12 godz.
Po wyjechaniu z budynku rakieta zatrzymała się na krótką przerwę, żeby ekipy mogły ustawić ramię dostępu dla załogi – konstrukcję, którą astronauci przejdą na pokład Oriona w dniu startu. Dopiero potem transporter rusza w dalszą drogę, a po dotarciu na miejsce precyzyjnie ustawia całość nad wyrzutnią. Ten powolny marsz jest elementem testu sam w sobie, bowiem inżynierowie sprawdzają wtedy zachowanie konstrukcji w ruchu, stabilność systemów i pracę połączeń między rakietą, wieżą a platformą.
Co NASA teraz testuje przed startem?
Samo ustawienie rakiety na wyrzutni nie oznacza jeszcze, że wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Teraz przychodzi czas na tzw. wet dress rehearsal, czyli próbę generalną na mokro. To etap, w którym zespół zachowuje się tak, jakby szykował się do prawdziwego startu, ale jeszcze bez odpalania silników.
Oznacza to wypełnienie zbiorników kriogenicznymi paliwami, czyli ciekłym tlenem i ciekłym wodorem schłodzonymi do ekstremalnie niskich temperatur. Tego typu substancje są niezwykle wymagające, ponieważ rozszerzają i kurczą metal, powodują zamarzanie elementów instalacji i bardzo łatwo o ich wyciek. Właśnie dlatego procedury tankowania są jednym z najtrudniejszych elementów całego systemu.
W czasie próby generalnej zespół przeprowadzi pełne odliczanie aż do momentu około 29 sek. przed planowanym zapłonem silników. To punkt, w którym rakieta jest już zatankowana, wszystkie systemy pracują w trybie startowym, a każdy błąd lub niespójność w danych musi zostać natychmiast wychwycony. Po zakończeniu odliczania zbiorniki zostaną bezpiecznie opróżnione, a inżynierowie przeanalizują dokładnie każdy parametr.
Jeśli pojawią się jakiekolwiek niepokojące sygnały, NASA dopuszcza możliwość przeprowadzenia kolejnych prób albo nawet cofnięcia zestawu do hali montażowej, by usunąć usterki. Dopiero kompletny, bezproblemowy test otworzy drogę do próbnego startu.
Kto poleci w Artemis II i dokąd naprawdę zmierza ta misja?
Artemis II będzie lotem załogowym, ale bez lądowania na powierzchni Księżyca. Orion zabierze na pokład czworo astronautów: dowódcę misji, pilota oraz dwoje specjalistów, w tym reprezentanta Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej. Taki skład podkreśla międzynarodowy charakter programu, który od początku budowany jest jako wspólne przedsięwzięcie USA i partnerów. W Orionie zasiądą: Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch oraz Jeremy Hansen.
Załoga spędzi w przestrzeni około 10 dni. Po starcie rakieta SLS umieści Oriona na orbicie okołoziemskiej, a następnie górny stopień wykona manewr translunarny, popychając statek w stronę Księżyca. Po dotarciu w jego okolice kapsuła wejdzie na wydłużoną trajektorię, która pozwoli obejść Srebrny Glob i wrócić na kurs ku Ziemi.
Dla astronautów będzie to pierwszy od ponad pół wieku lot ludzi tak daleko od planety. Ostatni raz człowiek był w tym rejonie przestrzeni podczas misji Apollo w latach 70. Tym razem zadaniem nie jest jednak krótkie przybicie sztandaru, ale sprawdzenie całego systemu w warunkach, które mają stać się normą dla kolejnych wypraw.
Od misji Artemis II zależy powrót ludzi na Księżyc
Program Artemis zakłada, że właściwy powrót człowieka na powierzchnię Księżyca nastąpi w kolejnej misji – Artemis III. To wtedy astronauci mają wykorzystać komercyjny lądownik i rozpocząć budowę trwałej infrastruktury: od pierwszych modułów stacji orbitalnej Gateway po lądowiska i systemy logistyczne na samej powierzchni.
Artemis II jest więc zarówno mostem, jak i testem. Mostem, bo łączy udany, ale bezzałogowy lot Artemis I z misją, w której ktoś naprawdę stanie na księżycowym regolicie. Testem, bo wszystko to, co teraz zostanie zmierzone, sprawdzone i poprawione, przełoży się bezpośrednio na bezpieczeństwo kolejnych załóg.
Przeczytaj także:
Udana próba generalna, a potem start w pierwszym lutowym oknie, pokażą, że projekt SLS + Orion jest nie tylko technologicznie możliwy, ale też operacyjnie do opanowania – z przewidywalnym harmonogramem, znanym profilem ryzyka i jasną ścieżką rozwoju. W świecie, w którym o eksploracji kosmosu coraz częściej decydują budżety i polityka, takie dowody wiarygodności są równie ważne jak spektakularne zdjęcia z orbity Księżyca.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: NASA; DigitalPearls, Shutterstock







































