1. SPIDER'S WEB
  2. Sprzęt
  3. Tech
  4. Technologie

120 lat temu odsłonięto krzyż na Giewoncie. Pojawiały się głosy, aby go usunąć – dla bezpieczeństwa

krzyż na giewoncie

Giewont jest legendarną i charakterystyczną górą samą w sobie, ale dla wielu Polaków jej symbolem jest krzyż. Właśnie obchodzimy rocznicę jego odsłonięcia, która może być pretekstem do dyskusji, czy w takiej formie pomnik jest jeszcze potrzebny.

Krzyż na Giewoncie odsłonięto 19 sierpnia 1901. Skąd pomysł, aby na szczycie potężnej góry zamontować krzyż? Są różne wersje. Jedna mówi, że w ten sposób mieszkańcy Zakopanego chcieli upamiętnić 1900. urodziny Jezusa Chrystusa. Inna, że to efekt inspiracji Włochami, którzy na powitanie XX wieku zaczęli stawiać krzyże na swoich górskich szczytach.

Góralom zależało, aby krzyż był widoczny już z daleka. Ale skąd wiadomo, jakiej musi być wysokości? Zanim wybrano odpowiednią długość, przeprowadzono próby. W broszurze Tatrzańskiego Parku Narodowego czytamy, że najpierw na Giewoncie ustawiono drewniany krzyż mierzący 10,5 metra. Próbna wersja prawie spełniła oczekiwania, skoro gotowy projekt liczy 17,5 m, z czego 2,5 zakopano w ziemi.

Jak wniesiono krzyż na Giewont?

To była imponująca eskapada, w której udział wzięło 500 osób i 18 wozów konnych.

Kolumna transportowa wyruszyła spod kościoła parafialnego i przez Kuźnice udała się w kierunku Giewontu. Wozy dojechały w pobliże Piekiełka w Dolinie Kondratowej. Od tego miejsca trzeba było wynieść na wierzchołek Giewontu elementy krzyża i 400 kg cementu w workach. Wodę w płóciennych konewkach noszono z miejsca, gdzie ścieżkę „przecina (...) żywy zwykle strumyczek (ostatnia woda)”. Grupa ludzi z transportem dotarła na szczyt o godz. 11. Dalsze prace montażowe tego pierwszego dnia wykonał monter z krakowskiej firmy i sześciu górali. Przez kolejnych pięć dni, do 8 lipca, monter pracował z dwoma góralami.

Ekipa odpowiadająca za wniesienie musiała jeszcze zmagać się z burzą. Dość znamienne, że zjawisko od początku jest wpisane w historię krzyża, bo to właśnie pioruny sprawiają, że pojawiają się pytania: czy aby na pewno krzyż na Giewoncie jest bezpieczny?

Wyborcza powoływała się na analizę naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej, którzy wyliczyli, że od 1901 roku pioruny uderzyły w niego już kilkadziesiąt tysięcy razy. Pierwsza śmiertelna burza przytrafiła się w rocznicę jego odsłonięcia - 19 sierpnia 1937 r. W wyniku uderzenia piorunem śmierć poniosło 4 pielgrzymów, a 13 osób zostało porażonych (łącznie w wyniku burzy było 130 osób poranionych i kontuzjowanych).

Do olbrzymiej tragedii doszło dwa lata temu. Również w „rocznicowym” miesiącu – 22 sierpnia od uderzenia pioruna zginęły 4 osoby (w tym dwoje dzieci), a blisko 100 zostało porażonych. To właśnie wtedy publicysta i filozof Jan Hartman apelował, aby go usunąć i nie narażać na niebezpieczeństwo tych, którzy mimo burzy próbują schronić się na szczycie.

Prof. Tomasz Rożek tłumaczył mi zaraz po tragedii, że „krzyż działa jak piorunochron”.  Co oznacza, że skoro tam jest, zmniejsza prawdopodobieństwo uderzenia w inne obiekty, w tym w ludzi. Nie da się jednak ukryć, że duży, na dodatek metalowy obiekt przyciąga pioruny.

Ale te i tak uderzałyby w szczyt góry. Tak wynikało z kolei z badań dr hab. inż. Marka Szczerbińskiego z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. W 2018 roku pisał:

Generalizując, liczba piorunów trafiających w kopułę Giewontu w ciągu analizowanego półtorarocznego okresu nie przekroczyła 10, przy czym prawdopodobnie większość z nich (ale jest to tylko domysł) zostałan przejęta przez metalową konstrukcję. W krzyż trafia więc nie więcej niż kilka piorunów rocznie, a obiegowa opinia o kilkuset, wyrastająca jakoby z obserwacji pracowników Parku, rozmija się z faktami. Ponadto, rozkład wyładowań pokrywa się z równoleżnikowym przebiegiem grani Giewontu, a nie jest „punktowy”; nie ma więc podstaw do twierdzenia, że metalowa konstrukcja „przyciąga” pioruny z okolicy.

Krzyż bez wątpienia przyciąga za to nieodpowiedzialnych turystów. Kiedy w 2019 roku po sierpniowej tragicznej burzy droga na szczyt Giewontu była zablokowana przez władze Tatrzańskiego Parku Narodowego, niektórzy i tak ignorowali zakazy. Tylko po to, aby zobaczyć krzyż.