Tech  /  Artykuł

AirPods, a potem długo nic. Apple rozsiadł się na szczycie, ale ktoś go niebawem strąci

Picture of the author

Słuchawki prawdziwie bezprzewodowe przeżywają boom, jakiego nikt się nie spodziewał. Nie przeszkodziła im nawet pandemia. A Apple AirPods, które dały początek tej fali, nadal są na jej szczycie.

Nie da się przejść ulicą, nie widząc przynajmniej jednej osoby w słuchawkach prawdziwie bezprzewodowych. Prawie nie ma wywiadów na odległość w telewizji, których rozmówcy nie korzystaliby z AirPodsów lub jednego z ich klonów. Lotnisko? Połowa podróżnych chodzi w słuchawkach.

Słuchawki TWS okazały się megahitem na masową skalę. A odkąd porządne modele można kupić w przystępnej cenie, ich popularność po prostu eksplodowała - jak podaje raport Counterpoint, nie przeszkodziła im nawet 2020 rok.

Pandemia? Jaka pandemia. Słuchawki TWS sprzedają się coraz lepiej.

W pierwszym kwartale 2021 r. sprzedaż bezprzewodowych pchełek wzrosła o 44 proc. względem ubiegłego roku. Co zrozumiałe, patrząc na premiery konkretnych urządzeń, nieco więcej sprzedaje się słuchawek w cenie poniżej 100 dol, niż powyżej. Tych pierwszych powstaje zresztą więcej.

Raport sprzedaży ujawnia zaś jednego definitywnego zwycięzcę: Apple’a. Słuchawki Apple AirPods stanowią aż 57 proc. wszystkich sprzedanych słuchawek w cenie powyżej 100 dol., co daje im sumarycznie ponad 1/4 rynku na własność. Drugi w kolejce jest Samsung, okupujący 17 proc. rynku w kategorii powyżej 100 dol.

Źródło: Counterpoint research

W kategorii poniżej 100 dol. panuje remis. Niedrogich słuchawek TWS powstaje obecnie tak wiele, że żaden z producentów nie jest w stanie wyrwać się na definitywne prowadzenie w stawce.

Apple AirPods wygrywają, bo nie są samotną wyspą.

Gdybym miał wskazać powód, dlaczego tyle lat po premierze i przy tak zajadłej konkurencji słuchawki Apple’a nadal są numerem jeden, byłaby to synergia z resztą ekosystemu.

Choć inni producenci robią co mogą, by emulować możliwości AirPodsów, nadal żadne słuchawki Bluetooth nie mogą się równać z produktem Apple’a, jeśli chodzi o prostotę i stabilność połączenia oraz wygodę przełączania się między kompatybilnymi urządzeniami. Są słuchawki, które grają lepiej. Są takie, które mają lepsze ANC. Są takie, które grają lepiej, mają lepsze ANC i są tańsze. Ale nie ma takich, które oferują podobny komfort obsługi, jednocześnie utrzymując wysoki poziom w każdym innym obszarze. Cóż, na pewno ich popularności nie szkodzi też fakt, iż są relatywnie niedrogim akcesorium do najpopularniejszych smartfonów na świecie…

Ale dominacja Apple’a w świecie słuchawek już niedługo może się skończyć.

O ile w świecie zegarków, który absolutnie zdominował Apple Watch, nie widać perspektyw na zmiany, tak w świecie słuchawek sytuacja jest dynamiczna. Samsung np. oferuje już niemal taką samą wygodę, jak Apple - do kompletu brakuje już tylko szybkiego przełączania się między smartfonem a komputerem z Windowsem 10, choć to pewnie kwestia czasu.

Słuchawek powstaje też coraz więcej i coraz mniej jest argumentów za tym, by płacić za nie grubo ponad 1000 zł, podczas gdy kosztujące połowę tej kwoty modele robią niemal to samo, co AirPodsy, nierzadko oferując lepsze brzmienie.

Nadchodzące Apple AirPods 3 i Apple AirPods Pro 2 naprawdę muszą się wyróżnić, by wytrzymać tempo tego wyścigu. A wyścig będzie trwał. Jako cywilizacja jesteśmy przebodźcowani ciągłym patrzeniem się w ekrany i wizualną konsumpcją treści. Z roku na rok audio staje się coraz większą częścią internetu - czy to w formie podcastów i muzyki, czy w formie artykułów czytanych na głos lub głosowych mediów społecznościowych. Słuchawki TWS są nieodłączną częścią tego zmieniającego się krajobrazu, bo to one umożliwiają nam wygodne korzystanie z treści audio o każdej porze i w każdym miejscu. A producenci to widzą, więc niemal każdy wytwórca smartfonów chce mieć dziś w swoim portfolio towarzyszące telefonom słuchawki.

Dziś Apple jest na szczycie. Ale przy tak gwałtownie rosnącym zapotrzebowaniu na słuchawki TWS jest tylko kwestią czasu, aż ktoś go z tego szczytu strąci.