Ekologia  / Artykuł

Rzut oka na opakowanie i już wiesz, czy kupujesz zdrową żywność. Kaufland wprowadza oznaczenia Nutri-Score

Picture of the author

Śmiejemy się czasem, że bez znajomości chemii na poziomie szkolnictwa wyższego trudno jest odczytać „tablice Mendelejewa” na opakowaniach żywności. W sklepach Kaufland wkrótce wystarczyć będzie rzut oka, by wiedzieć, co kupujesz.

Z tą „tablicą Mendelejewa” to tylko trochę przesada. Żeby umieć ocenić, czy dany produkt jest dla nas dobry czy nie, naprawdę trzeba niemałej wiedzy. Czy 10g cukru to dużo, czy mało? Czy te wszystkie „E” to naprawdę coś strasznego?

Dziś niemal każdy produkt spożywczy jest (czy też powinien być) oznaczony tabelą ze składem i wartościami odżywczymi.

Sęk w tym, że wielu ludziom ani jedno, ani drugie niewiele mówi. Pewnie, możemy posiłkować się aplikacjami pokroju Zdrowe Zakupy i skanować każdy produkt przed włożeniem go do koszyka, ale mało kto ma na to czas i chęć w ferworze zakupów.

Eksperci od lat zabiegają o wprowadzenie uproszczonego systemu oceny żywności, który ułatwi konsumentom szybką ocenę tego, czy kupują produkt dobry dla ich zdrowia. Jednym z najszybciej rozwijających się standardów jest Nutri-Score.

Nutri-Score to prosty wskaźnik, który ocenia dany produkt w pięciostopniowej skali: od A do E. Zielona literka A oznacza produkt najlepszy, zaś czerwone E to znak ostrzegawczy. Wartość żywieniowa w Nutri-Score oceniana jest na podstawie szeregu kryteriów.

Na ocenę punktową pozytywnie wpływają takie kwestie jak zawartość owoców, warzyw czy roślin strączkowych, zawartość witamin, błonnika i białka.

Negatywnie zaś na ocenę wpływa wysoka gęstość energetyczna w 100 g (gdy produkt ma dużo kalorii), wysoka zawartość cukru, kwasów tłuszczowych nasyconych oraz soli.

System Nutri-Score zdobył bardzo pozytywne oceny na tle innych systemów oceny żywności i jest zalecany przez Komisję Europejską oraz Światową Organizację Zdrowia.

27 kwietnia 2020 r. na ręce unijnej komisarz zdrowia spłynęło pismo autorstwa ekspertów, członków Parlamentu Europejskiego i przedstawicieli organizacji konsumenckich i branży spożywczej, aprobujące obowiązkowe wdrożenie systemu Nutri-Score na terenie całej Unii Europejskiej.

Póki co system jest wykorzystywany dobrowolnie w niektórych krajach, m.in. w Francji (gdzie zrodził się pomysł na Nutri-Score), Belgii i Hiszpanii. Od 2020 r. na podobnej zasadzie wprowadzą go Niemcy, a rok później także Holendrzy.

W Polsce póki co nie ma konkretnych wytycznych co do wykorzystania Nutri-Score, ale niektóre sieci handlowe już przymierzają się do wdrożenia systemu w swoich sklepach.

Jako pierwsza zrobiła to sieć Carrefour, a teraz dołącza do niej także Kaufland.

Nutri-Score w Kauflandzie - jak to działa?

System oznaczeń zostanie wprowadzony w ok. 1300 sklepach na terenie całej Europy, w tym w Polsce i znajdziemy go na dwóch markach własnych Kauflandu: na produktach K-Bio oraz linii produktów wegetariańskich i wegańskich K-take it veggie.

Na produktach z tych serii pojawi się prosta w odczytaniu etykieta, bardzo przypominająca tę, jaką dziś spotkamy np. na produktach RTV i AGD jako ocenę klasy energooszczędności.

W ten sposób jeden rzut oka wystarczy, by się przekonać, czy produkt, po który sięgamy, jest dla nas zdrowy.

Na razie to kropelka w ogromnym morzu zakupów, ale bardzo ważna kropelka. Gdybyśmy jednak chcieli sprawdzić wynik Nutri-Score dla innych produktów, które nie są jeszcze oznaczone etykietą, można to zrobić dzięki aplikacji Open Food Facts.

Znajdziemy w niej nie tylko oznaczenie Nutri Score, ale także oznaczenie NOVA, wskazujące na stopień przetworzenia produktu i zawartość substancji sztucznych (np. Słodzików).

Sól w oku trucicieli.

Oczywiście, jak łatwo się domyślić, obowiązkowe wdrożenie przejrzystego systemu oceny jakości produktów jest bardzo nie w smak pewnej grupie wytwórców. Konkretnie tych, którzy z całą pewnością nie mogliby liczyć na zielone „A”.

Należące do Europejskiej Rady Informacji o Żywności firmy - w tym Coca-Cola, Mars, Nestle, PepsiCo i Unilever - otwarcie sprzeciwiają się Nutri-Score, twierdząc, iż „jest on sprzeczny z interesem konsumentów”.

Z pewnością jest sprzeczny z interesem wyżej wymienionych firm. W końcu żaden producent nie chce, by na jego wytworach widniał czerwony znak ostrzegawczy, krzyczący do konsumenta „nie kupuj tego, to niezdrowe!”. A wystarczy spojrzeć np. na Nutri-Score Coca-Coli, by się przekonać, że tak mogłoby się stać, gdyby etykiety stały się obowiązkowe.

Działania lobby żywnościowego zaowocowały nawet kampanią fake newsów wymierzonych w system Nutri-Score, którą próbowano zdyskredytować kwalifikację, by zapobiec jej powszechnemu wdrożeniu.

Oczywiście Nutri-Score nie jest wyrocznią.

Część zarzutów kierowanych w stronę Nutri-Score jest zasadna. System nie ocenia np. wielkości porcji, czy stopnia przetworzenia produktu (co robi klasyfikacja NOVA). W początkowej fazie wprowadzania klasyfikacji dochodziło też do kuriozalnych sytuacji, w których przepełnione sztucznymi słodzikami i konserwantami płatki śniadaniowe uzyskiwały taką samą ocenę jak naturalne musli.

Nutri-Score nie jest więc wyrocznią. Jest jednak dobrym drogowskazem dla konsumenta, który widząc obok siebie dwa produkty z tej samej kategorii i nie wiedząc, co wybrać, być może sięgnie po to, co zdrowsze.

Być może. Bo według badań zachowania konsumentów przeprowadzonych przez francuskie ANSES… ostatnim, na co zwracamy uwagę przy zakupach żywności, jest etykieta oceniająca jej jakość.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst