Media / Felieton

Robert Feluś, jeden z ojców i redaktor naczelny Faktu, wydalił się z redakcji po skandalicznej okładce o sznurze

Robert Feluś  (49 l.) to taki przesympatyczny facet, który jest związany z Faktem od samych jego początków, zaś przez kilka ostatnich lat był nawet jego redaktorem naczelnym. Z naciskiem na słowo „był”.

Autor nagłówka z Faktu nie jest znany z imienia i nazwiska, natomiast za winę w nadzorze (czy też raczej jego braku) odpowiedzialny stał się były już redaktor naczelny – Robert Feluś właśnie. Były, ponieważ na skutek zamieszania związanego z feralną okładką Robert Feluś podał się do dymisji. Nie będzie go już w Fakcie, nie będzie go już w samochodzie Onetu.

Nie płakałem po Felusiu

Z jednej strony Feluś był redaktorem naczelnym tabloidu. Jego wydawcy oczekiwali od niego tworzenia szmatławca, więc nie do końca mam ochotę wylewać na niego wiadro pomyj ze względu na całokształt twórczości – taka była jego praca, choć podpadł przez ten czas wielu osobom z tak zwanego celebryckiego świata.

Z drugiej, przyznam, miałem już ochotę pisać o nim w czerwcu widząc zdjęcia reprezentantów Polski nad basenem w Soczi. To nie był tylko tabloid, to była zawodowa szczujnia. Żerowanie na najbardziej prymitywnych instynktach, zapewnianie najtańszych emocji motłochowi. Ja tam widziałem nagonkę w kiepskim stylu, a Robert Feluś na Twitterze odgrażał się kibicom, że taka jest rola mediów.

Niestety, dotąd niejasne jest kto konkretnie odpowiada za okładkę feralnego Faktu ze sznurem w tytule.

Czy – jak podejrzewam – to tylko nieznany z imienia i nazwiska idiota, który przemknął gdzieś ze swoim przebłyskiem radosnej twórczości w zamieszaniu redakcyjnym, czy też Robert Feluś własnoręcznie wziął próbny wydruk PDF do ręki, podniósł pod światło i z przekonaniem kiwnął głową mówiąc „nie no, w sumie spoko”.

Gdyby nawet przyjąć koncepcję, że Feluś ostatecznie nie powinien być zwalniany za redaktora, który zerwał się z łańcucha, sam najchętniej zwolniłbym go za wystosowane wkrótce potem przeprosiny:

Wszystkich, którzy czują się urażeni tytułem do tekstu o życiu Leszka Millera juniora, przepraszam

Niczym z informacji telefonicznej odczytywanej przez syntezator mowy Ivona. Zero emocji, zero szczerej skruchy, zero posypywania głowy popiołem. Leszek Miller zapowiedział już, że pozwie Fakt oraz redaktora naczelnego, który zgodnie z prawem prasowym również jest osobiście odpowiedzialny za poczynania prowadzonego przez siebie tytułu. Czemu były premier ma spore szanse powodzenia, wyjaśniałem w osobnym tekście na Bezprawniku.

Nie płakałem po Robercie Felusiu. Od pierwszego dnia istnienia fakt-perełki naszego rynku medialnego tworzył narzędzie szczujni, wzajemnego napuszczania na siebie szczególnie tych najprostszych Polaków. Tańcząc na krawędzi dachu trzeba liczyć się z tym, że pewnego dnia noga może się powinąć, gdy zahaczymy o jeden sznur za daleko. Tym niemniej, z tak specyficznym wachlarzem umiejętności, droga do dalszej kariery na Woronicza pozostaje oczywiście otwarta.

W tym miejscu miały się jeszcze znajdować prywatne zdjęcia rodziny Roberta Felusia z wakacji, ale są jakieś granice. Jak widać piętno, które odcisnął na polskim rynku medialnym, ostatecznie nie było aż tak duże.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst