Podróże  / Recenzja

Na rower i na każdą pogodę. Thule Pack 'n Pedal Commuter Backpack - recenzja

Co zrobić, kiedy nagle z dnia na dzień traci się samochód? Oczywiście przerzucić się na rower. Tylko rower ma jedną wadę - nie ma (jako tako) bagażnika, a to może trochę utrudnić życie.

Tak, przez ostatni miesiąc musiałem sobie radzić bez samochodu - czy to jadąc po zakupy, czy dojeżdżając przez dłuższy czas kilkanaście kilometrów do biura. A z zakupów, jak wiadomo, wraca się przeważnie z kilkoma większymi siatkami, natomiast do biura dobrze jest zabrać przynajmniej laptopa i coś do jedzenia. Nie wspominając już o tym, że z racji kapitalnego remontu domu musiałem transferować pomiędzy kilkoma lokalizacjami... swoje ubrania.

I jak rozwiązać te problemy bagażowo-transportowe, mając do dyspozycji jedynie rower? Nie będąc fanem sakw (przynajmniej na takich dystansach) i toreb, postanowiłem sprawdzić, jak spisze się w roli bagażnika plecak Thule Pack 'n Pedal Commuter.

Tak wygląda plecak Thule wypakowany po brzegi.

Jak wyszło?

Na plus: miejsca nigdy ci nie zabraknie.

Ubrania do biegania, na zmianę (dwie koszulki z jakiegoś powodu), dwie pary butów, laptop, telefon, dokumenty...

24 litry, które deklaruje producent, nie wydają się być wynikiem imponującym, ale nie wyobrażam sobie, żeby w codziennym przejazdach mogły się to okazać wartością zbyt niską.

Standardowy miejski zestaw składający się z laptopa (maksymalnie 15-calowego), sporego portfela, przydatnych drobiazgów i ubrań na zmianę Thule Pack 'n Pedal Commuter pochłania bez najmniejszych trudności. Ba, bez trudności pochłonie też ewentualnie drugi zestaw ubrań na rower, jeśli nie chcemy wracać w przepoconych ciuchach z porannego przejazdu. W zasadzie możemy do tego wszystkiego dołożyć jeszcze kurtkę przeciwdeszczową na rower. I jeszcze jeden komplet codziennych ubrań. I wciąż istnieje spora szansa, że jeszcze możemy coś spakować do środka.

Trochę gorzej może być zimą, kiedy ubrania na zmianę będą grusze, większe i będzie ich po prostu więcej. Ale na większą część roku Commuter powinien być jak najbardziej wystarczający (na inne pory roku i większe potrzeby są też inne serie).

Na plus: nie musisz dźwigać tego wszystkiego? Weź mniejszy plecak.

Paski można wyregulować jeszcze bardziej - tak, żeby plecakowi nie robiły się odstające uszy.

I nie, nie chodzi o to, żeby zostawić Thule Pack 'n Pedal Commuter w domu i wybrać coś innego. Commutera możemy w prosty sposób dostosować do naszych potrzeb przewozowych, zwijając lub rozwijając jego górną część - zupełnie jak torbę kurierską.

Proste, szybkie i wygodne rozwiązanie. W gratisie dostajemy lepszą ochronę przeciwdeszczową. Zamek nie jest wystawiony bezpośrednio na krople wody - zamiast tego jest zawinięty do środka. Ani razu nie zdarzyło mi się, żeby chociażby odrobina deszczu dostała się do środka przez górę plecaka.

Na mały minus: jeśli jesteś leniem...

... to możliwe, że będziesz często jeździł z rozwiniętym plecakiem. Tak, niby zwinięcie i zapięcie góry na dwa zatrzaski to niewiele roboty, ale kiedy trzeba często sięgać do głównej kieszeni, po prostu nie chce się tego robić.

Na równie mały minus: cóż, nie jest piękny.

Przez ponad miesiąc próbowałem się przekonać do Commutera od strony wizualnej i mimo usilnych prób - nie udało mi się.

Rowerowy plecak Thule jest stworzony wyłącznie z myślą o funkcji, nie o formie. Można wprawdzie bronić go hasłami o minimalizmie, utylitarności i tak dalej, ale na niewiele się to zda.

Chciałem nawet przetestować Commutera na swojej dziewczynie, która dojeżdża rowerem do pracy, ale... odmówiła, powołując się właśnie na względy wizualne, wybierając przy tym bardziej sportowy model plecaka.

Na plus: za to jest mistrzem organizacji.

Thule Pack 'n Pedal Commuter nie tylko pomieści wszystko, ale też zrobi to w taki sposób, żeby bez trudu dało się do tego wszystkiego szybko dostać.

Po lewej stronie znajdziemy siateczkę, która pozwoli na przewożenie nawet większych butelek (pomaga dodatkowe mocowanie). Po prawej - specjalną wzmacnianą kieszonkę, w której możemy przewozić np. okulary albo telefon. Albo i okulary, i telefon - miejsca jest naprawdę sporo.

A że to Thule, to woziłem tam iPhone'a X bez żadnego dodatkowego zabezpieczenia - lepszej rekomendacji nie jestem w stanie dać.

Od frontu mamy natomiast dwie kieszenie transportowe. Mniejsza nie ma przegródek - woziłem w niej przeważnie mniej istotne dokumenty i saszetkę z drobniakami. W rzeczywistości jej zastosowanie jest jednak nieco inne - służy do przewożenia zabezpieczenia roweru typu U-lock. Nie korzystam z niego wprawdzie na co dzień, ale testowo zrobiłem z takim dodatkiem w plecaku ponad 30-kilometrową trasę i nie musiałem go nigdzie zbierać po drodze.

Większa kieszeń to natomiast raj dla miłośników organizacji, bo składa się w zasadzie z... czterech kolejnych kieszeni. Jednej od strony wewnętrznej ścianki plecaka, zapinanej na zamek (tutaj trafiał portfel), dwóch siateczek (powerbanki, kable, ładowarki) i całej reszty przestrzeni, którą też w razie czego można zagospodarować.

Co istotne, wszystkie kieszenie otwierają się bardzo szeroko, dzięki czemu dostęp do naszych rzeczy jest naprawdę łatwy.

Na plus: w głównej kieszeni bałaganu też nie będzie.

To z kolei zasługa specjalnej wkładki, montowanej w środku na 3 zaczepy. Wyjmujemy ją, wkładamy do niej laptopa, tablet, ważne dokumenty, etc., po czym już w takiej formie wkładamy do plecaka. Dojeżdżamy do pracy, plecak zostawiamy gdzieś w szatni (o ile taką mamy) i do biurka idziemy już tylko z pokrowcem na laptopa.

Proste, ale genialne. Nie tylko zapewniamy dzięki temu dodatkowe zabezpieczenie dla naszego laptopa, ale też znacząco skracamy czas potrzebny na pakowanie i wypakowywanie. Nie mówiąc już o tym, że nie musimy np. szukać myszki do laptopa w stercie ciuchów do jazdy na rowerze.

Na minus: dyskryminacja tabletów. Zwłaszcza tych mniejszych.

Przy całym tym praktycznym podejściu Thule nie rozumiem jednego. O ile bowiem laptop jest skutecznie zabezpieczony od góry zapinaną na dwa rzepy zakładką, o tyle tablety już tak dobrze nie mają.

Nie przeszkodzi to wprawdzie w trakcie jazdy, gdzie pokrowiec jest na stałe umocowany pionowo, ale jeśli wyjmiemy go z plecaka i pójdziemy np. na miasto, to ryzykujemy, że tablet po prostu wyleci ze środka i trzeba będzie lecieć do sklepu po nowego.

Możemy wprawdzie próbować naciągnąć zakładkę na rzepy najdalej jak się da, ale wtedy ryzykujemy, że całość nie będzie się trzymała wystarczająco mocno i po prostu się otworzy.

Na plus: i wszystko jasne.

Z zewnątrz Commuter jest czarny jak noc, ale w środku sytuacja wygląda inaczej. Wnętrze centralnej komory jest utrzymane w kolorze niebieskim, natomiast dodatkowe kieszenie (z wyjątkiem wzmacnianej bocznej) i pokrowiec na laptopa są jasnoszare.

Cel był prosty - uniknięcie ukrywania się sprzętów po zakamarkach plecaka. I w większości udało się ten cel osiągnąć, zwłaszcza w przypadku szarych fragmentów. Niebieska komora centralna mogłaby być jednak chociaż ciut jaśniejsza. Tym bardziej, że to właśnie w niej najłatwiej coś zgubić.

Na minus: z pokrowcem na laptopa na pokaz mody nie wejdziemy.

Problem ten sam, co w przypadku całości plecaka. Jest niesamowicie funkcjonalny, przemyślany i tak dalej, ale kombinacja błękitu z jasną szarością... cóż, może po prostu nie mój gust.

Na plus: wody nie trzeba się bać.

I tutaj przyznam się szczerze - choć Commuter ma na wyposażeniu dodatkowy pokrowiec chroniący przed wodą, korzystałem z niego tylko przy naprawdę potężnych ulewach. W zwykłym deszczu nie jest to ani trochę potrzebne. Nylon, z którego wykonano cały plecak, jest bowiem wystarczająco wodoodporny, żeby nie bać się o schowany w środku sprzęt przez te kilkanaście czy kilkadziesiąt minut jazdy. Dotyczy to przy tym głównie komory centralnej (czyli tej, w której jest laptop) - pozostałe mają niestety odsłonięte zamki, więc lepiej nie ryzykować. Choć ja ryzykowałem wielokrotnie i rzeczom w zewnętrznych keiszeniach nic się nie stało.

Jeśli jednak ktoś preferuje zabezpieczenia całkowite, to w kieszonce na dole plecaka znajdzie dodatkowy pokrowiec przeciwdeszczowy, z bonusowymi elementami odblaskowymi. Pokrywa on skutecznie cały plecak i nie ma najmniejszych szans, żeby odpadł nam w trakcie jazdy, choć nie obraziłbym się, gdyby była jakaś opcja przytwierdzenia go do plecaka, np. za pomocą sznurka czy plastikowego zaczepu.

Trzeba też dość uważnie chować pokrowiec do środka, żeby nie zdeformować tylnej części plecaka - jeśli zrobimy to niechlujnie, pewnie za jakiś czas zatrzymamy się, żeby poprawić tę fuszerkę.

Na minus: materiał świetny, ale trudny do czyszczenia.

Thule Pack 'n Pedal Commuter jest czarny, ale tylko do momentu, kiedy spotka się z jakimkolwiek, nawet najdrobniejszym kurzem czy pyłem. I niestety szybko okazuje się, że wcale nie będzie go łatwo doczyścić.

Chropowata powierzchnia wymaga troszkę większej uwagi z naszej strony. Owszem, nawet najgorsze błoto da się domyć, ale będzie to wymagało zdecydowanie więcej pracy, niż zwykłe przetarcie dłonią.

Na plus: zawsze w kasku.

Tylko z pozoru Commuter nie ma miejsca na kask. Pod frontowymi kieszeniami kryje się bowiem jeszcze jedna (już ostatnia, przysięgam) kieszonka, z której wyciągamy właśnie siatkę na ten dodatek.

Na plus: zawsze wygodnie, zawsze widoczny.

Nie wybierałem się wprawdzie z Commuterem na 100-kilometrowe wyjazdy, ale przejechanie z nim kilkudziesięciu kilometrów po mieście w ciągu jednej doby, nawet zapakowanym do pełna, nie jest żadnym wyzwaniem.

Zadbano tutaj o wszystko. Sztywna (ale nie do przesady) pianka od strony pleców sprawia, że przewożone bagaże nie odciskają się nam na skórze i nie uprzykrzają podróży. Kanały wentylacyjne umieszczono też w taki sposób, żeby plecy pociły się jak najmniej, choć mogłyby być odrobinę głębsze. Wentylowane są nawet (i to w znaczącym stopniu) szerokie i wygodne szelki. Cieszy przy okazji zakres regulacji pasa piersiowego.

Do tego z każdej możliwej strony plecak jest obklejony elementami odblaskowymi. Są one nawet na pokrowcu przeciwdeszczowym, a na froncie znajduje się nawet miejsce na dodatkową lampkę rowerową. Napisałbym, że pełna opcja, gdyby nie to, że w jednym miejscu na szelce... warstwa odblaskowa z jakiegoś powodu lekko się zdrapała.

Przy czym nie jestem pierwszym testerem tego plecaka i nie wiem, w jakich okolicznościach doszło do uszkodzenia. Wiem natomiast, że podczas mojego użytkowania nie pogłębiało się ono.

Na minus: standardowo - cena.

Nie mam pojęcia, jaka jest średnia cena miejskiego plecaka na rower w Polsce, ale idę o zakład, że najpopularniejsze modele kosztują tyle, co połowa albo i mniej propozycji Thule.

Pack 'n Pedal Commuter Backpack kosztuje bowiem aż 650 zł i nie udało mi się nigdzie w internecie znaleźć go taniej.

To jak? Brać?

Gdyby pieniądze nie grały żadnej roli w ocenie, to w zasadzie trudno się do czegokolwiek przyczepić. Pack 'n Pedal Commuter Backpack jest plecakiem niesamowicie dobrze przemyślanym, świetnie zorganizowanym i przemyślanym, odpornym na trudne warunki, a do tego wystarczająco pojemnym, jak na potrzeby większości miejskich rowerzystów. Nie jest może wybitnie piękny i raczej nie jechałbym z nim w teren, ale to już kwestie drugorzędne.

Czy warto jednak wydać na ten plecak 650 zł? Na to pytanie już każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Jeśli codziennie dojeżdża do pracy na rowerze - pewnie nie pożałuje.

Ja tylko dodam, że Pack 'n Pedal Commuter Backpack spodobał mi się na tyle, że bardzo często używałem go w trakcie testów nie tylko jako plecaka rowerowego, ale i jako plecaka na co dzień. Nawet jeśli w planach nie miałem nawet sekundy jazdy na rowerze.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst