Oprogramowanie  / Felieton

Microsoft właśnie powstrzymał mnie przed przesiadką na Chrome'a i Androida

156 interakcji
dołącz do dyskusji

I nie, zupełnie mi nie chodzi o to, że Surface Book i7 i Surface Studio są takie fajne. Najprawdopodobniej, z uwagi na ich ceny, nigdy się takich pięknych sprzętów w domu nie doczekam. Istotne jest tu coś zupełnie innego.

Już po wszystkim. Co więc już wiemy? Wiemy co czeka użytkowników po wiosennej aktualizacji dla Windows 10, a przynamniej tak z grubsza. Poznaliśmy odświeżonego Surface Booka, który przy zachowaniu swojej formy stał się wydajniejszy a zarazem znacznie dłużej będzie pracował na akumulatorze. Poznaliśmy też pierwszy destkop Microsoftu, który poza wydajnością i wysokiej jakości wyświetlaczem szczycił się będzie również konwertowalnością w biurkowy tablet dla artystów. Jakość nowości bardzo wysoka, ale ich ilość umiarkowana.

Dla mnie to jednak fenomenalne wieści.

Obserwuję Microsoft od lat i z tego żyję i chciałbym nadal żyć. Ostatnimi miesiącami firma jednak dawała bardzo wyraźne sygnały, że interesują ją już głównie korporacje. Nietrudno było wywnioskować z komunikacji medialnej Microsoftu, że ten chce się stać firmą taką, jak Oracle czy IBM. Koszącą kupę kasy na rynku korporacyjnym i B2B, ale w zasadzie niewidoczną dla konsumenta. I zaczynałem rozważać drogę ucieczki.

Bo tak jak zawodowo Microsoft pozostanie w centrum mojego zainteresowania, tak prywatnie nie zajmuję się przetwarzaniem big data, wirtualizacją stanowisk czy budowaniem struktur informatycznych w firmach. Microsoft coraz częściej dawał mi do zrozumienia, że niedługo, poza Xboksem, prywatnie nie będzie miał powodów, by korzystać z jego rozwiązań. No może jeszcze poza Office.

Jedyna firma, która ma równie imponujące osiągnięcia na rynku IT, to Google. Android czy Google Assistant czy wiele usług chmurowych wielkiego G to użyteczne, innowacyjne produkty, które choć postrzegam w pewnej części jako ułomne wobec rozwiązań Microsoftu, tak niektóre rozwiązania tej firmy są doskonałe, znacznie lepsze od tego co oferuje Redmond. Przesiadka byłaby bolesna (Chrome OS? Inna platforma do gier niż Xbox? O rety…), ale myślałem o niej coraz częściej, Z uwagi na przyszłość, jaką rysowała mi firma Microsoft.

I nie, Apple nie jest dla mnie alternatywą. Przynajmniej nie dziś, bo kiedyś to była porywająca, innowacyjna, budząca szacunek firma. Kiedyś. Ale wracając do konkretów, bo nie jestem przekonany, czy moje osobiste odczucia są dla was aż tak strasznie fascynujące.

Wszystkie, ale to wszystkie zaprezentowane dziś nowości mają jedną wspólną cechę.

Żadna z nich nie jest przeznaczona dla klienta korporacyjnego. Obawiałem się, że zobaczymy dziś desktopa usprawniającego pracę z wykresami z PowerBI, zapewniającego komfort pracy z Dynamics 365 i mającego wbudowane układy akcelerujące wirtualizację. No dobra, trochę zmyślam, aż tak się tego nie spodziewałem, ale chodzi o ton. Tymczasem co dostałem?

Prezentację części nowości z Windows 10 Creators Update, wszystkie skupione na Kowalskim i zapewnieniu mu prostych, łatwych do wykorzystania i skutecznych narzędzi do tworzenia treści 2D i 3D. Creators Update pozwoli mi zeskanować telefonem obiekt w 3D, otworzyć go nawet w prostym, systemowym Paintcie, za pomocą myszki, rysika lub palca zmodyfikować go wedle uznania i wydrukować go sobie w 3D. Całość ma być jeszcze prostsza od zeskanowania i wydrukowania obrazka na kartce papieru. Zobaczyliśmy też interfejs do wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, który trafi do gogli z Windows 10 przeznaczonych dla klienta masowego od wielu partnerów sprzętowych. Nie zabrakło też nowości dla graczy.

Zobaczyliśmy też Surface Booka i7. Komputer, który nie ma żadnego sensu w biurze, biorąc pod uwagę jego cenę. To laptop totalny, zapewniający najwyższą możliwą wydajność, funkcję tabletu, 14 godzinny czas pracy na baterii. To laptop dla entuzjasty i profesjonalisty. Ale nie korpo-profesjonalisty, a raczej dla osoby, która poza Wordem, Excelem i przeglądarką internetową potrzebuje poza domem czy biurem zmontować film czy poprawiać plany CAD-owskie.

No i Surface Studio

A więc przepiękny komputer, o którym w zasadzie wszystko co ciekawe napisał już Marcin, a więc odbiorca docelowy tego urządzenia. Nie administrator IT, nie programista, nie gryzipiórek czy analityk. Artysta, który posługuje się obrazem. Co prawda o ile mi wiadomo Marcin nie jest rysownikiem (więc częściowo nie wykorzystałby potencjału Studio), a „tylko" utalentowanym fotografem. Twórcą.

Microsoft dla konsumentów

Surface Studio, czyli to o czym teraz najwięcej się będzie mówiło przez najbliższe kilkadziesiąt godzin w kontekście Microsoftu, nie jest urządzeniem dla tak zwanego korpo. Jest urządzeniem konsumenckim. Oczywiście, nie dla każdego konsumenta, a dla zamożnego twórcy, dla osoby która nie jest tylko odbiorcą treści i która potrzebuje narzędzia, do ich tworzenia. Ale dla konsumenta.

Windows 10 Creators Update, Surface Book i7 I Surface Studio spowodowały, że z radością przyznaję się do pomyłki. Microsoft nie odpuścił sobie rynku konsumenckiego. Chce dalej tworzyć na nim ciekawe, ekscytujące rzeczy, które będą go wyróżniać z nijakiego tłumu. Idą ciekawe czasy. Nie tylko dla mnie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst