Tech  / Artykuł

Najlepsze sieciowe usługi, których... już nie ma

Picture of the author
123 interakcji
dołącz do dyskusji

Maile rozsyłane do użytkowników GG (Gadu-Gadu) obudziły w nas, starych dziadkach, nieco wspomnień. Dlatego przywołujemy najfajniejsze usługi, z których kiedyś korzystaliśmy, bez których nie wyobrażaliśmy sobie życia w Sieci, a teraz już ich nie ma, albo w ogóle nikt z nich nie korzysta lub o nich się nie mówi.

Hubert Taler: Google Reader - kiedyś od niego zaczynałem dzień, i na nim kończyłem. Czytnik RSS od Google'a był moim ulubionym, niestety nie był to ulubiony projekt samego Google'a. Jednym z klonów okazało się być... Digg Reader, co przypomniało mi o...

Digg - kiedyś główne źródło wiadomości, prekursor Reddita czy Wykopu, pozwalał użytkownikom głosować na najpopularniejsze newsy.

Yahoo Messenger - pierwszy komunikator internetowy jakiego używałem.

Yahoo Mail - chyba każdy miał pocztę na Yahoo.

Usenet - grupy dyskusyjne na Usenecie były prekursorem dzisiejszych forów, potrzebny do nich był specjalny klient, lub subskrypcja emailowa. Usenet wraz z IRC-em miał też wersje binarne - służące głównie do dystrybucji pirackich treści.

E-Mailowe listy dyskusyjne - oprócz pisania do wszystkich zapisany na grupę, istniały specjalne komendy, pozwalające zarządza subskrypcją. Kto pamięta UNSUB etc.? Istniały też listy wysyłające np. obrazek albo dowcip raz dziennie.

Stare wyszukiwarki. Przed czasami dyktatu Google'a i Binga, istniało ich wiele. Yahoo!, Lycos, HotBot, Excite i inne oferowały również tzw. indeksy - czyli skategoryzowane katalogi stron internetowych

Maciej Gajewski: O mamo, tego można przecież wymieniać i wymieniać i miejsca na to zabraknie! Pamiętam jednak nawet świat, w którym Google jeszcze nie istniał lub raczkował. Wyszukiwarek używałem dwóch (choć wtedy nazywało się to katalogi witryn internetowych). Zagraniczne, anglojęzyczne treści najlepiej indeksowała Altavista (później zmieniła nazwę na HotBot), zaś w Polsce najskuteczniejszy był szperacz… za cholerę sobie nazwy nie mogę przypomnieć, ale jego twarzą marketingową była piosenkarka Kayah.

Również podział na znajomych zza granicy i z Polski był bardzo wyraźny. W naszym kraju oczywiście królowało Gadu-Gadu (później zmieniło nazwę na GG). Jeżeli nie miałeś tego numeru, to dla internetowych znajomych nie istniałeś. Z kolei ludzi z innych części świata poznawało się za pomocą izraelskiego komunikatora ICQ (do dziś pamiętam te bardzo charakterystyczne dźwięki powiadomień). Czaty z kolei to sieć IRC (i klient mIRC), gdzie dołączało się do serwerów i grup dzielących wspólne zainteresowania, takie jak programowanie, gry, muzyka i tym podobne. Byłem też użytkownikiem sieci Tlen.pl, ale tej się używało z młodzieńczego hipsteryzmu (ach to „komercyjne” GG…).

Jeżeli chodzi o sieci społecznościowe, to oczywiście najważniejszy był swego czasu MySpace. Swoją drogą, tęsknię nieco za tym serwisem. Dalej istnieje, ale jest tak mało popularny, że dalsze prowadzenie tam konta mija się z celem. Jednak jego zorientowanie na popkulturę a w szczególności muzykę rozrywkową powodowało, że bardzo chętnie tam zaglądałem i wiele zespołów, których słucham do dziś, poznałem właśnie dzięki MySpace’owi. A próbki ich twórczości pobierałem za pomocą sieci Napster, KaZaA czy eDonkey2000.

Niestety, potem się okazywało, że siedzę już w Internecie całą godzinę i że czas wyłączyć modem, by nie zbankrutować. A przecież ten 30-megabajtowy patch do Fallouta już prawie kończy się pobierać, jeszcze tylko 10 minut… a niech to szlag, TP SA sama mnie rozłączyła. Jutro spróbuję znowu…

Hubert Taler: Maciej, ten portal, który reklamowała Kayah to była Arena!

Przemysław Pająk: Do Gadu-Gadu nigdy nie pałałem przesadnym uczuciem, więc ani minuty za nim nie tęskniłem, zresztą jak za żadnym innym komunikatorem internetowym - jakoś tego typu usługi traktuję zupełnie bezuczuciowo, jako konieczne narzędzia pracy.

Co innego taki Google Reader - to chyba największa strata w moim cyfrowym życiu. Usługę tę darzyłem wielkim uczuciem. Gdy Google ogłosił, że go porzuca poczułem złość, żal i niepokój o przyszłość. Na szczęście miejsce Readera szybko zajęło Feedly, choć nie jest to dla mnie już dziś aż tak ważna usługa jak wcześniej produkt Google’a.

Nie wszyscy wiedzą zapewne, że protoplastą Spider’s Web był blog przemekspider.com (choć od początku z nazwą Spider’s Web), który był postawiony na Blogspocie. Uwielbiałem prostotę tego sytemu do blogowania, który był znacznie prostszy i mniej problemowy od Wordpressa, z którym na co dzień dziś się użeramy. Do dziś tęsknię za Blogspotem.

Z usług, które kiedyś uwielbiałem, a których już dziś nie ma, muszę wymienić też… Napstera. To protoplasta dzisiejszego Spotify, tyle że nielegalny. Napster był objawieniem - nagle, po latach trudnego dostępu do muzyki, pojawił się serwis, który umożliwiał dotarcie nawet to totalnych rarytasów w ciągu chwili.

Piotr Grabiec: Jeśli chodzi o Gadu Gadu, to wspominam ten komunikator z jednego prostego powodu - to właśnie z jego powodu zacząłem się interesować internetem mobilnym. Polskie narzędzie swego czasu było sposobem na podtrzymanie kontaktu ze wszystkimi znajomymi w cyfrowej przestrzeni - a dzięki aplikacji na komórkę mogłem być w kontakcie ze wszystkimi cały czas nie płacąc majątku za SMS-y.

Dość przy tym powiedzieć, że mobilne GG pojawiło się w moim życiu jeszcze przed pierwszym smartfonem! Pamiętam jak wykupiłem pierwszy pakiet internetowy - kilkadziesiąt megabajtów za horrendalne pieniądze - i zainstalowałem na feature phonie Nokii nieoficjalnego klienta napisanego w Javie.

Potem przyszła kolej na smartfona - również od Nokii z serii E - i oficjalną aplikację. Niestety, Gadu Gadu za późno próbowało stać się serwisem społecznościowym i po zakupie pierwszego Androida moja komunikacja opierała się już głównie o Facebooka. Nawet nie zauważyłem w którym momencie GG, czyli swego czasu najważniejszy program do komunikacji... przestał mi być potrzebny.

Mateusz Nowak: Najmilej wspominam dwie usługi sieciowe o charakterze społecznościowym - mIRC i Grono. Na mIRC-u spędziłem wiele godzin, poznałem ciekawych ludzi właściwie z całego świata, a IRC-owe kanały mógłbym porównać teraz do wielu, tematycznych tablic i timeline’ów z dzisiejszych facebooków i twitterów. Były one pełne rozmów, żywych dyskusji, a użytkownicy podsyłali sobie linki do ciekawych publikacji. Bardzo miło wspominam tamten czas, gdyż to dzięki IRC-owi poczułem, że Internet znosi granice, a odległości, jakie dzielą ludzi nie mają już większego znaczenia.

Jak już jesteśmy, przy takich technologicznych wpominkach, to nie mógłbym przejść bez słowa obok Nokii. Przygodę zacząłem od modelu 7650, a później przerzuciłem się na telefony z rodziny N i E. Były one, jak na tamte czasy, świetnymi gadżetami, które rozpalały moją wyobraźnię i sprawiły, że zafascynowałem się nowymi technologiami. Na początku głównie mobilnymi, jednak z czasem pasja ta rozwinęła się również w innych kierunkach.

Nokie te działały na systemie operacyjnym Symbian, który zdawał się mieć wręcz nieograniczone możliwości. Dzisiaj patrzę na to oczywiście nieco inaczej. Na chłodno i z lekkim uśmiechem politowania. Jednak kilkanaście lat temu każda premiera nowej Nokii była dla wszystkich geeków nie lada świętem.

Nokia i Symbian wiele wspólnego z wymienionymi wyżej, przeze mnie i kolegów, usługami sieciowymi nie mają, ale to właśnie dzięki nim zasmakowałem aplikacji mobilnych i wszelkich usług internetowych. Na długo przed zakupem mojego pierwszego dotykowego smartfona - iPhone'a 3G.

* Zdjęcie: Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst