Tech  / Felieton

Kiedyś nie wyobrażałem sobie bez niego życia, a teraz chce usunąć moje archiwum. Tak, to GG

Picture of the author
235 interakcji
dołącz do dyskusji

Kiedyś nie wyobrażałem sobie, żeby po włączeniu komputera nie uruchomić właśnie tej aplikacji, a potem nawet przez chwilę nie myślałem o jej zamknięciu. Zawsze była na wierzchu, zawsze coś się w niej działo. Nawet nie przychodziło mi do głowy, że kiedykolwiek mógłbym przestać z niej korzystać. Teraz, kilka ładnych lat później, przypomnieć mi o niej musiał mail informujący o planach usunięcia mojego archiwum ze względu na brak aktywności. O co chodzi? Oczywiście o GG. 

Dziś dotarła do mnie, i - sądząc pod wpisach na portalach społecznościowych - nie tylko do mnie, wiadomość o planowanym usunięciu wszystkich moich danych zgromadzonych w archiwum GG (tego w formie online), a także zawartości dysku GG (o którego istnieniu, choć wstyd się przyznawać, nie miałem bladego pojęcia). Może to i dość standardowe działanie - w końcu po co trzymać w nieskończoność bezwartościowe (z punktu widzenia właściciela usługi) treści wygenerowane przez nieaktywnych od dawna użytkowników, ale przez wzgląd na długi staż użytkowania GG, zrobiło się trochę smutno.

Pierwsze wrażenie jednak, podobnie jak pewnie u innych, było nieco inne. Po pierwsze, prawie zapomniałem już, że kiedykolwiek z czegoś takiego jak GG korzystałem. Po drugie, nie jestem w stanie przypomnieć sobie, żebym w ciągu wspomnianych w mailu ostatnich 365 dni w jakikolwiek sposób logował się do tej usługi czy też komunikatora.

Może coś musiałem z jakiegoś powodu sprawdzić. Może. Choć wątpię.

Ostatni kontakt, choć właściwie kontaktem trudno to nazwać, miałem z GG kilka miesięcy temu w trakcie poszukiwania używanego monitora i komputera. Nie wiem z jakiego powodu tak właśnie się dzieje, ale choć ten polski komunikator został już na dobre wypchnięty z niemal wszystkich komputerów, jest nadal jedno miejsce, w którym ma się świetnie. To, przynajmniej z mojego doświadczenia, niewielkie sklepy komputerowe z używanym sprzętem, ulokowane najczęściej w starych magazynach albo barakach, wypełnione monitorami, "blaszakami" i innymi gadżetami.

Wystarczy spędzić tam 5, może 10 minut, aby na nowo poczuć się tak, jak kilka lat temu - co chwila "dzwoni" charakterystyczny dźwięk powiadomienia, po którym nieuchronnie następuje szalony stukot klawiszy. Chwila przerwy i znów powiadomienie. I znów pokaz wirtuozerii na klawiszach.

Tak, tak jak kiedyś spora część polskich internautów, którzy nie wyobrażali sobie, że można korzystać z czegoś innego do sieciowej komunikacji ze znajomymi czy współpracownikami.

Oczywiście nikt w tym miejscu nie będzie próbował odgrzewać historii o tym, jak to skończyło się GG, bo ten temat został już wielokrotnie przewałkowany.

Pogodziliśmy się z tym już dawno, przyjęliśmy do świadomości, wybraliśmy sobie nowe, często wielokrotnie lepsze narzędzia, zapomnieliśmy o GG całkowicie. Ale patrząc z perspektywy czasu, trzeba przyznać jedno - to wcale nie był zły komunikator. Ba, wprowadził sporo elementów, z których w takiej czy innej formie korzystamy dzisiaj, albo... będziemy korzystać.

Status, status, co ustawić na status?!

Podstawowy problem każdego (no, może każdego nastolatka) korzystającego z GG. W końcu to, co wpiszemy w ograniczone długością pole statusu będzie tym, co zobaczą wszyscy znajomi, gdy tylko zalogują się do komunikatora. To zbyt patetyczne, to wręcz żałosne, to za długie, to już miałem, o, to będzie w sam raz. Teraz wszyscy zobaczą, co się u mnie dzieje, jak bardzo cierpię albo jak bardzo się ciesze, że wyjechałem na wakacje albo szukam kogoś na piwo.

Brzmi znajomo również dzisiaj? Oczywiście. W końcu teraz niemal tak samo funkcjonuje tablica na Facebooku, czy - nawet lepszy przykład - Twitter. Krótkie komunikaty, natychmiastowa publikacja, natychmiastowa widoczność i... skuteczność. Ileż to rozmów zaczynało się właśnie od tematu tego, co ustawiliśmy lub ktoś inny ustawił na status?

Ba, można się tutaj doszukiwać nawet pewnego (bardzo ograniczonego) podobieństwa do Snapchata - w końcu po zmianie statusu znikał on bezpowrotnie. Przyznajcie się, kto nie chciał kiedyś ustawić na takich samych zasadach statusu na Facebooku albo Twitterze? Nie zostawić wpis na wieczność, a po prostu chwilowe, ulotne kilka słów.

Nie da się zresztą ukryć, że statusy, choć w swoim zamyśle banalne, były wielkim plusem Gadu Gadu. Powstawały niezliczone wtyczki i dedykowane statusom strony internetowe. Publikowanie informacji na temat aktualnie odtwarzanych utworów, generatory statusów, przykładowe statusy, statusy dostosowane do potrzeby chwili. Było tego od groma i pewnie część tych usług i narzędzi dalej funkcjonuje, choć już tylko raczej jako pamiątka z dawnych czasów.

Osobną zaletą statusów, o której dziś często się zapomina, nie był jednak tryb "tekstowy", a graficzne powiadomienie o naszej dostępności. Dzisiaj, kiedy połowa naszego życia toczy się online i już nawet nie tyle jesteśmy uwiązani do smyczy całodobowej dostępności, co zawiśliśmy na niej, nawet nie próbując wierzgać nogami w poszukiwaniu podłoża, takie coś jest nie do pomyślenia. Wtedy jednak jak najbardziej było - ktoś jest dostępny - ok, piszemy i czekamy na odpowiedź. Ktoś "zaraz wraca"? Ok, napiszę, kiedyś mi odpisze. Ktoś jest niedostępny? Dobra, pewnie siedzi gdzieś na dworze i... nie ma dostępu do Internetu (!).

Tak, to były piękne czasy.

Siri, Cortana? Nie, Infobot

Oczywiście trudno porównywać możliwości Infobota do produktów, które dzisiaj korzymy z wirtualnymi asystentami, ale warto pamiętać o tym, że coś takiego w GG było i to ponad 3 lata temu. Niedługo po Siri i na długo przez Cortaną. I to już w 2004 roku!

Jak działał? Różnie, ale jego podstawowa funkcjonalność była bardzo zbliżona do tego, do czego dziś najczęściej wykorzystujemy wirtualnych asystentów smartfonach. Ustawienia przypomnień, alarmów, informacje pogodowe, tłumaczenia, sprawdzania wyników, poszukiwania informacji np. w Wikipedii, czy sprawdzania pisowni w słowniku ortograficznym (ok, tego ostatniego nikt dziś nie robi). Sporo.

Zresztą botów, o węższych specjalizacjach, było więcej. Był oczywiście bot Allegro, ale i np. EzoBot (horoskopy). A kto chciał, miał odrobinę czasu i umiejętności, mógł stworzyć własnego bota, albo pobierać gotowe boty stworzone przez użytkowników.

Nie zawsze było pięknie

Oczywiście nie zawsze było idealnie, nie wszystkie nowe pomysły były faktycznie innowacyjne  i nie wszystkie zmiany cieszyły się popularnością wśród użytkowników. Do GG dodawano masę funkcji, których nikt tak naprawdę nie potrzebował, masę reklam, których nikt w takiej formie nie chciał oglądać (porównajmy to chociażby z tym, ile reklam widzimy dziś w Messengerze), usługa co jakiś czas zaliczała "pad", a do tego wszystkiego była popularna jedynie w Polsce. W czasach, kiedy Internet znosi wszelkie granice, takie coś nie mogło się utrzymać.

Przyczyn ostatecznej porażki było z pewnością więcej i jestem pewien, że każdy ma swój własny - od nawet banalnego znudzenia się usługą, po argument ostateczny - wszyscy moi znajomi są już gdzie indziej. Długo by wymieniać, analizować. Ktoś pewnie jeszcze na GG siedzi, ktoś wysyła tam może setki, albo i tysiące wiadomości (w końcu skądś te kilka milionów pobrań jest), ale można to uznać raczej za całkowicie zamknięty rozdział i podsumować komentarzem Maćka Gajewskiego, napisanym po tym, jak na Slacku pochwaliłem się informacją o tym, że grożą mi usunięciem archiwum po 365 dniach nieaktywności:

Co właściwie robiłeś rok temu na GG?

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst