Sprzęt  / Lokowanie produktu

Funkcjonalny gadżet, czyli strzyżarka Philips 9000 z panelem dotykowym - recenzja Spider's Web

Picture of the author
119 interakcji
dołącz do dyskusji

Mało kto obecnie ma czas lub ochotę na to, żeby wybrać się do salonu fryzjerskiego. Trzeba się przecież ogarnąć, wyjść z domu, odstać swoje w korkach po drodze, odczekać w kolejce, a potem liczyć na to, że fryzjer zrealizuje naszą wizję fryzury. Często o wiele łatwiej i szybciej jest skorzystać z dobrej maszynki do strzyżenia. Pytanie tylko, którą wybrać i ile trzeba za nią zapłacić?

Przyznam się szczerze - do tej pory kryteria mojego wyboru, były dość proste - cena. Wchodziłem do sklepu, wybierałem najtańsze co było w ofercie, wychodziłem zadowolony i... wracałem za miesiąc lub dwa kupić kolejną, bo poprzednia albo całkowicie się zepsuła, albo z takich czy innych powodów nie nadawała się do użytku.

Poza tym ich jakość była, delikatnie mówiąc, nieszczególna. Głośne, niewygodne, działające bez kabla zaledwie kilkadziesiąt minut (po kilku godzinach ładowania), "szarpiące", nagrzewające się i generalnie po prostu słabe. Wolałem zaoszczędzić na zakupie strzyżarki aby dołożyc do innych zakupów telewizora, komputera, telefonu czy innych gadżetów.

Przy nabywaniu AGD rządziła prosta zasada - tanio oznacza "ok".

W końcu czy kilkukrotnie droższa maszynka może być kilkukrotnie lepsza? Skoro tania tnie i da się żyć z jej niedociągnięciami, to po co przepłacać. Wolniejszy telefon czy komputer to problem - kiepska maszynka czy czajnik raczej nie.

Byłem niestety w straszliwym błędzie.

Radość dla... dłoni

To, że testowana strzyżarka Philips 9000 z panelem dotykowym jest znacznie lepszej jakości w porównaniu do sprzętu, którego używałem dotychczas,  widać już na pierwszy rzut oka. Przyjemny dla oka projekt, dobrze dobrane i spasowane materiały to jednak nic w porównaniu do tego, oraz rewelacyjnie wyprofilowana cała obudowa.

Chyba po raz pierwszy w życiu podczas strzyżenia (i golenia się "na szaro") nie miałem wrażenia, że korzystam ze sprzętu, którego kształt narzuciły jedynie względy techniczne i finansowe. Strzyżarka Philips 9000 z panelem dotykowym można chwycić na kilka, a może i nawet kilkanaście sposobów i w każdym z tych przypadków sprzęt będzie leżał w dłoni pewnie i wygodnie. Strzyżarkę można obracać i zmieniać sposób trzymania podczas strzyżenia. Nawet najmniej wprawieni sobie z tym poradzą

Jedyne co może właściwie irytować w konstrukcji strzyżarki Philips 9000 z panelem dotykowym to to, że... buja się po odłożeniu na blat i do ustabilizowania się urządzenia potrzebne jest kilka ładnych sekund. Oczywiście w żaden sposób nie wpływa to na wygodę użytkowania, ale mimo wszystko jest to mikroskopijna "ryska na szkle".

Wszystkie elementy kontrolne zaprojektowano i wykonano bardzo poprawnie. Przycisk zasilania jest spory i łatwo jest go bez patrzenia odnaleźć i aktywować, a z drugiej strony szanse na wciśnięcie go dłonią przypadkiem w trakcie pracy są właściwie zerowe.

Drugim i jednocześnie ostatnim fizycznym przyciskiem na obudowie jest mechanizm ułatwiający czyszczenie urządzenia. I na szczęście spisuje się bardzo dobrze - czyszczenie maszynki za pomocą dostarczanego w komplecie pędzelka jestbanalnie proste, nawet po dłuższych i bardziej skomplikowanych sesjach.

Pozostaje jednak pytanie - co z pozostałymi przyciskami? Przecież jest to maszynka do strzyżenia i jakoś trzeba np. regulować "zasięg" cięcia. Jak to zrobić, skoro przycisków brak?

Maszynka z... ekranem dotykowym

Odpowiedź okazuje się prosta i zgodna ze współczesnymi trendami - strzyżarkę Philips 9000 wyposażono w panele dotykowy. I choć na początku może to wprawdzie brzmieć dość niepraktycznie, ale rzeczywistość okazuje się jednak bardziej łaskawa.

Regulacja długości strzyżenia odbywa się za pomocą powierzchni umieszczonej pod ekranem i przyciskiem „M”.. Dotykamy jej palcem, po czym przesuwamy w górę lub w dół. Ekran ożywa, wyświetlając z dokładnością do 0,1 mm wysunięcie nakładek, a pole dotykowe podświetlają po bokach niebieskawe paski.

Dotykowa powierzchnia reaguje przy tym zarówno na delikatne muśnięcia, szybsze pociągnięcia, jak i na wciśnięcia (choć bez reakcji zwrotnej w postaci kliknięcia) dolnej i górnej części. Można więc zarówno łatwo przejść do granicznych wartości danej nakładki, jak i zmieniać ustawienia co 0,1 mm. Nie ma ryzyka niepotrzebnego przesunięcia o 1,5 mm, kiedy chcemy przesunąć o 0,3 mm, ale i nie ma męczarni z przechodzeniem o 0,1, kiedy chcemy "przeskoczyć" od razu o 2 mm.

Każda zmiana ustawienia jest oczywiście potwierdzana delikatną wibracją.

Umieszczony nad polem dotykowym przycisk "M" zawiera więcej funkcji poza dotykową regulacją cięcia. Odpowiada on za wywoływanie lub zapisywanie pamięci ustawień, przy czym dostępne są trzy pozycje dla każdej z trzech dostępnych w zestawie nakładek.

W rezultacie mamy aż 9 różnych długości, które możemy zapisać i korzystać z nich w odpowiedniej chwili. I to jest rozwiązanie dla tych, którzy nie wiedzą jak się samemu ostrzyc.

Przy strzyżarce Philips 9000 z panelem dotykowym wystarczyło poprosić osobę, która ma przynajmniej blade pojęcie o strzyżeniu o to, żeby raz obcięła nas, po czym zapisała odpowiednie ustawienia dla nakładek i powiedziała, które należy wykorzystać z boku, które na górze głowy i... koniec. Od teraz cały proces jest całkowicie powtarzalny - bez dzwonienia i pytania, bez wysyłania SMS, albo - co jeszcze gorsze - bez ryzykowania i zdawania się na własną intuicję. Można to także wykonać samemu.

Tak, teraz potrafię się w końcu przyzwoicie ostrzyc.

Osoby, które martwią się o to, że w trakcie cięcia włosów można przypadkiem dotknąć powietrzni dotykowej i tym samym narobić sobie na głowie niezłego bałaganu mogą jednak spać spokojnie. W momencie uruchomienia maszynki (czyli wciśnięcia przycisku zasilania) ustawienia są blokowane i nie można ich zmienić do momentu wyłączenia maszynki. Proste, wygodne i pewne.

Proste cięcie

W zestawie znajdziemy w sumie 3 solidne nakładki wykonane z tworzywa sztucznego - od 1 mm do 7 mm, od 7 mm do 24 mm oraz od 24 mm do 42 mm, więc większość mężczyzn nie powinna mieć żadnych problemów z dobraniem dla siebie odpowiedniej długości. Biorąc pod uwagę dodatkowo możliwość dokładnej regulacji, w sumie mamy... 400 ustawień. Sporo. Jedyne co może dziwić to fakt, że przy wszystkich tych dotykowych regulacjach, pamięciach i tym podobnych, nakładkę wyciąga się z maszynki... po prostu ręcznie.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze opcja cięcia bez jakichkolwiek nakładek, czyli na długość 0,5 mm.

Tytanowe ostra i technologia DualCut oraz funkcja Turbo, która automatycznie zmienia prędkość strzyżenia w kontakcie z grubym włosem dają taki efekt, jakiego można byłoby się spodziewać. Każde cięcie jest łatwe, nawet mocno niesforne włosy trafiają równo pod ostrze, a pociągnięcia za włosy czy bolesne szarpnięcia nie występują. Nie trzeba także wielokrotnie poprawiać i ponawiać cięcia - z wyjątkiem ekstremalnych przypadków. Bardzo szybko wszystko wygląda tak, jak powinno.

I tutaj właśnie widać różnicę pomiędzy maszynką ze średniej półki cenowej, a tymi tańszymi. Ta robi po prostu to co powinna w sposób, który można określić jako... kulturalny. Nie skupiamy się na tym, żeby przypadkiem nie obciąć sobie czubka głowy, a w spokoju prowadzimy naszą niezwykle skomplikowaną operację pod tytułem "Jakoś Wyglądać". Strzyżarka Philips 9000 z panelem dotykowym nie jest tu naszym przeciwnikiem, a sprawnym narzędziem, a może nawet sprzymierzeńcem.

Czy to z nakładką, czy też bez niej, całość jest również bardzo precyzyjna - bez problemu można nawet samodzielnie uporać się z włosami dookoła uszu, czy podciąć włosy z tyłu głowy dokładnie tak, jakbyśmy tego chcieli. A skoro udało się to mi, powinno się udać niemal każdemu.

Sporo dobrego można też powiedzieć o kulturze pracy urządzenia. Choć nie jest bezgłośne, jest zdecydowanie cichsze od popularnych, niedrogich maszynek do strzyżenia, a do tego nie drży w trakcie cięcia tak, że po 20 minutach mamy już absolutnie dość. Dodatkowo, nawet po ponad godzinnym strzyżeniu nie nagrzewa się.

Cieszy przy tym także czas pracy na pojedynczym ładowaniu. 1 godzina "na kablu" przekłada się na aż 2 godziny ciągłej pracy bez niego, co jest szczególnie istotne dla tych, którzy mają kontakty (jak ja) w absurdalnych miejscach). W rzeczywistości maszynka ładowała się nawet nieco krócej niż deklaruje producent i bez najmniejszych problemów dotrwała do końca bardzo długiego (około 1:30) cięcia, pozwalając potem na jeszcze kilka krótszych strzyżeń.

Obawiam się właściwie tylko jednego - zgubienia kabla. Zdarzyło się to już wielokrotnie, a koszt zakupu nowego często jest równy sporej części zakupu nowej maszynki. Czy nie można tego w jakiś sposób ustandaryzować? Tym bardziej, że tutaj może jeszcze dojść koszt uszkodzonych lub zgubionych nakładek, a te - znając życie - tanie nie będą.

Warto jeszcze wspomnieć o jednej rzeczy, o której powinni pamiętać użytkownicy maszynki - po 60 sekundach braku aktywności następuje proces automatycznego "wciągnięcia" nakładki do jej najmniej wysuniętej pozycji. Jeśli zapomnimy o tym, że tak się stanie, a nadal będziemy w łazience, możemy się za pierwszym razem mocno przestraszyć.

Czy warto oszczędzać na takich sprzętach?

Zadałem to pytanie... sobie, czyli osobie, która do tej pory nawet nie patrzyła na maszynki z tej półki cenowej, bo "po co". W końcu 349 zł piechotą nie chodzi. I moja odpowiedź jest jak najbardziej twierdząca z prostego powodu - nie warto marnować sobie życia, nerwów i włosów na głowie produktami, które nie są w stanie dobrze wywiązać się ze swojego zadania.

A strzyżarka Philips 9000 z panelem dotykowym, choć obiecuje bardzo dużo, ze wszystkiego wywiązuje się wzorowo. Jest wygodny i właściwie wyważony, dobrze wykonany, ma kilka gadżetów i kilka funkcji, które faktycznie są przydatne (pamięć ustawień może być wręcz nieoceniona). A przede wszystkim strzyże jak powinna.

Głupio zabrzmiałoby wprawdzie stwierdzenie, że maszynka do cięcia włosów, zmieniła moje życie, ale z całą pewnością zmieniła jedno - sposób, w jaki zaczynam patrzeć na tego typu sprzęty. I już wiem, że nie zawsze warto na nich oszczędzać.

Uwaga, konkurs!

Dzięki firmie Philips możemy rozdać jedną strzyżarkę Philips 9000 z panelem dotykowym (oczywiście nie ten egzemplarz, który został przetestowany) naszym Czytelnikom. Wystarczy w komentarzu pod artykułem napisać, dlaczego to właśnie wy powinniście ją otrzymać. Swoje zgłoszenie możecie uargumentować w dowolny sposób - zdjęciem, grafiką, wierszykiem czy jakąkolwiek dodatkową formą (w granicach przyzwoitości). Wypełniając formularz dodawania komentarza, należy w odpowiednim polu podać poprawny adres e-mail – w ten sposób będziemy kontaktować się ze zwycięzcą.

Strzyżarka Philips 9000 z panelem dotykowym trafi do osoby, która otrzyma najwięcej pozytywnych głosów w systemie Disqusa (małe strzałeczki przy każdym komentarzu). Zachęcamy Czytelników Spider's Web do wspólnej zabawy i głosowania na najlepsze zgłoszenia konkursowe. Uczestnicy biorący udział w konkursie mogą oczywiście zaprosić swoich bliskich i znajomych do głosowania na ich komentarze.

Termin przyjmowania zgłoszeń i ocen: 18:00, 25.04.2015 (sobota). Powodzenia!

Tagi: Philips
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst