RTV  / Felieton

„Gra o Tron” właśnie poświęciła książki na rzecz serialu tv. SPOILERY!

3 odcinek 5. sezonu „Gry o Tron” przyniósł największą z dotychczasowych zmian w fabule w stosunku do akcji z książek Georga R.R. Martina z serii „Pieśń lodu i ognia”. Największą, bo dotyczącą jednej z głównych postaci sagi. Twórcy popularnego telewizyjnego serialu stoją teraz przed ogromną presją - stali się rywalami twórcy niesamowitego świata fantazy Westeros.

UWAGA - mnóstwo spoilerów. Czytasz dalej na własną odpowiedzialność

Dotychczas większość różnic w fabule historii pomiędzy książkami a serialem tv były mało znaczące i dotyczyły głównie postaci drugo, a nawet trzecioplanowych. Na dodatek tak były układane, że koniec końców dochodziły do tego samego momentu w oryginalnej historii.

Tym razem jest inaczej - zmiana w oryginalnym scenariuszu jest potężna i tu potoczyć wydarzenia tak, aby zetknąć się w tym samym miejscu w fabule książkowej będzie wręcz niemożliwe - zbyt wiele owa zmiana komplikuje dla całej sceny. Choć… tego do końca nie wiemy, bo reperkusje tych wydarzeń wykraczają poza aktualnie dostępny stan fabuły książkowej.

Dobra, koniec eufemizmów - chodzi oczywiście o wątek Sansy Stark, którą twórcy serialu umieścili właśnie w Winterfell, by poślubiła - o zgrozo! - Ramseya Boltona.

Sansa Stark i Littlefinger
Sansa Stark i Littlefinger

W książce jest zupełnie inaczej. Ramsey Bolton, owszem ma przyrzeczoną Starkównę, ale Aryę Stark i to na dodatek udawaną, bo zamiast Aryi (którą uznano za zaginioną po egzekucji Neda Starka, a de facto szkoli się na płatnego zabójcę w Braavos) jest Jayne Poole, jedna z panien na byłym dworze Starków w Winterfell. Małżeństwo niby-Starkówny z Ramseyem Boltonem ma uspokoić nastroje na północy, która nie akceptuje Boltonów jako namiestników.

Sansa Stark z kolei w fabule George’a R.R. Martina przebywa w Vale z Littlefingerem, który planuje wydać ją za jednego z lokalnych lordów. Littlefinger knuje przejęcie Winterfell (da się to wyczuć, choć nie jest eksplikowane w otwarty sposób), choć raczej nie za pomocą/pośrednictwem Boltonów, a już na pewno nie chce narażać Sansy, co do której ma raczej inne zamiary…, a przynajmniej takie odczucia można było mieć czytając ostatnią z wydanych książek sagi „Pieśni lodu i ognia”.

Taka zamiana sióstr Stark w fabule nie jest ot takim sobie twistem. To potężna zmiana całej linii fabularnej, która zmienia położenie głównych graczy w grze o tron!

To nie tekst, w którym analizowalibyśmy reperkusje zmiany w fabule. Bardziej zastanawia mnie co innego - na ile twórcy serialu tv będą w stanie poprowadzić samodzielnie fabułę, by nie zniszczyć niesamowitego pomysłu Martina. No i dziś zrodziło się najważniejsze pytanie od początku wyświetlania serialu tv - co jest ważniejsze: książki, czy serial?

Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie nie jest li tylko odpowiedzią dotyczącą kwestii artystycznych, lecz potężnego biznesu. Czy aby nie jest tak, że jeden wielki biznes (telewizyjny) skazuje właśnie na drugi szereg i ochłapy drugi, nieco mniejszy biznes (książkowy)?

Twórcy serii telewizyjnej: David Benioff oraz D.B. Weiss w licznych wywiadach podkreślają, że konsultują wszystkie wątki fabularne serialu z George’em R.R. Martinem, że nic nie dzieje się bez jego zgody. Sam Martin, mimo iż on z kolei we wszystkich wywiadach sugeruje, by traktować oba projekty jako zupełnie oddzielne produkty, daje też do zrozumienia, że Benioff i Weiss znają już zakończenie całej sagi, z rozwiązaniem wszystkich najważniejszych wątków włącznie.

Jeśli tak właśnie jest, to właśnie od 3. odcinka 5. sezonu należy traktować serial jako główne źródło fabularne sagi. Trochę to smutne, nie?

To nie pierwsza taka dość smutna wiadomość związana z „Grą o Tron”. Niedawno dowiedzieliśmy się, że na pewno serial skończy się przed publikacją ostatnich tomów powieści Martina.

Jestem wielkim fanem obu formatów - zarówno książki, szczególnie te ostatnie z wieloma dłużyznami, coraz większą liczbą zjawisk nadprzyrodzonych, jak i serial, coraz bardziej racjonalny, zwięzły i operujący na znacznie mniejszej liczbie bohaterów, są wybitnymi dziełami. Martwi mnie tylko, że role zostały odwrócone - że to Martin będzie teraz porównywany do tego, co panowie Benioff/Weiss zrobili w serialu.

Dotychczas było tak, że serial tv był komplementarny w stosunku do książek; teraz będzie tak, że to książki będą komplementarne w stosunku do serialu tv.

Ot, taka sytuacja w dobie rozkwitu rozrywki cyfrowej.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst