Social media  / Artykuł

Najważniejsze w tygodniu: Koniec Blipa. Czy jest jeszcze szansa dla serwisów mikroblogowych w Polsce?

Na początku tego tygodnia Grupa Allegro ogłosiła zamknięcie Blipa. Dotychczasowi użytkownicy dostali możliwość łatwej migracji na Mikroblogi Wykopu, ale czy się na to zdecydują? Czy Polacy pokochają w końcu mikroblogowanie i Twitter stanie się u nas medium masowym?

Paweł Okopień

Paweł Okopień: Otwarcie musimy sobie powiedzieć, że Blip nigdy nie żył. Poza Kominkiem, sporą grupę obserwujących zdobyła zaledwie garstka osób, np. Paweł Nowak - dziś start-upowiec, onegdaj bloger piszący o Apple, czy prezydent Lech Wałęsa. Mimo wszystko ich fani byli liczeni w setkach, a nie w tysiącach, co pokazuje skale Blipa. To był niszowy serwis, który swoje życie zawdzięczał właśnie blogerom, marketingowcom i ludziom powiązanym w jakiś sposób z IT. To było wąskie grono osób i kilkaset innych aktywnych użytkowników. Blip nigdy nie był większym graczem liczącym się na polskiej scenie serwisów społecznościowych. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że polski Twitter jest znacznie większy.

Jednak Blip miał swój urok. Dla wielu osób zapewne stał się  poligonem doświadczalnym, zanim zaczął się szał na Facebooka, oraz kiedy mogliśmy zaobserwować wzrost popularności Twittera. To właśnie na Blipie część firm zaczęła się uczyć mediów społecznościowych. Pamiętam całkiem niezłe działania mBanku. To był taki przedsionek do tego, co się działo później. Sam gdyby nie Blip nie pisałbym dziś pewnie tutaj na Spider's Web. Dzięki niemu sam zachłysnąłem się światem mediów społecznościowych, poznałem parę raczkujących biznesów i rozpocząłem własne próby w blogosferze. Nie tęsknie za Blipem, ale ponad rok blipowania wspominam z nostalgią.

Warto pamiętać o tym, że Blip nie był jedynym serwisem mikroblogowym. W latach 2007-2010 wielu wierzyło, że także u nas zagości moda na Twittera. Do rywalizacji o użytkowników stanął Flaker, Spinacz (z Fotka.pl), czy wreszcie Śledzik (z nk.pl).

Polacy nie polubili jednak mikroblogowania. W końcu Twitter też nie jest hitem, a i z Facebooka zdaje mi się, że większość z nas korzysta nieco inaczej niż na Zachodzie. Raczej nie dzielimy się naszymi przemyśleniami na ścianie, a przynajmniej nie wszyscy. Wydaje mi się, że tak naprawdę dopiero uczymy się  mikroblogowania z głową - tak by miało to sens, a nie było tylko  prywatnymi wynurzeniami o tym  co rano zjedliśmy śniadanie. Oczywiście nie każdy musi i nie każdy powinien mikroblogować. Czasem lepiej jest obserwować innych niż pisać. Wydaje mi się jednak, że klęska tych serwisów leży w naszym podejściu do blogowania i prywatności oraz w naszej kulturze i mentalności. Twitter nic nie wygrał, Twitter po prostu jest globalny.

koniec blipa migracja na wykop

Blip jest jeszcze jednym przykładem na ewolucję internetu i internautów w naszym kraju. W ciągu ostatnich 3-4 lat nasz internet się zglobalizował. My kiedyś mieliśmy  polski internet, dziś mamy międzynarodowy. Dla firm stworzenie spolszczenia w większości przypadków to nie jest problem, a i internauci sami chętniej sięgają po zagraniczne trendy i aktywnie korzystają z Instagramu czy nawet Pintresta. Dziś sukces nk.pl czy GG byłby praktycznie niemożliwy do powtórzenia. Dlatego trochę dziwią mnie próby Onetu z Dyskiem, gdy coraz chętniej sięgamy po zagranicznego Dropboksa. Nie wydaje mi się, by dziś w Polsce było miejsce na lokalne odpowiedniki zagranicznych usług i serwisów. A kiedyś było i kończyło się sukcesami. Blip jest jednak już z naszych czasów współczesnych, w dodatku to serwis, którego większość internautów nie potrzebowała. Mikroblogowanie u nas to wciąż nisza i jeszcze długo tak będzie.

Mateusz Nowak

Mateusz Nowak: Muszę przyznać, że przez długi czas wierzyłem w polskie serwisy społecznościowe. Widziałem zastosowanie dla Naszej Klasy, Golden Line, Grono czy Blipa. Każdy tych z serwisów różnił się od siebie i walczył o inną grupę docelową lub też inny typ internauty.

Nasza Klasa chciała mieć wszystkich. Dlatego przegrała starcie z serwisem Marka Zuckerberga. Bo wszyscy poszli na Facebooka.

Grono było bardziej młodzieżowe. To nie była wada. Dzięki ukierunkowaniu na tę grupę odbiorców przetrwało stosunkowo długo na rynku. Później się zagubiło i finał chyba znają już wszyscy.

Wygrywa Golden Line. Dzięki specjalizacji serwis cały czas działa. Użytkownicy pielęgnują w nim swoje wirtualne CV. Rozmawiają na formach tematycznych i utrzymują kontakty. Ukierunkowanie na tematykę biznesu, rozwoju osobistego i budowania kariery zawodowej sprawiło, że Golden Line cały czas się trzyma na powierzchni. Również fakt, że LinkedIn dla wielu Polaków jest serwisem widmo ułatwia Golden Line'owi egzystencję.

Blip nie miał tyle szczęścia, gdyż był kopią serwisu społecznościowego, który jest silnym globalnym tworem. Twitter jest szybki. Zabójczo szybki. Weźmy dla przykładu wczorajszą katastrofę lotniczą w San Francisco. To dzięki Twitterowi dowiedziałem się o niej. Włączyłem TV i dodatkowo wszedłem na stronę TVN24. Telewizja jeszcze o tym nie mówiła. Najszybszy serwis informacyjny w Polsce też milczał. A na Twitterze? Relacja na żywo. Wiadomości, zdjęcia, filmy. Masa komentarzy naocznych świadków tragedii oraz osób, które całe i zdrowe wyszyły o własnych siłach z wraku maszyny. Rozbitkowie wyciągnęli smartfony i byli pierwszymi dziennikarzami, którzy zdawali relację z miejsca wypadku.

twitter

Taki jest Twitter. Szalenie szybki i bez żadnych granic. Nawet po kilkunastu minutach od momentu, gdy samolot rozbił się na płycie lotniska, duże media takie jak TVN nie nadążały z relacją. Dziennikarze opowiadali o tym, że jeszcze nic nie wiadomo. Mówili, że właśnie trwa gaszenie samolotu i jego silników, a kłęby dymu utrudniają ocenę sytuacji. A tymczasem na Twitterze latały już zdjęcia ugaszonej maszyny. Zero ognia i brak jakiegokolwiek dymu.

To właśnie jest siła Twittera. Zawsze jest pierwszy. Czy jakakolwiek regionalna kopia takiego medium może równać się z jego siłą, szybkością i zasięgiem? Niestety nie.

Dlatego Blip musiał umrzeć. Funkcjonalnie jest dobrym zastępcą dla Twittera, ale bez czynnika ludzkiego, masy użytkowników na całym świecie pozostawał jedynie nieudolną próbą skopiowania przepisu na sukces.

Nie będę tęsknił za Blipem, gdyż już dawno skasowałem z niego swoje konto, ale zawdzięczam mu bardzo wiele. To dzięki niemu trafiłem z czasem na Twittera. Początkowo nie mogłem się przekonać do ćwierkacza i przez pewien czas korzystałem z obu serwisów jednocześnie. Zaczęły mnie jednak denerwować dublujące się treści i wybrałem Twittera gdyż był szybszy i bogatszy w interesujące mnie wiadomości.

Czy Twitter stanie się popularnym medium społecznościowym w Polsce? Może kiedyś tak, ale nie sądzę, żeby zamknięcie Blipa wpłynęło znacząco na zwiększenie liczby aktywnych użytkowników.

gajewski

Maciej Gajewski: Problem w tym, że w Polsce mikroblogi wciąż coś nie chcą się przyjąć. To nie jest tak, że Twitter wykosił Blipa i podbił nasz kraj przebojem. Nie, nic z tych rzeczy. Mikroblogi to wciąż nisza w naszym kraju. Używa się go w pewnych środowiskach, ale nie ma co tego porównywać z wynikami innych portali społecznościowych.

Blip wycofał się z rynku mikroblogów bo miał niewielką część z niewielkiej części rynku. Faktycznie, nie miał on sensu, mimo iż miał wiele ciekawych funkcji, które w Twitterze pojawiły się znacznie później. Jak jeszcze Chip miał swój profil na Blipie, zdecydowanie wolałem obsługiwać to konto od twitterowego. Bo już wtedy Blip miał automatyczne skracanie linków, czego na Twitterze bardzo brakowało.

Twitter miał i ma jednak coś, czego Blip nie posiada. Profile Ważnych Osób, które niekoniecznie pochodzą z polski. Czy to dziennikarze z The Verge, czy gwiazdy rocka z Kalifornii, czy też politycy z parlamentu europejskiego – niezależnie od zainteresowań danego internauty, owe ciekawe profile obecne są wyłącznie na Twitterze. Na Blipie był Lech Wałęsa i, jeżeli mnie pamięć nie myli, jeden z polskich astronautów. Z czego ów pierwszy głównie zachęcał na swoim mikroblogu do modlitwy…

Mikroblogi to inny rodzaj usług społecznościowych od Facebooka czy nk.pl. Na tych drugich mamy przede wszystkim znajomych. Czasem nie z „reala”, ale są to jednak nasi znajomi. Na Twitterze chętnie obserwujemy osoby, które nawet nie mają pojęcia o naszym istnieniu. Tak jak wyżej wspomniane Istotne Osoby. Dlatego nasza twitterowa nisza ma na Twitterze czego szukać. Na Blipie – niekoniecznie.

No i wreszcie Twitter rozkwitł na dobre wraz z upowszechnieniem się smartfonów. Dziś praktycznie każda platforma jest pięknie zintegrowana z Twitterem. Bo to idealny „mobilny” format. Krótka forma, w sam raz na malutką klawiaturkę i malutki ekranik. To takie społecznościowe SMS-y. A Blip? Jego mobilne aplikacje pomińmy milczeniem.

Blip był dobrze napisaną, ciekawą usługą. Która została uruchomiona w złym czasie. Nie wiem, czy za wcześnie, czy za późno. Ale musiał odejść, bo stracił sens. Nie będę tęsknił. Ale też nie będę na niego marudził, czy z niego szydził. To był dobry projekt. Któremu, tak po prostu, nie wyszło. W przeciwieństwie do innego polskiego mikrobloga, koszmarku (i, o zgrozo, prekursora), znanego pod nazwą Śledzik.

jaroszewski

Damian Jaroszewski: Z Blipa nigdy nie korzystałem. Tak samo z większości polskich serwisów. Wyjątkami są tutaj NK.pl, na której już od bardzo dawna nie mam konta i przywoływane już przez Mateusza GoldenLine, dla którego cały czas jest miejsce na rynku, i które naprawdę nieźle sobie radzi.

Całkowicie zgadzam się z tym, co napisał Mateusz. Polskie serwisy nie przegrywały ani funkcjami, ani layoutem, bo w tych elementach były niejednokrotnie lepsze od swoich globalnych odpowiedników. One po prostu nie były takie... globalne. Kto z nas interesuje się tym, co dzieje się na naszej dzielnicy? Niewiele osób. Chcemy być światowi, na czasie i oczywiście nie ma w tym nic złego.

Jeśli się nie mylę, to Twitter zdobył ogromną popularność właśnie dzięki najszybszej relacji z lądowania w rzece Hudson, czyż nie? Media internetowe są wielokrotnie szybsze od tradycyjnych typu telewizja, ale wciąż nie mogą się mierzyć z osobami, które są na miejscu, które są świadkami wydarzeń. To jest ogromna siła Twittera i innych mediów społecznościowych, ale czasami też ich wada (sprawa zamachu w Bostonie).

Poza tym mam wrażenie, że Polacy lubią to, co amerykańskie. Coraz więcej z nas swobodnie posługuje się językiem angielskim. Mamy znajomych zagranicą. I chociażby dlatego polskie odpowiedniki nie spełniają naszych oczekiwań.

Nie zapominałbym też o ceebrytach. Z całym szacunkiem, ale wolę śledzić oficjalne konto Messiego, C. Ronaldo czy Kimiego Raikonena niż... Grzegorza Rasiaka.

grabiec nowe

Piotr Grabiec: Paweł ma rację: w Polsce Blip nigdy nie żył. Ale Twitter przecież też nie żyje, a przynajmniej nie tak, jak na zachodzie. Po prostu forma mikroblogów, w przeciwieństwie do “fejsbukowania”, się u nas nie przyjęła. Może i na Twitterze w popularnych lokalnych hashtagach znajdziemy One Direction i Justina Biebera, ale ten serwis to i tak narzędzie - właśnie, narzędzie! - wykorzystywane przez blogerów, marketerów i tak dalej. To po prostu miejsce dla geeków, gdzie nawet nie ma zbyt wielu firm, o polskich celebrytach nie wspominając.

Wiadomość o zamknięciu Blipa mnie nie wzruszyła, bo nigdy z niego nie korzystałem, nigdy nie znalazłem tam nic ciekawego dla siebie. Owszem, znalazło się kilka znanych osób polskiej przestrzeni publicznej, ale nie interesowały mnie “takie rozmowy o niczym” - nie rozumiałem tej formy interakcji z innymi, obcymi ludźmi i była mi ona zbędna w codziennym życiu. Nawet z Twittera, który jest obecnie moim ulubionym serwisem social media, korzystam dopiero od dwóch lat (chociaż konto mam znacznie dłużej).

Ale właśnie: jestem blogerem i redaktorem. Twitter pozwala mi nawiązać kontakt z mnóstwem innych geeków o tych samych zainteresowaniach, zresztą niektóre znajomości przeniosłem ze świata online do offline i co jakiś czas uczęszczam na cykliczne warszawskie tweetupy. Ale tak jak świetną i bardzo dobrze zorganizowaną inicjatywą było ogólnopolskie spotkanie użytkowników Twittera, tak #TweetupPL pokazał, że użytkowników wcale nie jest znów tak dużo. Kilkaset osób w skali kraju, gidze "każdy każdego zna"? To nisza, i moim zdaniem pozostanie niszą.

Ludzie po prostu nie zrezygnują z Facebooka na rzecz Twittera. Na fejsie są wszyscy znajomi, ma on znacznie bogatsze możliwości - albumy, wydarzenia, grupy, komunikaty. A mało komu chce się korzystać z dwóch serwisów social media jednocześnie: pisać dwa razy ten sam post, a co gorsza, przeglądać dwie tablice. To zajmuje przecież masę czasu. Mikroblogi to świetny format social media na smartfony, gdzie jego zaletą jest właśnie brak przeładowania dodatkowymi funkcjami. Ale przecież z Facebooka na komórce też już można w miarę wygodnie korzystać.

Ludzie nie chcą dzielić swojego czasu między dwa serwisy: zagraniczny, i jego polski odpowiednik. Czasy, gdy sukces mogło osiągnąć nk.pl, GG, GoldenLine lub Allegro już minęły. Serwisy - nie tylko społecznościowe - są globalne, bardzo często mają polskie wersje językowe. Sieć nie ma granic, więc czemu zamykać się na świat? Blip już się na powyższą listę już nie załapał i nie przebił na stałe do krajobrazu polskiej sieci - tyle, że jego przypadek jest dość specyficzny, bo nawet ten zagraniczny pierwowzór się nie przyjął.

wykop i blip

Zamykany Blip przekierowuje teraz użytkowników na mikroblog Wykopu, który również mnie nie zainteresował. Pewnie właśnie przez ten lokalny charakter - no bo po co korzystać z “podróbki” jak mamy dostęp do oryginału? Z drugiej strony Mateusz wspomina, że na Twitterze rozchodzą się szybko informacje. To prawda, ale mówi on o informacjach globalnych, nie lokalnych. Bo o wypadku w USA lub polowaniu na Bin Ladena poczytamy, ale o sprawach bieżących we własnym kraju już nie bardzo. Na Twitterze bardzo długo nie było polskiej wersji i Twitter nie zainteresował polskich celebrytów.

Tutaj lokalny Blip miał większe możliwości, których mimo dobrego startu po prostu nie wykorzystał. Dlatego jego zamknięcie Blipa nie dziwi. Maciek słusznie wspomniał, że miał on pod koniec tylko ułamek malutkiego rynku w Polsce. Niestety, ale projekty będące wyłącznie kopią zagranicznego pomysłu są z góry skazane na porażkę. Aby social media miały sens, potrzeba olbrzymiej bazy użytkowników. A "statystyczny internauta" nie będzie korzystał ze wszystkich, tylko z kilku ulubionych.

pajak przemyslaw

Przemysław Pająk: Blipa będę pamiętać z rozrzewnieniem. Szczególnie na początku było to świetne miejsce, ze wspaniałą, niezwykle aktywną społecznością i co chyba w kontekście dzisiejszego charakteru serwisów społecznościowych wyjątkowe - bardzo otwartą, z niewielką liczbą hejterów. Można również powiedzieć, że Blip wyprzedzał swój czas - nie dość, że był jednym z najbardziej innowacyjnych mediów w Polsce, to na dodatek walił na głowę swojego światowego odpowiednika Twittera pod kątem rozwiązań technicznych mikroblogingu.

Niestety ta innowacyjność była przy okazji największym przekleństwem Blipa, które doprowadziło do powolnego upadku serwisu i w końcu jego zamknięciu. Gdy bowiem Blip na początku wystrzelił, to rozumiała go jedynie garstka zaawansowanych użytkowników internetu. Innym trzeba było zasady działania Blipa tłumaczyć, a to już samo w sobie skazywało go na porażkę. Pamiętam, że gdy proponowałem do Newsweeka tekst nt. rosnącej popularności Blipa w Polsce (tekst ukazał się pod tytułem: Blipnąć, czyli tweetnąć), to redaktorowi prowadzącemu musiałem długo tłumaczyć podstawowe zasady działania i funkcjonowania serwisu… Nie mógł uwierzyć, że takie hermetyczne i niezrozumiałe na pierwszy rzut oka medium może okazać się wielkim sukcesem internetu.

I… w swojej ignorancji miał rację. Blip po prostu wystrzelił za wcześnie, gdy przeciętny polski użytkownik internetu jeszcze nie miał w sobie potrzeby mikroblogingu. Dzisiaj chyba nikomu nie musimy tłumaczyć zasad działania Twittera, czy strumienia statusów Facebooka. Nawet kompletnie nowi jego użytkownicy, na bazie medialnej popularności tego serwisu, doskonale wiedzą o co w nim chodzi. Wtedy było inaczej.

Blipa zapamiętam także jako wylęgarnię gwiazd i gwiazdeczek polskiego oddolnego światka mediów społecznościowych. Większość dzisiejszych topowych blogerów zaczynało właśnie tam - tam uczyli się jak prowadzić dyskurs medialny z fanami, tam zawiązywali pierwsze koalicje, prowadzili pierwsze wojenki. Większość blipowiczów z Top 100 to znane postaci polskiego internetu.

Dzięki temu Blip zachowa swoje miejsce w historii polskiego internetu. Nie przepadnie bez pamięci, jak wszystkie mniej lub bardziej oczywiste jego klony, na czele z Flakerem, Śledzikiem, czy Spinaczem.

Zdjęcie LONDON - JULY 31: Social networking and microblogging site pochodzi z serwisu Shutterstock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst