Tech

Tomek Wawrzyczek: Z pamiętnika Młodego Technika, styczeń 1988

Kilka razy w roku w Lipsku w byłej Niemieckiej Republice Demokratycznej odbywały się targi przemysłowo-techniczne. Prezentowano na nich osiągnięcia głównie krajów tak zwanej demokracji ludowej, czyli “demoludów”. Myśl techniczna państw leżących na wschód od żelaznej kurtyny nie wynikała z innowacyjności, nie rodziła się w ośrodkach badawczych - opierała się często na klasycznym szpiegostwie przemysłowym, czyli na podkradaniu pomysłów rodzących się mądrych głowach inżynierów i wynalazców z państw “zgniłego Zachodu”, jak wtedy nazywano kraje o normalnym ustroju społeczno-politycznym. Lub na licencjach kupowanych na tym samym “zgniłym Zachodzie” i to tylko wtedy, kiedy chciano w legalnie zarobić nieco twardej waluty dla budżetu państwa na produkcji i eksporcie. Jeśli produkcja miała trafiać na rynek wewnętrzny, taniej było podpatrzeć gotowe rozwiązanie, zdobyć plany konstrukcyjne i produkować jako własne.

Brak własnej innowacyjności w “demoludach” wynikał z wielu powodów. Choćby z centralnie sterowanej gospodarki, która nie potrzebowała innowacyjności do tego, żeby się kręcić dla samego kręcenia. Albo ze złego systemu szkolnictwa, które nie stawiało na promowanie zdolności i pomysłowości. Albo z tego, że każdego wybijającego się zdolnością i pomysłowością tłumił rozrośnięty aparat partyjny, administracyjny, uczelniany, zakładowy, o małych ambicjach i wielkich obawach o własne posady, co skutkowało tym, że zdolny dawał dyla do znienawidzonego kapitalizmu i tyle go socjalistyczne oczy widziały. Wszystko było postawione do góry nogami - sprawnie działało tylko szpiegostwo przemysłowe, czyli zwykła kradzież tego, co wymyślili inni. Od rakiet wynoszących satelity w kosmos, przez samoloty, samochody osobowe, sprzęt medyczny, aparaty fotograficzne po zwykłe obuwie sportowe. Ta łatwość i powszechność podkradania nowoczesnych technologii sprawiła, że nie widziano potrzeby w inwestowanie we własną innowacyjność - taniej było ukraść cudze pomysły i rozwiązania.

Młody Technik

Niemiecka Republika Demokratyczna wyspecjalizowała się w podkradaniu pomysłów z branży elektronicznej i informatycznej. Związek Radziecki kradł, co popadło, głównie technologie przemysłu ciężkiego, wydobywczego, naftowego i zbrojeniowego. Bułgarzy nie kradli niczego - wymyślili wirusy komputerowe i siali nimi po całym świecie w czasach, kiedy oprogramowanie rozprzestrzeniało się na dyskietkach wielkości patelni do smażenia naleśników. Tak! To Bułgarzy byli prekursorami cyberterroryzmu. Nie udało się im sterroryzować świata za sprawą braku Internetu. Wirusy na dyskietkach rozpowszechniały się jednakoż wolniej o tych krążących w sieci.

Rumuni kradli równo i wszędzie a ich popisowym numerem było podobno buchnięcie koncernowi Renault kompletnej dokumentacji technicznej ich nowego wtedy modelu samochodu. Tak powstała Dacia. Oficjalnie później zakupiono licencję na jej produkcję. Czesi wyłamywali się z tego trendu - mieli własną myśl techniczną sięgającą jeszcze najlepszego dla tej myśli okresu przedwojennego. Produkowali dobre samochody, świetną broń, doskonałe środki łączności. Jugosłowianie kradli własność intelektualną i byli najlepszym na socjalistycznym rynku dostawcą płyt i kaset z muzyką, która na “zgniłym Zachodzie” okupowała w tamtych czasach pierwszą dziesiątkę Billboardu. W czym wyspecjalizowali się Polacy? Nie wiem. Może w niczym. Może nasze dokonania są owiane wielką tajemnicą, może po prostu ich nie było.

Można odnieść wrażenie, że Targi w Lipsku w tamtych czasach były nie tyle prezentacją osiągnięć socjalistycznej myśli technicznej, co wystawą trofeów wywiadu przemysłowego - pokazem tego, co udało się ukraść innym.

“Młody Technik” ze stycznia 1988 przedstawił na swych łamach obszerny artykuł, który prezentował, jak głosił tytuł, “Nowe i najnowsze z NRD”. Przedstawiciel redakcji magazynu odwiedził jesienią 1987 roku targi lipskie i opisał, co widział, a co wyprodukowano we Wschodnich Niemczech. Nowoczesne wirówki laboratoryjne, ultraprecyzyjne obrotowe lepkościomierze, pompy infuzyjne, elektrokardiografy, urządzenia pomiarowe - wszystko to skomputeryzowane, zautomatyzowane, wypełnione po czubek obudowy mikroprocesorami, co bardzo chętnie i często podkreśla autor artykułu. Na targach zaprezentowano też całą tą elektronikę w postaci luźnych części: 8-bitowych procesorów, kontrolerów graficznych ekranu, pamięci dynamicznych i tym podobnych. Wszystko oczywiście “made in DDR”, a dokładnie produkcji zakładów “Karl Marx” w Erfurcie.

Wszystkich i wszystko przebił kombinat ROBOTRON, który w Lipsku jesienią 1987 roku zaprezentował swoje najnowsze dziecko - 16-bitowy komputer z 640 KB pamięci RAM, 2 stacjami dyskietek 5,25 calowych o pojemności 720 KB, 10 MB twardym dyskiem i drukarką igłową. Kombinat zaznaczył z góry, że to jeszcze nie szczyt kreatywności ich inżynierów - na wiosnę 1988 ROBOTRON zapowiedział wypuszczenie swojego pierwszego komputera 32-bitowego! Czytając to z perspektywy czasu można przypuszczać, że gdyby nie upadek Muru Berlińskiego, enerdowscy innowatorzy wynaleźliby laptopa, smartfona (najpierw wynaleźliby zwykły telefon komórkowy), tablety, touch pady, telewizory ledowe i co się tam jeszcze da, posyłając tym samym w niebyt całą Dolinę Krzemową i okolice.

Młody Technik

W dziale “Nowe i najnowsze” w styczniowym “Młodym Techniku” z 1988 roku przeczytać o... kombinacie ROBOTRON, który oferuje (w 1988 roku) swoim klientom “komputerową składankę” do samodzielnego montażu, czyli zestaw do własnoręcznego zbudowania sobie komputera osobistego. Bajer, nieprawdaż? Nikt nie wiedział, gdzie taki zestaw można kupić, nikt go na oczy nie widział, ale ważne, że Niemiecka Republika Demokratyczna go stworzyła i pochwaliła się nim innych krajom obozu demokracji ludowej. Był to wyraźny sygnał, że wschodnioniemiecka myśl techniczna popycha jedynie słuszny ustrój komunistyczny ku świetlanej przyszłości, ku erze powszechnej cyfryzacji i szczęścia wszelakiego. Rok później okazało się, że wysiłki enerdowskich inżynierów na nic się zdały, bo komunizm wziął i wyzionął ducha raz na zawsze.

W tym samym dziale redakcja opisuje świeżo skonstruowany elektroniczny system wspomagania parkowania. Bez obaw - skonstruowali go nie inżynierowie z ROBOTRON-u, a mądre głowy z Opla. Zasada jego działania, czytając materiał z 1988 roku, nie zmieniła sie do dziś - wyświetlacz w samochodzie pokazuje odległość od przeszkody obliczaną na podstawie sygnałów docierających do urządzenia z sensorów umieszczonych w zderzaku.

W numerze “Młodego Technika” ze stycznia 1998 znalazł się świetny artykuł omawiający kilka wybranych aspektów jazdy na rowerze w ujęciu prostej fizyki newtonowskiej. Czy ktoś próbował odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego chcąc uniknąć upadku należy w chwili, kiedy rowerzysta czuje, że rower zaczyna się niebezpiecznie przechylać, wykonać skręt w tym samym kierunku, w którym przechylił się rower? To metoda, która ma swoje uzasadnienie fizyczne, a za jej skuteczność odpowiada siła odśrodkowa, która pojawia się w chwili skręcania i poruszania się po torze krzywoliniowym, a która ułatwia powrót rowerzysty do pozycji pionowej. Ciekawostką jest to, że rowerzyści wykonują ten manewr odruchowo, żeby uchronić się przed wywrotką, a nie z powodu znajomości podstaw teoretycznych tego manewru. Wszak, jak pisze autor artykułu z “Młodego Technika”, małe dziecko nie ma pojęcia o istnieniu siły odśrodkowej, a skręca rowerem w chwili, kiedy czuje, że traci równowagę.

Jak widać, poza omawianiem aktualnych w tamtych czasach nowinek technicznych, “Młody Technik” pisał również na tematy uniwersalne. Wzbudzał tym samym nie tylko zainteresowanie produktami nowoczesnych technologii, ale i ciekawość fizyki, chemii, matematyki czy astronomii. Tłumaczył prostym, klarownym językiem, jakie podstawy teoretyczne kryją się za zjawiskami zachodzącymi codziennie w otoczeniu młodego człowieka. Wciągał w świat nauki. Pobudzał do innowacyjności, w przeciwieństwie do wszystkich tych, którzy z racji swoich obowiązków winni dbać o innowacyjność kraju, a nie o podkradanie pomysłów innym.

Na koniec podzielę się dwoma “perełkami”, które wytropiłem w “Młodym Techniku” ze stycznia 1988.

“Sędziwy Technik” w styczniowym numerze roku donosił, że “Kurjer Warszawski” z 12 stycznia 1888 roku donosił o niezwykle praktycznej innowacji zaproponowanej przez jednego z czytelników gazety. Otóż, ponieważ listonosze dostarczając listy adresatom mieszkającym na wyższych piętrach, tracą sporo czasu na bieganie po schodach, czytelnik “Kurjera Warszawskiego” proponuje zainstalowanie na parterze kamienic specjalnych skrzynek, w których listonosze zostawialiby mieszkańcom korespondencję, a ci odbieraliby ją sobie sami, dysponując własnym kluczem do skrzynki.

W dziale “Pomysły genialne, zwariowane i takie sobie” Kol. Mariusz z Krakowa (lat wtedy 16) zaproponował, żeby w aptekach umieścić komputery, które podpowiadałyby stan magazynowy leków, dopuszczalne dawki, czy lek wymaga recepty i, jeśli nie ma go w aptece, jaki jest jego odpowiednik lub w której aptece można lek dostać.

Proszę. Mamy rok 2013. W każdym domu są skrzynki pocztowe. Ba! Są obowiązkowe! I na dodatek muszą spełniać normy unijne! No i w każdej aptece stoi nie jeden, a kilka komputerów, które robią dokładnie to, co w 1988 roku proponował młody czytelnik “Młodego Technika”. Kropka.

Korzystając z okazji chciałem życzyć Wam wszystkim samych wspaniałości w roku 2013 - energii, ciekawości świata, pomysłowości, nieugiętości w dążeniu do realizacji planów, marzeń i pasji... Lista jest długa. Wszystkiego naj-naj!

Tomasz Wawrzyczek - rocznik 1969, z wykształcenia informatyk, z zawodu projektant GUI, z zamiłowania fotograf, dumny ojciec, szczęśliwy mąż, miłośnik bardzo, bardzo starych aparatów fotograficznych.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst