Tech

Newsweek: Efekt Wykopu

W ostatni poniedziałek tygodnik „Newsweek Polska” (wyd. 43/11) opublikował mój tekst pod tytułem „Efekt Wykopu”. Oto jego treść: Szefowie serwisu Wykop.pl udowodnili, że na portalu społecznościowym można nieźle zarobić. Ale to trudna sztuka.

Wykop.pl to społecznościowy serwis internetowy, w którym użytkownicy polecają sobie linki do ciekawych treści w sieci. Właśnie zadebiutował w wersji 3.0. Ma bardziej nowoczesny wygląd i szybciej się ładuje. Zapewne przypadnie do gustu ponad 3-milionowej społeczności, która co miesiąc odwiedza serwis, czyniąc go największym tego typu w Europie. W ciągu sześciu lat Wykop stał się opiniotwórczym miejscem polskiego internetu. Większość polskich grup medialnych próbowała powtórzyć jego sukces, wprowadzając konkurencyjne serwisy, ale do tej pory nikomu się nie udało.

Polski internet jest specyficzny – często nie przyjmują się u nas nowinki, które święcą triumfy na Zachodzie, a sukces Facebooka w Polsce jest odosobnionym przypadkiem. Na przykład Twitter – serwis mikroblogowy – wyznacza nowe standardy medialne na Zachodzie, a w statystykach polskiego internetu wypada słabo. Polski klon Twittera – Blip – po początkowym sukcesie dryfuje w kierunku marginalizacji. Podobnie jest z serwisami geolokalizacyjnymi. Na przykład Foursquare zdobywa dziesiątki milionów użytkowników w anglojęzycznym internecie, ale w Polsce mało kto o nim słyszał. Nie sprzedają się u nas również mobilne aplikacje na telefony komórkowe, choć na świecie to rynek warty miliardy dolarów. Skąd ta niechęć Polaków do internetowych nowinek? Eksperci są zgodni, że wynika to ze słabej znajomości najnowszych technologii.

Dorodny klon

Wykop jest jednym z nielicznych przypadków sukcesu klonu zachodniego serwisu. Powstał w grudniu 2005 r. jako polska wersja amerykańskiego serwisu Digg, który pierwszy dostrzegł potencjał rekomendacji internautów. Na polskie realia pomysł przełożył uczeń średniej szkoły Piotr Chmolowski wraz z grupą programistów skupionych na stronie yume.pl. Już w pół roku po odpaleniu Chmolowski sprzedał serwis, a dziś jego głównym właścicielem jest holenderski fundusz private equity Garvest.

Idea funkcjonowania Wykopu jest prosta – użytkownicy serwisu umieszczają w nim linki do interesujących treści znalezionych w internecie oraz dyskutują na ich temat w komentarzach. Na Wykopie pojawia się tytuł, zajawka tekstu oraz link do strony WWW, na której informacja lub tekst się pojawiły. Inni użytkownicy oceniają link. Jeśli informacja przypadnie im do gustu, klikają, dając kolejne wykopy ( jeśli link jest słaby, głosują negatywnie, dając zakopy). Linki o największej liczbie wykopów trafiają na stronę główną serwisu. W ten sposób Wykop co dzień wyłapuje najciekawsze, budzące największe emocje i często najbardziej sensacyjne informacje.

Wydawałoby się nic prostszego jak podrobić. Tak jednak nie jest. Próbowali najwięksi, na czele z Onetem, który stworzył konkurencyjny serwis Wyczaj.to, czy Agora, która chciała powalczyć z Wykopem serwisem Gwar. Oba projekty okazały się spektakularnymi porażkami i próżno ich dziś szukać w sieci. – Wykop korzysta z efektu bycia pierwszym na rynku, ale jednocześnie jest to sprawnie prowadzony projekt – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” szef Grupy O2, Michał Brański, który próbuje odebrać Wykopowi palmę pierwszeństwa, rozwijając od ponad roku serwis Kciuk.pl. Na razie bez efektu, także dlatego, że wokół Wykopu powstała prężna i zaangażowana w życie serwisu społeczność, której brakuje u konkurentów.

Dokopali się zysków

Częstym błędem popełnianym przez właścicieli modnych serwisów społecznościowych jest próba jak najszybszego pompowania statystyk, by móc nimi czarować reklamodawców. Tymczasem, jak mówi „Newsweekowi” dyrektor operacyjny Wykopu Michał Białek, „lepiej rosnąć przez kilka lat po 50 proc. rocznie, wspinając się po drabince popularności”. W internecie to ważne. Często sztuczne nabijanie statystyk – liczby odsłon czy użytkowników przez „pożyczanie” ich od innych części portalu czy grupy internetowej – prowadzi do bańki, która w momencie wyłączenia sztucznego wspomagania pęka i ruch w serwisie zamiera. Wykopowi udało się osiągnąć świetne statystyki bez takich manipulacji.

Dlatego Wykop nie ma problemów z ko- mercjalizacją sukcesu. – Od kilku lat serwis jest rentowny, a w 2010 r. przychody przekroczyły 2 mln zł – mówi Białek. Według Raport Social Media 2010, w 2009 r. Wykop zarobił na czysto 328 tys. zł. Spekuluje się, że w 2010 r. zysk wzrósł do ok. 500 tys. zł. Dla porównania – producent największego w Polsce komunikatora internetowego Gadu-Gadu zanotował w 2009 r. stratę w wysokości 6 milionów zł.

Wykop zarabia głównie na niestandardowej reklamie ściśle związanej ze specyfiką serwisu. Oferuje reklamodawcom możliwość zaistnienia między innymi na stronie głównej Wykopu z linkami do ich stron WWW w formie Wykopu Sponsorowanego lub formuły Wykop Poleca, które wyglądają niemal identycznie jak linki dodane przez użytkowników. Dzięki nim można zyskać nawet do kilkuset tysięcy przekierowań miesięcznie na stronę reklamodawcy. Czasami ruch jest tak duży, że pod natłokiem przekierowań z Wykopu padają korporacyjne serwery, co nazywane jest w branży „efektem Wykopu”.

Jednak tak jak serwis nie manipuluje statystykami, tak w przypadku reklam od manipulacji nie stroni, co może okazać się jego słabością. Jeszcze do niedawna Wykop odróżniał Wykopy Sponsorowane od wykopów dodanych przez użytkowników innym kolorem. Ostatnio przestał to robić, dzięki czemu dla mniej wprawnego oka komercyjne wykopy nie różnią się od zwykłych. To irytuje użytkowników, a przecież realnie to oni sprawują władzę, generując ruch i dodając treści. – Wdrażanie zmian odstręczających internautów może doprowadzić do krachu – ostrzega szef serwisów technologicznych w Agorze, Radek Zaleski, przypominając, że tak właśnie stało się z serwisem Digg. Jego twórcy w pewnym momencie zaczęli wprowadzać zmiany bez uzgodnienia z użytkownikami, więc ci ostatni zaczęli gremialnie odchodzić.

Michał Białek z Wykopu wydaje się tym nie przejmować. – Chcemy być głosem internautów. Gdy masz 5 minut i chcesz zobaczyć, co się dzieje na świecie, to wchodzisz na Wykop – mówi. Pytanie, czy serwisowi uda się pozostać głosem internautów, gdy najbardziej eksponowane miejsca cichcem przejmą reklamodawcy.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst