Pokazał, do czego prowadzi brak kaucji. Piękna dolinka zamieniła się w wysypisko
Sielskie widoki, mnóstwo zieleni, przyroda, spokój i… mnóstwo śladów obecności człowieka. Rozwiązanie niby jest proste, choć szkoda, że nie zadziałał najprostszy sposób.

"Popularną dolinkę na Skałkach Twardowskiego pokrywa olbrzymia ilość szkła z rozbitych butelek po mocniejszych trunkach" - napisał w facebookowej relacji Krzysztof Kwarciak, przewodniczący Stowarzyszenia Ulepszamy Kraków.
Jak można zobaczyć w jego fotoreportażu, duże kawałki potłuczonego szkła porozrzucane są na ścieżce i głazach. "Rozbite na drobne części szkło stwarza spore zagrożenie dla bawiących się dzieci i zwierzaków" - zauważa autor wpisu.
Bardzo urokliwy zakątek znajduje się w dolinie położonej za dawnym wojskowym kasynem przy ul. Praskiej. Duża ilość zieleni, piękny widok na zakole Wisły i unikalne skałki tworzą niepowtarzalny krajobraz. Niestety nie wszyscy przychodzą do tej oazy zieleni, żeby podziwiać tylko piękne widoki. Teren znajduje się trochę na uboczu, co zachęca amatorów mocniejszych trunków. Miejsce budzi bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony piękna przyroda, a z drugiej obraz nędzy i rozpaczy. Jest to bardzo smutny widok - podsumował.
To dobitny przykład pokazujący, dlaczego nie możemy mieć ładnych rzeczy
Przewodniczący stowarzyszenia dodaje, że wielokrotnie uczestniczył w akcjach sprzątania Krakowa i najczęściej to właśnie butelki po mocniejszych trunkach stanowiły największą zawartość worków. Wystarczy zresztą przejść się na spacer, aby zauważyć, że w naszej okolicy będzie podobnie. Szczególnie puste opakowania po tzw. małpkach porastają trawniki, zdobią schodki, wylegują się na parapetach.
Jeszcze do niedawna towarzyszyły im często puszki po piwie czy plastikowe butelki po napojach. Z moich obserwacji wynika, że teraz małpki są bardziej samotne. I to raczej nie przypadek. Puszka i butelka PET przestała być tylko odpadem, a za sprawą kaucji ma wartość. Nie brakuje osób chcących schylić się po darmowe pieniądze leżące na ulicy. Albo na parapecie.
Zauważają to także organizatorzy akcji sprzątania rzek. Śmieci w wodach nadal jest bardzo dużo, ale jeśli już trafia się butelka lub puszka, to przeważnie bez znaku kaucji.
- Po pierwszych akcjach sprzątania Odry i jej dopływów w ramach tegorocznej edycji widzimy, że znacznie zmniejszyła się liczba plastikowych butelek i aluminiowych puszek – mówił Dominik Dobrowolski, ekolog i współorganizator Akcji Czysta Odra.
Z niedawnego badania Ariadna na zlecenie o2.pl wynikało, że już 63 proc. ankietowanych jest za tym, aby włączyć małpki do systemu kaucyjnego.
Rozszerzenie systemu kaucyjnego o jednorazowe szkło miałoby przyczynić się do tego, że butelki nareszcie zniknęłyby z naszego krajobrazu. W końcu zaczęłyby mieć wartość i nikt nie pozwoliłby na to, aby pieniądze marnowały się na trawnikach, przy ławkach w parku i wielu innych miejscach.
To logiczne, ale jednocześnie… smutne. Bardzo smutne
Naprawdę tak trudno zrozumieć, że zabiera się ze sobą to, co się przyniosło? Liczne dowody wskazują na to, że niestety tak jest. Kiedy zawartość trafia do gardła, szybko chce się o całym procederze zapomnieć i odrzuca się od siebie dowód. Cierpi na tym przy okazji środowisko.
To przerażające, ile małpek sprzedaje się dziennie. Szacunki mówią nawet o 3 mln w ciągu jednego dnia. Jednorazowego szkła nie włączono do systemu kaucyjnego od razu, bo chciano, aby do systemu dołączyły też małe sklepy.
I to się w sumie udało. Jak zaznaczało Ministerstwo Klimatu i Środowiska, choć ustawowy obowiązek zbiórki opakowań spoczywa na dużych sklepach o powierzchni powyżej 200 metrów kwadratowych, to już 32 tys. mniejszych punktów zdecydowało się dołączyć do systemu dobrowolnie. To w sumie aż 56 proc. wszystkich punktów zwrotu.
Małe sklepy miały nie chcieć małpek, bo nagle okazałoby się, że mnóstwo butelek zwracano by u nich. Gdzie to trzymać? Irytował mnie ten argument, bo sprzedawać olbrzymie ilości można, ale już ponosić konsekwencje - nie bardzo.
Zwracanie szklanych opakowań ze względu na duże liczby rzeczywiście może być problematyczne - 3 mln sztuk dziennie, jak mówiły szacunki! - ale… może właśnie o to chodzi. Będzie to sygnał, że warto ograniczyć produkcję w tak małych opakowaniach, skoro trzeba będzie martwić się odbiorem.
Pewnie pojawią się próby szukania alternatywnych sposobów na sprzedaż. A może okaże się, że małpki nie są już tak opłacalne, jak dotychczas. Przemawia przeze mnie naiwność, ale chciałbym wierzyć, że będzie to impuls do zmian.
To krok pośredni. Jeszcze bardziej przemawia do mnie propozycja łódzkiego radnego Tomasza Kacprzaka, według którego mocny alkohol nie powinien być sprzedawany w butelkach o tak małej pojemności.
- Gdy się wrzuca małpkę do kosza to powstaje straszny hałas, a jak się ją wyrzuci w krzaki to nie słychać. Ludzie wstydzą się, że spożywają małpki na ulicy, nie chcą też pokazywać, że piją przed pracą lub w pracy. Dlatego wolą wyrzucać je niepostrzeżenie - mówił w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim".
Włączenie małpek do systemu kaucyjnego raczej nie rozwiąże problemów związanych z nałogiem ani tym bardziej ze wstydem - po prostu znajdą się inni, którzy będą mieć w nosie, co ludzie powiedzą, i przechwycą opakowania z trawników i chodników. Środowisko na tym zyska, ale nadal pozostaje do rozwiązania kwestia dotycząca dostępności mocnego alkoholu. Nie da się ukryć, że mała pojemność sprzyja szybkiej i niewidocznej konsumpcji.
Według wcześniejszych wypowiedzi przedstawicieli resortu klimatu temat małpek zostanie wyjaśniony w czerwcu. Pojawiły się też sugestie, że sprawa jest w zasadzie przesądzona. "We wrześniu do porządku prac rządu ma trafić ustawa włączająca 'małpki' do systemu kaucyjnego" – napisała niedawno na Twitterze Katarzyna Pełczyńska, ministra funduszy, po spotkaniu z Pauliną Hennig-Kloską, ministrą klimatu i środowiska.
Zdjęcie główne wygenerowane przez AI.



















