Nie laser, nie rakieta. Ten system łapie drony w sieć
Ukraiński Scan Horizon ma nie palić dronów laserem ani nie strącać ich rakietą, lecz zatrzymywać je siecią wystrzeliwaną z autonomicznej wieży.

Drony FPV stały się jednym z najbardziej uciążliwych narzędzi wojny. Operator widzi obraz tak, jakby siedział na pokładzie maszyny, dzięki czemu może precyzyjnie naprowadzić ją na pojazd, stanowisko, okop albo pojedynczy element wyposażenia. Takie drony są małe, tanie i trudne do zwalczania klasycznymi środkami. Nie zawsze opłaca się odpalać w ich stronę rakietę, a broń lufowa wymaga bardzo szybkiej reakcji i dużej precyzji. Scan Horizon zamiast niszczyć drona efektownym uderzeniem, ma go fizycznie unieruchomić na ostatnich metrach lotu.
System działa na dystansie do 6 m, czyli bardzo blisko chronionego obiektu. To nie jest broń do przechwytywania celów na dużej odległości, lecz ostatnia warstwa obrony. Jej zadaniem jest złapać nadlatujący bezzałogowiec, zanim ten zdąży uderzyć.
Najpierw słyszy, potem widzi i mierzy dystans
Prawdziwa innowacja w systemie Scan Horizon kryje się tak naprawdę w jego wielowarstwowym podejściu do detekcji. Twórcy zrezygnowali z polegania na pojedynczym czujniku na rzecz zaawansowanej matrycy mikrofonów, nad którą czuwają algorytmy sztucznej inteligencji. Taki układ pozwala na skuteczne wychwytywanie potencjalnych zagrożeń w promieniu do 20 m. Cały proces odbywa się całkowicie pasywnie – urządzenie nie emituje absolutnie żadnych sygnałów, dzięki czemu pozostaje niewidzialne dla systemów rozpoznania przeciwnika i nie zdradza swojej lokalizacji.
Po wykryciu podejrzanego obiektu do pracy włącza się układ optyczny. Kamera ma potwierdzić, czy system rzeczywiście obserwuje drona, a nie przypadkowy ruch lub inny obiekt w otoczeniu. Następnie radar pomaga określić położenie celu, jego prędkość i dystans. Według założeń modele AI mają śledzić cele z odległości do 25 m, a radar zapewniać lokalizację w promieniu 18 m.
Dzięki temu wieża nie działa na ślepo. Najpierw zbiera dane z kilku źródeł, porównuje je, a dopiero potem przechodzi do przechwycenia. Przy tak małych odległościach nie ma miejsca na długie zastanawianie się. Decyzja musi zostać podjęta błyskawicznie.
Operator uruchamia system, reszta dzieje się automatycznie
Scan Horizon nie jest całkowicie samodzielną bronią działającą bez człowieka od początku do końca. System ma zostać aktywowany przez operatora. Dopiero po takim uruchomieniu przejmuje cały proces: wykrycie, śledzenie, ocenę odległości i samo użycie wyrzutni sieci.
Człowiek decyduje więc o włączeniu systemu, ale nie musi ręcznie prowadzić celu i naciskać spustu w idealnym momencie. Przy dronach FPV taka automatyzacja może mieć ogromne znaczenie, bo atak trwa krótko, a margines błędu jest naprawdę minimalny. Spóźniona reakcja o ułamek sekundy może oznaczać trafienie w pojazd albo stanowisko.
Mechanizm wystrzeliwania sieci opracowała kijowska firma Ptashka Drones. Podczas pokazu system wykonał pierwszy w pełni autonomiczny strzał, a następnie zaliczył udane przechwycenie celu typu FPV.
To ostatnia linia obrony, a nie cudowna tarcza
Scan Horizon nie jest oczywiście magicznym panaceum, które wyśle na emeryturę radary, lufowe zestawy przeciwlotnicze czy skomplikowane systemy walki elektronicznej. To ostateczna zapora, aktywowana w momencie, gdy wrogi dron przedrze się przez główne warstwy obrony i znajduje się w bezpośredniej bliskości celu.
Przeczytaj także:
W takich ułamkach sekund do gry wkracza brutalnie prosta, ale skuteczna mechanika. Zamiast drogich rakiet, system po prostu wystrzeliwuje fizyczną sieć, błyskawicznie neutralizując intruza bez wywoływania dodatkowych eksplozji. Pozwala oszczędzać drogocenną amunicję przeciwlotniczą na poważniejsze cele. Dron zostaje zneutralizowany czysto mechanicznie.



















