Zrobiłem własny system nawadniania ogrodu. Nie popełnij moich błędów
Po roku męczenia się z wężami rozrzuconymi po ogrodzie uznałem, że czas przejść na eleganckie, automatyczne podlewanie z rurami zakopanymi pod ziemią. A jako że miałem chwilę czasu - postanowiłem zrobić to sam.

A jako że postanowiłem to zrobić sam, niewiele przy tym myśląc, popełniłem masę błędów, których bardzo łatwo było uniknąć.
Co poszło nie tak i czego bym nie zrobił drugi raz?
Zrób plan. Serio.
Niby oczywiste, ale jeśli ktoś jest - delikatnie mówiąc - tak porywczy w swojej działalności jak ja, to łatwo może o tym zapomnieć.
W moim przypadku brak planu doprowadził do tego, że:
- kilka zraszaczy jest aktualnie w lokalizacjach, które nie mają najmniejszego sensu, ale szkoda teraz je odkopywać, więc zostają;
- skrzynka zaworowa została wykopana i wymieniona na zupełnie inną (o tym później), co zdublowało ilość roboty i ogólnego rozgardiaszu w ogrodzie;
- część miejsc w ogrodzie dostaje więcej wody niż inne, a jednocześnie cały czas pozostają względnie suche miejsca (projekt na przyszły rok);
- niektóre elementy systemu zostały zakopane, wykopane, zakopane znowu, potem wykopane, przesunięte i zakopane jeszcze raz - o tym też za chwilę;
- mógłbym podać jeszcze kilka kompromitujących przykładów, ale raczej wiadomo już, o co chodzi.
Nie musi to być przy tym jakiś profesjonalny, zlecony plan - choć pewnie można i tak. Ale pewnie wystarczyłoby, żebym na godzinę czy dwie przysiadł do projektu nawet z kartką papieru i ołówkiem, żeby oszczędzić sobie połowę roboty.
Kup więcej rury, niż planujesz
Najlepiej dużo, dużo więcej. Początkowo - choć brak planu mógł mieć w tym swój udział - na pierwszy etap mojego domowego projektu kupiłem skromne 25 m przewodu. Dzień po otrzymaniu paczki zamówiłem kolejne 25 m.
Prawdopodobnie, gdybym chciał - nawet bez planu - zrobić wszystko tak, jak powinno być, to absolutnie nie zaszkodziłoby mi jeszcze kolejnych 25 m, tym bardziej, że końcówka była już ekstremalnym sztukowaniem resztówek, żeby cokolwiek dało się połączyć i zamknąć ten projekt.
Wybierz skrzynkę docelową i... z potencjałem
Przyznaję się, że mój pomysł na całość był dość zagmatwany, bo - w celu utrzymania kosztów pod kontrolą - postanowiłem zakombinować i całą instalację zrobić na rurach 25 mm, a jednocześnie do skrzynki zaworowej włożyć prosty chiński programator, który wcześniej miałem podpięty do kranu.
Z dobrych informacji - okazuje się, że taki programator (HCT-378, gdyby ktoś pytał) jest w stanie wytrzymać przez dłuższy czas pełne zanurzenie pod wodą. Nie pytajcie, skąd wiem, ale nie ma się co czepiać, nie każdy zawsze wszystko zamontuje szczelnie od początku.
Z gorszych - okazało się, że takie kombinowanie to właściwie same problemy, te programatory nie są przystosowane do takiej pracy (nawet w kwestii rozstawu przyłączy), a cudowanie skrzynki zaworowej w wersji "rok wytrzyma i wymienię" jest kompletnie pozbawione sensu.
Ostatecznie więc wersja tania wyleciała i zastąpiła ją wersja... z drugiej strony skali. Czyli skrzynka Gardena w wersji z trzema zaworami - i to tymi sterowanymi przez Bluetooth. Tak, dało się taniej, może dało się lepiej i z opcją rozbudowy (tutaj poza 3 zaworami zostaje opcja dołożenia po prostu równolegle kolejne skrzynki - nic innego), ale jak człowiek zbliża się do czterdziestki, to czasem i skrzynka zaworowa na Bluetooth jawi się jako ciekawy prezent na urodziny.

Co do tego, jak spisuje się sama skrzynka - póki co robi dokładnie to, co trzeba, nie cieknie, daje się też sterować zdalnie, o ile "zdalnie" oznacza jakieś maksymalnie 5-6 m od skrzynki i to z ograniczoną liczbą cienkich ścian pomiędzy.
Z dodatkowych plusów - resztę systemu też budowałem "na" Gardenie i jestem z całości - póki co - zadowolony. Szczególnie system łączenia przewodów i poszczególnych elementów wygrał u mnie z tańszymi rozwiązaniami, głównie dlatego, że pozwala na całkiem sporo niedokładności przy składaniu, a i tak zostaje szczelny, jeśli przestrzegamy podstawowych wytycznych.
Z minusów - z tego co udało mi się sprawdzić, to zawory 9V z Bluetooth na zawsze pozostaną dostępne tylko przez Bluetooth - nie ma opcji podpięcia ich z czasem pod jakąś bramkę, która da im dostęp "dalej". Z drugiej strony - docelowo całość zostanie pewnie i tak wpięta w Home Assistanta, więc jednak faktyczne zdalne sterowanie też będzie.
W skrócie: nie oszczędzajcie na skrzynce, kupcie od razu taką - i z takim sterownikiem - jaki chcielibyście mieć docelowo.
Szykuj się na walkę z wężem
Jeśli idziecie w 1" przewodu podziemnego, to najlepiej rozpakujcie tę rurę i zostawcie na słońcu. Jej układanie w stanie "tuż po przyjeździe kuriera" to doświadczenie, którego wolałbym nigdy nie powtarzać.
Dużo programatorów niesamowicie ogranicza przepływ
Niby oczywiste, ale sam nie miałem świadomości, jak bardzo potrafi to pokrzyżować plany. Do tej pory mój prosty programator miał teoretycznie wyjścia 3/4" i na proste zraszacze z zeszłego sezonu to jakoś wystarczało. W tym roku, po zainstalowaniu zraszaczy wynurzalnych, dalej było znośnie, ale w kilku miejscach "brakowało", więc dostawiłem i tam mniejsze zraszacze.
Potem nastąpiła wspomniana wymiana skrzynki na taką z zaworami 1" i... różnica w ilości wody i zasięgu była dość szokująca. Gdybym wiedział o tym od początku, zacząłbym od tego, żeby iść w 1" i o żadnych półśrodkach po drodze nie myśleć.
Zakop na samym końcu
Ja wiem, że każdy chce jak najszybciej zobaczyć ten system pod ziemią, nałożyć placki wyciętej wcześniej trawy i uznać, że robota skończona. Sam chciałem.
I absolutnie lepiej tego nie robić. Sam złapałem się na kilku błędach, które wymagały ode mnie odkopania całości. Czego mógłbym uniknąć, gdybym sumiennie wszystko posprawdzał, dał systemowi trochę popracować i dopiero później uznał, że można się tych wykopów pozbyć.
Nie ciesz się, że już wszystko masz
Prawdopodobieństwo, że za jednym zamówieniem uda ci się zamówić wszystkie niezbędne złączki, końcówki, kolanka i adaptery jest bliskie zeru, chyba że do etapu projektowania podejdziesz naprawdę profesjonalnie.
Lepiej więc nie otwierać piwa do pracy w ogrodzie, bo szanse na to, że będzie trzeba zaraz skoczyć - raz albo kilka razy - do sklepu budowlanego są zdecydowanie wyższe niż te, że będzie się można skupić wyłącznie na robocie, a nie na tym, czego brakuje.
Nie licz, że zrobisz to szybko
Szczególnie jeśli - tak jak ja - zabierasz się za to bez większego zbadania tematu i bez jakiegokolwiek doświadczenia. To będzie trwało. To będzie wymagało przyznania się przed sobą, że chyba przy doborze adapterów pomyliłeś gwint wewnętrzny z zewnętrznym. Albo że może wszystkie zraszacze były na 1/2", a ten nagle jest na 3/4" i co teraz. Albo że planowałeś skończyć to dzisiaj - i to z zapasem - ale orientujesz się, że właśnie sprawdzasz szczelność łączeń z latarką w ręce i to chyba nie tak miało być.
Spokojnie, to się w końcu uda skończyć i będzie działało - a satysfakcja będzie ogromna. Ale naprawdę nie wszystko trzeba zrobić w jeden dzień.



















