REKLAMA

Będę chodził z telefonem i naprawiał miasto. Bez aplikacji dziury nie znikną

W Łodzi mieszkańcy będą mogli łatwiej zgłaszać wszelkie usterki, niedociągnięcia i przykłady łamania przepisów. Narzędzie już mają - to ich telefony. 

aplikacja
REKLAMA

"Miasto chce stworzyć aplikację do zgłaszania interwencji w przestrzeni publicznej" - poinformowało Radio Łódź.

Przetarg na stworzenie i wdrożenie "systemu zgłoszeniowego dla mieszkańców, służącego do zgłaszania problemów w przestrzeni miejskiej oraz monitorowanie ich realizacji" został już ogłoszony. 

REKLAMA

W miejskiej aplikacji mieszkańcy będą mogli zgłaszać takie fuszerki jak dziura w drodze, zniszczony chodnik, niezadbaną zieleń, niedziałające oświetlenie, a nawet źle zaparkowane samochody. Aplikacja "Napraw Łódź" wyświetli potem, na jakim etapie jest realizacja zgłoszonego incydentu. 

Pomysł wydaje się całkiem ciekawy

Mamy coraz więcej narzędzi, aby móc wziąć sprawy w swoje ręce. W mObywatelu do naszej dyspozycji jest np. opcja zgłaszania zdarzeń, które szkodzą środowisku. Wystarczy kilka ruchów kciukiem, aby poinformować o porzuceniu odpadów, nielegalnym ich przetwarzaniu czy zanieczyszczeniu powietrza. 

REKLAMA

Niedawno Oliwier Nytko opisywał rozwiązanie wdrożone w Tarnowie, które pozwala szybko zgłosić przepełniony śmietnik. Nawiasem mówiąc to pomysł rodem z Łodzi, więc kto wie - może za jakiś czas Tarnów doczeka się również aplikacji pozwalającej zgłaszać rzeczy wymagające interwencji. Na razie jednak skupiono się na koszach i jak pisał Oliwier, to naprawdę działa. 

Zasada działania jest banalnie łatwa: widzisz przepełniony kosz, z którego wysypują się śmieci, wysyłasz szybkiego SMS-a z jego numerem. Cała ta procedura powinna skrócić czas reakcji służb porządkowych w najbardziej zatłoczonych i newralgicznych punktach miasta. 

REKLAMA

Jesteśmy odpowiedzialni za wspólną przestrzeń, więc im więcej narzędzi pozwalających nam interweniować, tym lepiej. W teorii to naprawdę ma sens. Pewnie reakcją na wiele nieprzyjemnych zdarzeń - awarie, usterki, połamane ławki, nieposprzątane skwerki - było wzruszenie ramionami. Nie wszyscy wiedzą, gdzie i komu takie rzeczy zgłaszać, a nawet jeśli, to niekoniecznie muszą mieć wiarę w to, że ich sygnałem ktokolwiek się zainteresuje. 

Zastanawiam się jednak, czy do zauważenia dziur w drogach, informowania o nierównych chodnikach czy źle zaparkowanych samochodach naprawdę potrzebna jest aplikacja. To bardzo ważne sprawy, które wymagają reakcji, ale jednocześnie są na tyle oczywiste i łatwe do dostrzeżenia, że powinny zostać wychwycone przez odpowiednie służby od razu. 

REKLAMA

Owszem, dziura na drodze osiedlowej daleko od centrum nie jest pewnie często odwiedzana przez odpowiednie instytucje i takie narzędzie mogłoby być pomocne. Kiedy jednak przez wiele miesięcy nikt nie robi nic z dziurawym chodnikiem w centrum miasta, to naprawdę mam wątpliwości, czy problemem jest to, że nikt o usterce nie wie. A tego często się dzieje i pewnie nie tylko w Łodzi.

Prosty przykład: ekrany w pobliskim parku. Nie działały od dłuższego czasu. Pisały o tym lokalne media, mieszkańcy zgłaszali sprawę w facebookowych wpisach na grupkach. I co? Nic, wyświetlacze przez naprawdę wiele miesięcy pokazywały czarny ekran. Dopiero ostatnio po prostu zniknęły. Czy wrócą? Jeśli nawet, to i tak długo trzeba było czekać na jakąkolwiek reakcję.

Mieszkańcy komentujący pomysł pod wpisem na Facebooku rozgłośni piszą w podobnym tonie. "Bez aplikacji roboty jest na wiele lat" - pisze jedna z osób. "Jak zaczniemy zgłaszać to wywali się zaraz od przeciążenia serwerów" - ironizuje druga. Złośliwie, ale też celnie, bo to wcale nie jest tak, że w Łodzi rzeczy do naprawy trzeba szukać z lupą przy oku. Niestety, widoczne są gołym okiem i wymagają interwencji tu i teraz. Zresztą pewnie to nie jest łódzka specyfika i w wielu polskich miastach nawet oczywiste remonty odkładane są na świętego nigdy. Pytanie tylko, czy w takim razie do szczęścia niezbędna jest aplikacja, która wskaże urzędnikom palcem, co mają zrobić. I od razu nasuwa się drugie: jeśli nie widzą bubli i prowizorki, to dlaczego?

REKLAMA

Zrobienie takiej aplikacji to nie są tanie rzeczy

Radio Łódź informuje, że szacowany koszt aplikacji "Napraw Łódź" to 650 tys. zł. Przyznam szczerze: nie mam pojęcia, czy to dużo, mało, wystarczająco czy nie. Łatwo uderzyć w nieco populistyczne tony i uznać, że lepiej te pieniądze przeznaczyć na pilne remonty, o których miasto na pewno wie już teraz. Być może tak powinno się rzeczywiście zrobić.

A być może okaże się, że aplikacja rzeczywiście się spłaci. Będzie dodatkową motywacją, aby działać. Gdy użytkownicy-mieszkańcy czarno na białym zobaczą, że ich zgłoszenie od miesięcy stoi w martwym punkcie, na pewno się zdenerwują, a lepiej takiego gniewu unikać. Dziś wielu społeczników zna doskonale to uczucie zmarginalizowania czy wręcz zlekceważenia, ale kiedy narzędzie powstanie i będzie ogólnodostępne, to teoretycznie presja powinna być większa. Teoretycznie...

REKLAMA

Rodzi się jednak pytanie: a co, jeśli nie wszystkie zgłoszenia będą analizowane? Remonty i tak będą odkładane, bo przecież aplikacja nie sprawi, że nagle budżet miasta urośnie i będzie można zająć się rzeczami, na które wcześniej nie było nie tylko czasu, ale też środków? Niby mieszkańcy dostaną narzędzie dające namiastkę sprawczości, ale prawdziwe spełnienie nastąpi dopiero wtedy, gdy słowa zostaną zamienione w czyny. I mam wrażenie, że dałoby się do uzyskać bez tworzenia specjalnej aplikacji. 

Jesteśmy pokoleniem pod aplikację - pisał już jakiś czas temu Rafał Pikuła. Dziś wszystko musi mieć swój program: każdy sklep, każda czynność, każda usługa. Nic dziwnego, że urzędnicy idą tym tropem. Mogą pokazać, że są nowocześni, kreatywni, na bieżąco z nowinkami. I że chcą być bliżej ludu.

Aplikacja do naprawiania miasta wcale nie musi być złym rozwiązaniem. Sam z chęcią skorzystałbym z programu do zgłaszania usterek, bo w Łodzi jest ich niestety sporo. To najlepszy dowód na to, że jest potrzeb.a

Jednocześnie wiem doskonale, że nie tylko ja jestem świadomy dziur na drogach i nie tylko ja chodzę po nierównych chodnikach. To nie jest żadna tajemnica, o której wiedzą nieliczni. Dlaczego więc miasto nie interweniuje wcześniej, bez sygnału wysłanego przez specjalną - i jednak nietanią - aplikację? 

REKLAMA

Zdjęcie główne wygenerowane przy pomocy SI.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-15T20:20:22+02:00
Aktualizacja: 2026-05-15T20:16:59+02:00
Aktualizacja: 2026-05-15T19:53:26+02:00
Aktualizacja: 2026-05-15T19:41:21+02:00
Aktualizacja: 2026-05-15T19:10:35+02:00
Aktualizacja: 2026-05-15T18:15:49+02:00
Aktualizacja: 2026-05-15T16:40:20+02:00
Aktualizacja: 2026-05-15T16:30:51+02:00
Aktualizacja: 2026-05-15T15:07:22+02:00
Aktualizacja: 2026-05-15T13:37:48+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA