REKLAMA

Googlebook to nie jest nowy komputer. To nowa definicja komputera

Google pokazał wczoraj Googlebooka. Większość mediów pisze o nim jako o następcy Chromebooka. Lepszym, ładniejszym, z Androidem zamiast ChromeOS. Nowa nazwa, nowe urządzenia od Acera, Asusa, Della, HP i Lenovo. Pierwsze modele jesienią.

Google pokazał Googlebooka.
REKLAMA

To wszystko prawda. I to wszystko jest drugorzędne

Bo Googlebook to nie jest nowy laptop. To pierwsza poważna próba zdefiniowania komputera na nowo - takiego, w którym AI nie jest dodatkiem przyklejonym z boku, ale podstawą, na której zbudowane jest całe doświadczenie użytkownika. A to zmiana fundamentalna.

REKLAMA

Czytaj też:

Magic Pointer? Wielka zmiana

Centralną funkcją Googlebooka jest Magic Pointer - kursor, który zastępuje tradycyjny wskaźnik myszy napędzanym przez Gemini asystentem AI. Wystarczy potrząsnąć kursorem, żeby wywołać kontekstowe podpowiedzi AI oparte na tym, co aktualnie masz na ekranie.

Zaznaczasz kilka zdjęć? Gemini pyta, czy je porównać, połączyć, opisać. Piszesz tekst? AI sugeruje zmiany, zanim o nie poprosisz.

Zatrzymajmy się tutaj na chwilę. Przez 30 lat kursor na ekranie komputera był narzędziem mechanicznym - poruszasz myszą, kursor się przesuwa, klikasz, coś się dzieje. Człowiek wydaje polecenie, komputer je wykonuje. Googlebook to odwraca. AI obserwuje co robisz, rozumie kontekst i proponuje działania zanim zdążysz sformułować pytanie. To nie jest asystent, którego wywołujesz skrótem klawiszowym. To żywy organizm, który cały czas patrzy ci przez ramię.

To, co pisaliśmy o Claude Cowork, Google właśnie wbudował w komputer

W marcu 2026 r. pisaliśmy na Spider's We o Claude Cowork - narzędziu od Anthropic, które pozwala AI przejąć kontrolę nad zasobami komputera i wykonywać za użytkownika typowe zadania: otwierać pliki, organizować foldery, przenosić dokumenty, zarządzać aplikacjami. Dowodziliśmy, że to zapowiedź czegoś fundamentalnie nowego - komputera, który działa razem z tobą, a nie tylko czeka na polecenia.

Czytaj też:

Googlebook idzie dokładnie w tym kierunku, tylko głębiej, bo robi to na poziomie systemu operacyjnego, nie warstwy aplikacji. Integruje się z wszystkimi urządzeniami użytkownika z systemem Android: możesz przeglądać pliki ze swojego telefonu bezpośrednio z menedżera plików laptopa, otwierać aplikacje ze smartfona na ekranie komputera jako okna w rozmiarze telefonu itd. To ekosystem, który działa razem - zamiast osobnych urządzeń, które trzeba synchronizować pomiędzy sobą.

Chromebook był komputerem dla tych, którym wystarczy przeglądarka. Googlebook jest dla wszystkich

Chromebook przez całą swoją historię był urządzeniem niszowym - tanim laptopem dla uczniów i studentów, którym wystarczy Google Docs i YouTube. Jego ograniczenia były jednocześnie zaletami: prostota, szybkość, bezpieczeństwo. Ale dla kogokolwiek z poważniejszymi potrzebami - no, powiedzmy to wprost: bez szans.

A co z Apple? WWDC już za rogiem

Doroczna konferencja software'owa Apple'a WWDC 2026 już za kilka tygodni. I jestem przekonany, że Apple będzie musiał jakoś odpowiedzieć na Googlebooka. Nie dlatego, że reaguje na konkurencję, ale dlatego, że od miesięcy wszystkie sygnały wskazują w tym samym kierunku.

Apple Intelligence wdrożone w iOS i macOS to był pierwszy krok (bardzo ograniczony, to prawda). Następnym logicznym krokiem będzie to, co Google pokazał w Googlebooku: AI nie jako funkcja, którą włączasz przyciskiem, ale jako warstwa inteligencji wbudowana w każdą interakcję z komputerem. Mogę się założyć, że na WWDC zobaczymy coś w podobnym stylu dla macOS - być może właśnie jako odpowiedź na Magic Pointera.

Czytaj też:

Różnica między Apple a Google w tej grze będzie taka, jak zawsze: Apple zrobi to wolniej, drożej i w bardziej zamkniętym ekosystemie. Ale zrobi to elegancko. Google zrobi to szybciej, taniej i bardziej otwarcie. Ale z całym bagażem Androida, który nie zawsze jest przesadnie elegancki.

Dlaczego to ważniejsze niż kolejny laptop

Przez 30 lat paradygmat komputera osobistego był niezmieniony: ty siedzisz przy komputerze, komputer czeka na twoje polecenia, ty wykonujesz pracę, komputer jest narzędziem.

AI zmienia ten model fundamentalnie. Komputer przestaje być narzędziem biernym - staje się aktywnym uczestnikiem pracy, prawdziwym robotem. Obserwuje, rozumie kontekst, przewiduje potrzeby, wykonuje zadania zanim zostaną fizycznie zlecone.

Googlebook to pierwszy masowy produkt, który próbuje ten model wprowadzić w życie - nie w drogim laptopie dla profesjonalistów, nie w eksperymentalnym urządzeniu dla geeków technologinych, ale w mainstreamowych, przystępnych cenowo komputerach od Acera, Asusa i Della.

Czy się uda? To zależy od jednego - czy Gemini jest wystarczająco dobry, żeby Magic Pointer był realną pomocą, a nie irytującą funkcją. Historia asystentów głosowych - Siri, Cortana, Alexa - pokazuje, że droga od "imponującego demo" do "naprawdę użyteczne na co dzień" jest długa i pełna frustracji użytkowników.

Ale kierunek jest właściwy. I po raz pierwszy od wielu lat coś nowego dzieje się na rynku komputerów osobistych. Choć zapewne konkretniej porozmawiamy gdzieś za rok, gdy zobaczymy, czy obietnice zamieniły się w realny produkt. Bo z tym u Google'a bywa różnie.

REKLAMA

Czytaj też:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-13T08:14:42+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T07:37:23+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T19:27:29+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T19:02:33+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T17:55:11+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T16:33:35+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T15:18:48+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T15:16:37+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA