REKLAMA

Dron kamikadze dostał rakietę. Kombinują z latającą pułapką

Rosyjski Gerań-2 miał być tanim dronem kamikadze do uderzania w cele na ziemi. Teraz Kreml próbuje zrobić z niego powolną, latającą pułapkę z rakietą powietrze-powietrze na grzbiecie.

Shahed z rakietą na grzbiecie. To nowy sposób Rosji na polowanie w powietrzu
REKLAMA

Powolny, hałaśliwy dron wywodzący się z irańskiego Shaheda-136 dostaje radziecki pocisk R-60 i nagle ma polować w powietrzu? Brzmi śmiesznie, ale Rosjanie najpewniej nie próbują zbudować z Gierania taniego myśliwca. To byłoby po prostu bez sensu. Gerań-2 nie ma prędkości, manewrowości, radaru ani świadomości sytuacyjnej potrzebnej do klasycznej walki powietrznej.

Chodzi o coś bardziej prymitywnego, ale potencjalnie nieprzyjemnego. Chcą stworzyć drona, który podczas lotu może zagrozić śmigłowcom i samolotom wysyłanym do zwalczania rosyjskich bezzałogowców. Ukraina od dawna używa różnych warstw obrony przed Shahedami, w tym lotnictwa, śmigłowców, mobilnych grup ogniowych, systemów walki elektronicznej i dronów przechwytujących. Jeśli część rosyjskich maszyn zacznie nosić pociski powietrze-powietrze, polowanie na nie stanie się bardziej ryzykowne.

REKLAMA

Gerań z R-60 nie musi zestrzeliwać wielu celów, żeby spełniać swoje zadanie. Wystarczy, że zmusi ukraińskich pilotów i operatorów do ostrożniejszego podejścia, większego dystansu, dodatkowej identyfikacji i mniejszej swobody ataku. W wojnie dronów nawet takie opóźnienie ma znaczenie.

Stara rakieta, nowe zastosowanie

R-60 to nie jest żaden nowoczesny cud techniki. To lekki, krótkiego zasięgu pocisk powietrze-powietrze opracowany jeszcze w ZSRR z myślą o samolotach bojowych. Naprowadza się na podczerwień, czyli szuka sygnatury cieplnej celu. W swoich czasach był groźny, ale dziś ma oczywiste ograniczenia: starą głowicę, mniejszą odporność na zakłócenia, podatność na flary i niewielki zasięg w porównaniu z nowszymi pociskami.

R-60 może być wystarczająco groźny przeciw celom, które podejdą zbyt blisko: śmigłowcom, wolniej lecącym samolotom, być może większym dronom lub maszynom próbującym zwalczać Gieranie z dogodnej pozycji. Pocisk nie musi być nowoczesny, jeśli cel znajdzie się w jego strefie rażenia i nie spodziewa się ataku z takiego nośnika.

Wariant opisywany przez redakcję Defence24 ma na grzbiecie wyrzutnię APU-60-1MD, przystosowaną do przenoszenia R-60. Dron ma też dwie kamery: jedną z przodu, drugą za wyrzutnią. Obraz trafia do operatora przez modem mesh. Jeśli operator zobaczy cel powietrzny w odpowiednim położeniu, może wydać komendę odpalenia rakiety. Po starcie R-60 korzysta już z własnej głowicy termicznej. To bardzo rosyjski typ modernizacji: stara rakieta, tania platforma, cywilne komponenty, trochę improwizacji i dużo cynicznego pragmatyzmu.

Fabryczna przeróbka jest bardzo złą wiadomością

Najbardziej niepokojące nie jest to, że komuś udało się przykręcić R-60 do Gierania. Takie eksperymenty na wojnie zdarzają się cały czas. Ważniejsze jest to, że według dostępnych danych zmiany w kadłubie mają charakter bardziej uporządkowany. Miejsce pod wyrzutnię nie wygląda jak chałupniczo dospawany uchwyt, tylko jak element przewidziany w konstrukcji.

To sugeruje, że Rosjanie nie sprawdzają już wyłącznie wariantu testowego. Oni próbują przygotować powtarzalną odmianę drona, a powtarzalność jest w tej wojnie kluczowa. Jeden dziwny Gerań z rakietą jest zwykłą ciekawostką, ale dziesiątki takich maszyn w falach uderzeniowych zaczynają być problemem. I to naprawdę dużym.

Wariant z R-60 ma najpewniej ograniczoną lub usuniętą główną głowicę bojową typową dla drona kamikadze, bo masa i układ konstrukcyjny muszą zrobić miejsce dla pocisku oraz jego osprzętu. To oznacza, że taki dron niekoniecznie ma pełnić standardową funkcję uderzeniową przeciwko celom naziemnym. Może być wysyłany jako eskortująca pułapka, wabik albo element mieszanej fali, w której część maszyn uderza w infrastrukturę, część rozpoznaje, a część ma odstraszać lotnictwo.

Rosja łata braki technologią z cywilnego świata

Co ciekawe, w takich systemach Rosja nadal korzysta z zagranicznych komponentów cywilnych lub podwójnego zastosowania. Raspberry Pi 4, chińskie modemy, moduły łączności, elementy nawigacyjne – to nie jest hermetyczny, wyłącznie wojskowy łańcuch dostaw. To zlepek części, które można zdobywać przez pośredników, cywilny rynek i kraje omijające sankcje.

To frustrujące zarówno dla Ukrainy, jak i Zachodu, ale wojskowo bardzo praktyczne. Rosja nie musi produkować każdego mikroprocesora od zera. Musi zbudować system pozyskiwania komponentów, składania ich w broń i aktualizowania konstrukcji szybciej, niż przeciwnik zdąży zamknąć wszystkie kanały dostaw.

Zobacz także:

REKLAMA

Rosjanie konsekwentnie poprawiają zdolność Gieraniów do działania w warunkach walki radioelektronicznej. To istotne, bo wojna dronów jest także wojną sygnałów. Jeśli dron nie gubi nawigacji, utrzymuje łączność i jeszcze może odpalić rakietę, robi się znacznie bardziej kłopotliwy niż klasyczna latająca kosiarka z pierwszych miesięcy masowego użycia Shahedów.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-10T08:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T08:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T07:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T07:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T07:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T16:50:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T16:40:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T16:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T16:10:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA