Nadchodzi koniec ery astronautów. Kontrolę przejmie maszyna
To nie będzie jeszcze koniec astronautów w dosłownym sensie, ale może być początek końca tej części ich pracy, która dziś przypomina bardziej logistykę, serwis i codzienną obsługę orbitalnego biura, niż wielką eksplorację.

Voyager Technologies i startup Icarus Robotics ogłosiły, że przygotują test wolno latającego robota Joyride na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Stawką nie jest tylko kolejny eksperyment technologiczny. Chodzi o sprawdzenie, czy na stacjach załogowych coraz większą część rutynowych obowiązków będą mogły przejmować autonomiczne maszyny.
To nie astronauta ma zniknąć, tylko jego najbardziej rutynowa praca
Icarus Robotics pisze wprost, że buduje robotyczną siłę roboczą dla kosmosu, a jej celem jest zdejmowanie z ludzi powtarzalnych zadań, takich jak obsługa ładunków, logistyka, podstawowe prace serwisowe czy w przyszłości także elementy konstrukcji orbitalnej. Voyager, który podpisał z Icarus umowę na zarządzanie misją, podkreśla z kolei, że Joyride ma pomóc uczynić ISS i przyszłe stacje komercyjne mądrzejszymi, autonomicznymi i gotowymi do działania tam, gdzie ludziom jest po prostu trudniej.
Robot ma poruszać się wewnątrz załogowych stacji i przejść test, który pokaże, jak radzi sobie w mikrograwitacji. Zebrane dane mają potem posłużyć do szkolenia modeli AI przeznaczonych do pracy robotów w kosmosie. Potencjalny zakres użycia jest szeroki: od wsparcia astronautów na stacji, przez inspekcje i naprawy satelitów, po obsługę infrastruktury orbitalnej, w tym nawet przyszłych centrów danych na orbicie. Firmy chcą sprawdzić, czy da się zbudować cały nowy segment pracy w przestrzeni kosmicznej, w którym człowiek nadzoruje, a maszyna wykonuje.
Joyride poleci na ISS, ale dopiero w 2027 roku
Demonstracja Joyride ma odbyć się na początku 2027 r. i skupi się na sprawdzeniu nawigacji autonomicznej, manewrowania oraz ogólnej sprawności operacyjnej robota w realnym środowisku stacji kosmicznej. To właśnie Voyager ma przygotować całą misję od strony praktycznej: integrację ładunku, certyfikację bezpieczeństwa, koordynację startu i wsparcie operacyjne już po dotarciu sprzętu na orbitę.
Pamiętajmy, że każdy sprzęt testowany na stacji musi przejść procedury bezpieczeństwa, zgodności z warunkami lotu i operacji w środowisku, w którym błąd może oznaczać nie tylko awarię eksperymentu, lecz także zagrożenie dla całej infrastruktury załogowej. Kontrakt dla Voyagera oznacza więc nie tylko logistykę, ale też rolę gwaranta, że robot przejdzie przez bardzo wymagający filtr systemu załogowych lotów kosmicznych.
NASA już kiedyś testowała latające roboty, ale teraz stawka jest wyższa
To nie jest pierwszy raz, gdy wewnątrz ISS mają działać swobodnie poruszające się roboty. NASA od lat rozwija system Astrobee, czyli zestaw wolno latających robotów Bumble, Honey i Queen, które trafiły na stację w 2019 r. Astrobee miały pomagać przy rutynowych zadaniach, dokumentacji eksperymentów, monitorowaniu wnętrza stacji i testach autonomii. NASA opisuje je jako asystentów, którzy mogą odciążać astronautów w części prac pokładowych.
Różnica polega jednak na tym, że Joyride ma być krokiem dalej w stronę bardziej ogólnego, uczącego się systemu robotycznego. Icarus mówi o tzw. ucieleśnionej sztucznej inteligencji. Chodzi więc o system, który nie tylko analizuje dane jak klasyczny model językowy czy obrazowy, ale działa fizycznie w świecie, uczy się na podstawie pokazów wykonanych przez człowieka i z czasem przejmuje część zadań manualnych lub logistycznych. To właśnie dlatego test na ISS jest dla firmy tak ważny: dane z symulatora nie oddają w pełni tego, jak robot zachowuje się w prawdziwej mikrograwitacji.
ISS zbliża się do swojego końca, a NASA chce przekazać orbitę biznesowi
NASA od lat przygotowuje się do wycofania ISS i przejścia na model, w którym niską orbitę okołoziemską obsługują komercyjne stacje kosmiczne. Agencja deklaruje, że chce wykorzystywać i bezpiecznie utrzymywać ISS do 2030 r., a potem płynnie przejść do prywatnych platform orbitalnych. Wprost mówi też, że przyszłość amerykańskiej obecności na niskiej orbicie ma opierać się na komercyjnych stacjach, z których NASA będzie kupować potrzebne usługi, zamiast sama utrzymywać całą infrastrukturę.
W takim modelu roboty będą szczególnie ważne, bo prywatne stacje będą musiały być tańsze w utrzymaniu, bardziej zautomatyzowane i mniej zależne od tego, że każdy prosty ruch wykonuje człowiek w skafandrze albo astronauta, którego czas na orbicie kosztuje fortunę.
Voyager nie ukrywa zresztą, że patrzy na Joyride także przez pryzmat własnego projektu Starlab, czyli komercyjnej stacji, która ma wejść do gry po epoce ISS. Starlab ma zapewnić ciągłość ludzkiej obecności na niskiej orbicie po 2030 r., ale właśnie z większym udziałem rozwiązań komercyjnych i automatyzacji.
Maszyny nie wypchną ludzi z kosmosu, ale mogą przejąć kontrolę nad codzienną pracą
Koniec ery astronautów nie oznacza, że człowiek znika z pokładów stacji czy misji księżycowych. Bardziej realny scenariusz wygląda tak, że kończy się era astronauty jako osoby, która musi równocześnie być naukowcem, technikiem, magazynierem, serwisantem i operatorem każdej prostej czynności pokładowej. Icarus wprost pisze, że chce, by to robot wykonywał powtarzalną pracę, a astronauta skupiał się na badaniach i eksploracji. Właśnie do tego mają posłużyć dane zbierane podczas testu Joyride na ISS.
Przeczytaj także:
Jeśli ten model się sprawdzi, to przyszłe stacje kosmiczne będą działały inaczej niż ISS przez większość swojej historii. Człowiek nadal będzie podejmował decyzje, prowadził eksperymenty i odpowiadał za misję, ale coraz większa część codziennej obsługi przejdzie w ręce, a raczej manipulatory, maszyn. W tym sensie to rzeczywiście może być początek końca pewnej epoki: nie ery ludzi w kosmosie, lecz ery, w której bez człowieka nie dało się zrobić na orbicie prawie nic.



















