RegioJet chce być pierwszym wyborem Polaków. "Bijemy Pendolino"
Aż 6 par żółtych pociągów dziennie, przejazd w nieco ponad 2 godz. i bilety startujące od 27 zł – tak wygląda nowa ofensywa RegioJetu na linii Warszawa-Poznań. Czeski przewoźnik mówi wprost, że chce być pierwszym wyborem pasażerów.

Od 1 marca rozkład jazdy na odcinku Warszawa-Poznań wyraźnie się zażółcił. RegioJet uruchamia tu 6 par pociągów dziennie, wchodząc na trasę, którą do tej pory dzieliły między sobą głównie Pendolino i składy Express InterCity PKP Intercity.
Różnice w czasie przejazdu są minimalne. Najszybszy kurs RegioJetu pokonuje dystans między Poznaniem Głównym a Warszawą Centralną w 2 godz. i 12 min – to poziom zarezerwowany dotąd dla najszybszych EIP. Przewaga czeskiego przewoźnika ujawnia się dopiero przy zakupie biletu.
Połączenia RegioJetu zaczynają się od 25 zł, podczas gdy w tym samym oknie czasowym za szybki pociąg państwowego operatora trzeba często zapłacić kilkadziesiąt, a nawet kilkaset złotych więcej, zwłaszcza przy zakupie w ostatniej chwili lub w szczycie weekendowym. Dla wielu pasażerów, którym nie zależy na prestiżu marki, ale na czasie i cenie, to różnica nie do zignorowania.
– Wierzymy, że w krótkim czasie staniemy się pierwszym wyborem pasażerów między Warszawą a Poznaniem – deklaruje Mirka Hanczakowska, odpowiadająca w firmie RegioJet za rynek polski. To nie jest już ostrożne sondowanie gruntu, ale otwarte rzucenie rękawicy PKP Intercity.
Szybko jak Pendolino, taniej niż klasyczne IC
RegioJet buduje swoją ofertę na dwóch filarach: czasie i cenie. Czas przejazdu zrównany z Pendolino jest elementem czysto wizerunkowym. Pokazuje, że żółte składy nie są drugą ligą, ale ciekawą i atrakcyjną alternatywą dla najszybszych pociągów w kraju. Dla przeciętnego pasażera ważniejsze jest jednak to, co dzieje się w portfelu.
Ceny biletów startujące z poziomu 20 złotych wymuszają ruch także po stronie konkurencji. Tam, gdzie RegioJet wchodzi na tory, PKP Intercity obniża stawki lub dorzuca pulę tańszych promocyjnych miejsc, żeby nie oddać rynku bez walki. Dla pasażerów to sytuacja idealna, bo pojawia się wybór, a dynamiczna polityka cenowa przestaje być domeną tylko linii lotniczych.
Czeski przewoźnik dorzuca do tego standard, który dotychczas kojarzył się bardziej z pociągami premium: klimatyzowane składy, gniazdka, WiFi, rozsądne ceny przekąsek z wózka lub automatu. W efekcie na relacji Warszawa-Poznań to już nie tylko konkurencja o minuty, ale przede wszystkim o komfort podróży w przeliczeniu na złotówkę.
Żółte pociągi wjeżdżają też do Trójmiasta
Warszawa-Poznań to nie jedyna oś, na której RegioJet mocno dokręca śrubę. W komunikacie spółka chwali się również wynikami na trasie Warszawa-Trójmiasto. Także tutaj czasy przejazdu są porównywalne z Pendolino, a oferta cenowa wyraźnie niższa niż u państwowego przewoźnika czy innych prywatnych operatorów.
Jak podaje portal Rynek Kolejowy, w ciągu zaledwie pół roku działania na trasach krajowych żółte składy zrealizowały prawie 900 połączeń, a średnia frekwencja sięga dziś ok. 70 proc.. Od początku 2026 r. RegioJet przewiózł w Polsce ok. 150 tys. pasażerów. Jak na debiutanta, który startuje bez wieloletniej rozpoznawalności marki nad Wisłą, to wynik więcej niż przyzwoity.
Właściciel firmy Radim Jančura przekonuje, że jego model biznesowy to nie tylko tanie bilety, lecz także normalne wynagrodzenia dla personelu pokładowego i maszynistów, co ma pośrednio poprawiać warunki w całym sektorze.
Liberalizacja torów trwa w najlepsze
Wejście RegioJetu pokazuje, jak zmienia się polski rynek kolejowy po otwarciu torów dla międzynarodowej konkurencji. Jeszcze kilka lat temu szybki przejazd z Warszawy do Poznania czy Gdańska oznaczał de facto konieczność kupienia biletu na pociąg państwowego przewoźnika. Dziś ten sam pasażer może kliknięciem porównać dwie, trzy oferty, zestawić czas przejazdu z ceną i wybrać to, co odpowiada mu najbardziej.
RegioJet gra tu więc rolę agresywnego challengera, który wchodzi na najbardziej atrakcyjne trasy i celowo wybiera te miejsca, gdzie państwowy operator czuł się dotąd bardzo pewnie. Efekt jest natychmiastowy: więcej połączeń, większa elastyczność rozkładów, tańsze bilety, dodatkowe kanały sprzedaży.
Dla branży to również test, na ile polski system jest gotowy na prawdziwą liberalizację: od zarządcy infrastruktury po przydział tras i slotów na najbardziej obciążonych korytarzach. Jeżeli żółte pociągi utrzymają frekwencję i będą w stanie rozwijać siatkę połączeń, presja na dalsze otwieranie rynku tylko wzrośnie.
Przeczytaj także:
Czy RegioJet rzeczywiście stanie się pierwszym wyborem na trasie Warszawa-Poznań, jak zapowiada Hanczakowska? To zależy od czegoś więcej, niż tylko tabelka z cenami. Na korzyść czeskiego przewoźnika działa rosnąca inflacja kosztów podróży, szczególnie dla osób jeżdżących służbowo kilka razy w miesiącu czy studentów kursujących między rodzinnym miastem a stolicą.
Z drugiej jednak strony PKP Intercity ma przewagę skali: większą flotę, rozbudowaną siatkę połączeń i lojalnych pasażerów przyzwyczajonych do starych marek. Dla nich żółty skład to wciąż nowość, a nowości w transporcie publicznym muszą najpierw udowodnić niezawodność: brak odwołań, punktualność, sensowne rozwiązywanie kryzysów w razie opóźnień.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Milan Sommer / Shutterstock.com


















