Mieli się ustawić do końca życia, więc napadli na paczkomat. W środku niespodzianka
Liczyli na szybki łup z paczkomatu, a zostali z niczym poza zarzutami. Trzech zamaskowanych mężczyzn rozpruwało łomem kolejne skrytki automatu paczkowego. W sumie otworzyli 30 z nich.

Gang Olsena po lubusku
Nie wierzę w to, co tu się wydarzyło. W Bobrówku (woj. lubuskie) trzech zamaskowanych mężczyzn chciało się ustawić do końca życia, albo przynajmniej na miesiąc, więc postanowili napaść na paczkomat. Po kolei rozwalili 30 skrytek na paczki. Jak bardzo musieli się zaskoczyć, gdy się okazało, że automat jest… pusty. Gang Olsena w pełnej krasie. I to w Polsce.
Firma obsługująca automat wyliczyła, że naprawa zniszczonych elementów i przywrócenie urządzenia do działania będzie kosztować łącznie kilkadziesiąt tys. zł. To kwota, którą w normalnych warunkach generuje bardzo długi czas pracy automatu, tymczasem tu powstała w ciągu jednej nocy i nie przyniosła sprawcom żadnego zysku.
Długo się wolnością nie nacieszyli
Na miejscu włamania szybko pojawili się kryminalni ze Strzelec Krajeńskich. Policjanci wykonali oględziny zniszczonego paczkomatu, zabezpieczyli ślady oraz nagrania z monitoringu. To właśnie zapis z kamer – zarówno tych należących do firmy, jak i innych urządzeń w okolicy – stał się głównym materiałem do analizy.
Funkcjonariusze, korzystając z pracy operacyjnej, stosunkowo szybko wytypowali osoby, które mogły stać za nocnym rajdem na automat. Choć włamywacze byli zamaskowani, zestawienie różnych ścieżek – m.in. sposobu poruszania się, ubioru, użytego narzędzia i powiązań środowiskowych – pozwoliło zawęzić krąg podejrzanych.
Zarzuty jak za poważny napad, choć łupu nie ma. I jeszcze ta meta
W efekcie zatrzymanie było tylko kwestią czasu. Na początku tygodnia policjanci doprowadzili do komendy trzech mężczyzn, którzy mieli brać udział w ataku na paczkomat. Dwóch z nich to mieszkańcy powiatu gorzowskiego, trzeci pochodzi z powiatu strzelecko-drezdeneckiego.
Cała trójka usłyszała zarzuty dotyczące usiłowania kradzieży z włamaniem i uszkodzenia mienia. Kluczowe jest tu słowo usiłowanie: prawo nie wymaga, żeby sprawca faktycznie wyniósł sprzęt czy gotówkę. Wystarczy, że dążył do kradzieży, a uniemożliwiły mu to okoliczności od niego niezależne. W tym przypadku była nią pusta zawartość paczkomatu, a nie nagłe wyrzuty sumienia.
Przeczytaj także:
Dodatkowo u jednego z mężczyzn znaleziono mefedron. Niezłe combo, co? Mężczyzna odpowie więc nie tylko za włamanie i uszkodzenie mienia, lecz także za posiadanie środków odurzających.
Za samą kradzież z włamaniem kodeks karny przewiduje do 10 lat pozbawienia wolności. Nawet jeśli sąd uwzględni brak łupu, to skala zniszczeń i lekceważenie cudzego mienia sprawiają, że nikt nie będzie traktował tej sprawy jak zwykłego wybryku. Coś im ewidentnie nie wyszło. Wielki plan, dużo kombinowania i finał, w którym wszystko rozsypuje się w najbardziej kompromitujący sposób. Bywa i tak.







































