REKLAMA

Spadają na Ziemię z siłą bomby atomowej. "To goście spoza naszego Układu"

Kiedy wojskowe satelity rejestrują błysk nad oceanem, armia szuka rakiet wroga. Ale Avi Loeb szuka tam przybyszów z głębokiego kosmosu. I właśnie ich znalazł.

Kiedy wojskowe satelity rejestrują błysk nad oceanem, armia szuka rakiet wroga. Ale Avi Loeb szuka tam przybyszów z głębokiego kosmosu. I właśnie ich znalazł. Słynny astronom przekopał rządowe raporty i wyliczył, że tuż pod naszym nosem ukrywają się miliony ton międzygwiezdnej materii, a dowody na to spadają nam dosłownie na głowy z siłą bomby atomowej.
REKLAMA

Słynny astronom przekopał rządowe raporty i wyliczył, że tuż pod naszym nosem ukrywają się miliony ton międzygwiezdnej materii, a dowody na to spadają nam dosłownie na głowy z siłą bomby atomowej.

Harvardzki astronom Avi Loeb twierdzi, że nasza atmosfera to w rzeczywistości gigantyczny detektor, a dane z amerykańskich satelitów szpiegowskich właśnie ujawniły istnienie populacji obiektów, o których nie mieliśmy pojęcia. Mowa o milionach ton międzygwiezdnej materii krążącej wewnątrz orbity Ziemi. Wystarczy spojrzeć na dane wywiadowcze Departamentu Obrony USA.

REKLAMA

Satelity szpiegowskie zamiast teleskopów

Avi Loeb, znany z nieszablonowego podejścia do poszukiwania życia pozaziemskiego, w swoim najnowszym wpisie pod tytułem "Rój 35 mln obiektów międzygwiazdowych został właśnie odkryty na orbicie Ziemi wokół Słońca" zwraca uwagę na fakt, który często umyka w debacie publicznej. Kiedy obiekt o średnicy około 3 m uderza w Ziemię, tarcie w atmosferze generuje kulę ognia o energii porównywalnej z bombą atomową zrzuconą na Hiroszimę.

Takie eksplozje nie umykają uwadze amerykańskich satelitów, które non-stop monitorują planetę w poszukiwaniu sygnatur cieplnych startujących pocisków balistycznych.

Te dane, po odtajnieniu, trafiają do katalogu NASA CNEOS. I to właśnie tam Loeb wraz ze swoim zespołem dokonał fascynującego odkrycia. Przeszukując bazy danych, badacze zidentyfikowali dwa nowe obiekty, które z niemal stuprocentową pewnością nie pochodzą z naszego Układu Słonecznego.

Mowa o meteorach CNEOS-22 (wykryty nad wschodnim Pacyfikiem w 2022 r.) oraz CNEOS-25 (namierzony nad Morzem Barentsa w lutym 2025 r.). To nie są pomyłki statystyczne, oba obiekty poruszały się z prędkością znacznie przekraczającą prędkość ucieczki z Układu Słonecznego.

Więcej na Spider's Web:

Liczby, które przedstawia Loeb, mogą przyprawić o zawrót głowy. Skoro w ciągu siedmiu lat w sieci rządowych satelitów wpadły dwa takie obiekty, statystyka jest nieubłagana. Biorąc pod uwagę pole przekroju Ziemi i gęstość występowania tych ciał, astronom wyliczył, że wewnątrz orbity Ziemi wokół Słońca w każdym momencie znajduje się około 35 mln takich metrowych obiektów międzygwiezdnych.

Jeśli przyjmiemy, że są to skaliste obiekty o standardowej gęstości, każdy z nich waży miliony ton. Łącznie mówimy o stu bilionach ton materii, która przybyła do nas z innych systemów gwiezdnych i kręci się po naszym sąsiedztwie.

Co ciekawe, gęstość występowania tych małych obiektów idealnie koreluje z rzadszymi, ale znacznie większymi wizytatorami, takimi jak słynna kometa 3I/Atlas. Sugeruje to intrygujący scenariusz: te miliony małych skał mogą być po prostu odłamkami większej planetoidy lub komety, które rozpadły się w trakcie swojej kosmicznej podróży.

Polowanie na Voyagera innej cywilizacji

Oczywiście Avi Loeb nie byłby sobą, gdyby nie dodał do tego naukowego wywodu szczypty technologicznego pieprzu. Astronom planuje bowiem nie tylko liczyć te obiekty na papierze, ale fizycznie po nie sięgnąć. W najbliższych miesiącach zamierza pozyskać finansowanie na wyprawy oceaniczne w miejsca upadku CNEOS-22 i CNEOS-25. Cel? Wydobycie materiału z dna morskiego.

Analiza izotopowa tych fragmentów mogłaby nam powiedzieć, jak długo podróżowały przez kosmos i skąd pochodzą. Ale Loeb idzie o krok dalej. Otwarcie mówi o nadziei na znalezienie meteorytu, który nie będzie zwykłą skałą, ale międzygwiezdnym gadżetem, odpowiednikiem naszej sondy Voyager, wysłanym eony temu przez inną cywilizację, który zakończył swój żywot w ziemskiej atmosferze.

Lekcja od dinozaurów

Niezależnie od tego, czy szukamy obcej technologii, czy tylko badamy kosmiczne kamienie, wnioski Loeba są jasne - musimy zmienić sposób, w jaki obserwujemy niebo. Obecna strategia obrony planetarnej skupia się na skałach z Układu Słonecznego, ignorując zagrożenia (i szanse) płynące z przestrzeni międzygwiezdnej.

REKLAMA

Ignorowanie tego, co spada z nieba, nigdy nie kończyło się dobrze dla dominujących gatunków na Ziemi, o czym 66 mln lat temu boleśnie przekonały się nieptasie dinozaury. Nowa architektura obserwacyjna, łącząca teleskopy takie jak Rubin, bazy na Księżycu i satelity wykrywające meteory, to nie fanaberia, ale konieczność. Bo w kosmosie jest znacznie tłoczniej, niż nam się do tej pory wydawało.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-12T11:44:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T10:40:01+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T10:25:32+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T06:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-12T06:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T21:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T18:08:41+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T17:26:10+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T16:57:33+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T16:16:52+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T15:50:03+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T15:26:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T14:50:21+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T14:39:24+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T14:32:52+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T12:56:46+01:00
Aktualizacja: 2026-02-11T11:32:41+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA