Niemcy pytają o polskie Pioruny. Szykuje się gruby ruch
MON mówi o wstępnym zainteresowaniu Niemiec systemem Piorun. Czy to początek największego sukcesu eksportowego polskiej zbrojeniówki?

Polska broń przeciwlotnicza znowu wychodzi poza krajowe poligony. Wiceminister obrony Cezary Tomczyk ujawnił, że Niemcy wstępnie dopytują o zakup zestawów rakietowych Piorun. To znak, że polski system, który już sprawdził się w kilku armiach, może stać się jednym z najważniejszych towarów eksportowych krajowej zbrojeniówki.
Piorun – przenośna rakieta, która zrobiła karierę
Piorun to przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy, czyli broń, którą żołnierz jest w stanie obsłużyć z ramienia, zwalczając nisko lecące cele nad polem walki. System został opracowany w zakładach MESKO S.A. we współpracy z Wojskową Akademią Techniczną i CRW Telesystem-Mesko. Jego zadaniem jest zdejmowanie z nieba samolotów, śmigłowców i dronów, które operują na małych wysokościach, często zbyt nisko dla klasycznych systemów przeciwlotniczych dalekiego zasięgu.
O przewadze Pioruna decyduje m.in. nowoczesna głowica naprowadzania na podczerwień, odporna na typowe środki zakłócania. Rakieta wykrywa ciepło celu i potrafi utrzymać go w zasięgu nawet wtedy, gdy przeciwnik próbuje zgubić pocisk flarami lub manewrami. W zestawie znalazł się czujnik zbliżeniowy, a także celowniki dzienne i termowizyjne, co pozwala na użycie systemu zarówno w pełnym słońcu, jak i w nocy czy przy ograniczonej widoczności.
Już same parametry pokazują, że nie jest to już prosta rura z rakietą. Pocisk o masie ok. 10,5 kg rozpędza się do około 660 m/s i jest w stanie trafić obiekt lecący z prędkością do 400 m/s na kursie spotkaniowym. To stawia Pioruna w gronie poważnych narzędzi do obrony wojsk lądowych przed lotnictwem i bezzałogowcami. Nic więc dziwnego, że system trafił już do wyposażenia armii kilku państw – korzystają z niego m.in. Norwegia, Łotwa, Szwecja i Ukraina. Lista krajów, które przyglądają się tej konstrukcji, stale się wydłuża.
Berlin patrzy na polską rakietę z zazdrością
Cezary Tomczyk, wiceszef MON, podczas konferencji w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przyznał, że strona niemiecka zgłosiła wstępną chęć zakupu Piorunów. Podkreślił, że to pokazuje, jak polskie technologie obronne zmieniają obraz Polski w oczach partnerów i jak mogą przekładać się na realne interesy państwa.
Tomczyk zaznaczył jednocześnie, że mowa jest na razie o sygnale, który wymaga dopracowania na poziomie formalnym i politycznym. Nie ma jeszcze podpisanego kontraktu ani twardych liczb, ale już sama gotowość jednego z kluczowych państw NATO do rozmowy o polskim systemie przeciwlotniczym jest dużym wydarzeniem. Gdyby doszło do transakcji, niemiecka armia otrzymałaby broń zaprojektowaną i produkowaną w Polsce, a Piorun dołączyłby do katalogu wspólnych zdolności sojuszniczych po obu stronach Odry.
To Polska ma zarabiać na zbrojeniach
Wiceminister obrony wykorzystał temat Pioruna, żeby odnieść się do szerszej dyskusji o polskim przemyśle obronnym. W debacie politycznej często pojawia się narracja, że zagraniczne firmy zarabiają na Polakach. Tomczyk stawia inną tezę: skoro inwestujemy w technologie, to powinniśmy zarabiać my – jako państwo i jako gospodarka – sprzedając nowoczesny sprzęt innym.
Często słyszymy ze strony polityków PiS, że ktoś chce na nas zarobić. Wyjdźmy z tego lasu. To my, jako Polacy, jako polskie państwo, zarabiajmy na innych krajach. Takim przykładem jest właśnie system przeciwlotniczy Piorun – mówi Tomczyk.
Jako przykład wskazuje właśnie Pioruna, który z niszowego projektu rozwinął się w pełnoprawny produkt eksportowy. Z punktu widzenia budżetu państwa oznacza to wpływy z kontraktów, ale także wzmocnienie pozycji negocjacyjnej przy innych programach. Jeśli polska zbrojeniówka pokazuje, że potrafi stworzyć system, po który ustawia się kolejka państw, trudniej traktować nas wyłącznie jako rynek zbytu.
Fabryka Piorunów przyspiesza produkcję
Aby sprostać takim ambicjom, potrzebne są moce produkcyjne. Piorun wszedł do wytwarzania seryjnego w 2019 r., a na początku MESKO było w stanie przygotować około 300 pocisków rocznie. Od tego czasu linia produkcyjna przeszła wyraźną metamorfozę – dziś zakłady wytwarzają już ok. 1,3 tys. rakiet w ciągu roku. To ponad 4-krotny wzrost w stosunkowo krótkim czasie.
Plany się na tym nie kończą. Polska Grupa Zbrojeniowa, do której należy MESKO, deklaruje, że w perspektywie kilku lat chce co najmniej podwoić obecną produkcję Pioruna. Z deklaracji przedstawicieli PGZ wynika, że taki skok miałby nastąpić w horyzoncie 3-4 lat. Jeżeli te zapowiedzi uda się zrealizować, linia produkcyjna będzie w stanie odpowiadać zarówno na potrzeby polskiej armii, jak i na potencjalne duże kontrakty eksportowe.
Równolegle trwają prace nad rozwinięciem samego systemu. MESKO rozwija wersję Piorun NG o większym zasięgu i ulepszonej głowicy naprowadzającej oraz zestaw Grzmot, który ma sięgnąć celów w odległości do 12 km. Piorun nie jest więc zamkniętym projektem, lecz fundamentem szerszej rodziny środków obrony powietrznej krótkiego zasięgu.
Przeczytaj także:
Jeśli rozmowy z Berlinem zakończą się sukcesem, będzie to nie tylko biznesowy zastrzyk dla producenta, lecz także jasna deklaracja, że polska myśl techniczna w obszarze obrony powietrznej przestała być dodatkiem do zachodnich systemów, a stała się pełnoprawnym elementem europejskiego łańcucha dostaw. A wtedy określenie polski produkt eksportowy w kontekście zbrojeniówki przestanie być myśleniem życzeniowym.
* Źródło zdjęcia wprowadzającego: Mesko







































