iPhone'y polecą na Księżyc. Wreszcie udało się skruszyć beton
To decyzja, na którą czekali wszyscy fani technologii i eksploracji kosmosu, choć pewnie nikt nie spodziewał się, że nadejdzie tak szybko. Jared Isaacman, Administrator NASA, właśnie rozbił betonowy mur biurokracji. Astronauci misji Crew-12 oraz księżycowej Artemis II będą mogli oficjalnie zabrać na orbitę swoje prywatne smartfony.

Przez lata paradoks misji kosmicznych polegał na tym, że astronauci podróżowali na orbitę na szczycie najnowocześniejszych rakiet świata, by po dotarciu na stację kosmiczną wyciągać z toreb sprzęt fotograficzny pamiętający czasy sprzed dwóch dekad.
Jared Isaacman postanowił to zmienić. W swoim wpisie na platformie X zapowiedział, że począwszy od misji Crew-12, a następnie podczas historycznego przelotu wokół Księżyca w ramach Artemis II, załogi zostaną wyposażone w najnowsze smartfony, w tym iPhone'y.
Jednak, jak zaznacza Isaacman, za tą decyzją kryje się coś więcej niż tylko chęć robienia efektownych selfie z Błękitną Planetą w tle. To wypowiedzenie wojny biurokracji, która od lat dławi innowacyjność wewnątrz agencji.
Dajemy naszym załogom narzędzia do uwieczniania wyjątkowych chwil dla swoich rodzin i dzielenia się inspirującymi zdjęciami i filmami ze światem. Co równie ważne, w krótkim czasie rzuciliśmy wyzwanie długotrwałym procesom i zakwalifikowaliśmy nowoczesny sprzęt do lotów kosmicznych. Ta pilna potrzeba operacyjna dobrze posłuży NASA w dążeniu do realizacji najbardziej wartościowych badań naukowych na orbicie i na powierzchni Księżyca. To mały krok we właściwym kierunku - napisał Jared Isaacman.
Walka z proceduralnym betonem
Decyzja o dopuszczeniu smartfonów na pokład to w rzeczywistości poligon doświadczalny dla nowych standardów zarządzania. Isaacman otwarcie przyznaje, że kluczowym elementem tej zmiany było zakwestionowanie długoletnich procesów kwalifikacji sprzętu.
W świecie inżynierii kosmicznej "nowoczesność" często przegrywała z "certyfikacją". Każdy, kto miał styczność z zamówieniami dla sektora kosmicznego, wie, o czym mowa: to gąszcz wymagań, od testów radiacyjnych czipów, przez skrajne próby termiczne baterii, aż po analizę odgazowywania materiałów w próżni i testy wibracyjne.
Te procedury istnieją nie bez powodu, ale z czasem stały się hamulcem postępu. Isaacman polecił swoim zespołom zweryfikowanie, które z tych wymogów są rzeczywiście niezbędne w dzisiejszych realiach, a które stanowią jedynie biurokratyczny balast.
Administrator NASA nazywa to "operacyjną pilnością", która ma kluczowe znaczenie nie tylko dla robienia zdjęć, ale przede wszystkim dla prowadzenia badań naukowych o najwyższej wartości, zarówno na orbicie, jak i w przyszłości na powierzchni Księżyca. Dopuszczenie smartfonów to, posługując się słynną kosmiczną terminologią, mały krok w słusznym kierunku, który ma przetrzeć szlaki dla szybszej certyfikacji innego, krytycznego sprzętu.
Nikon z 2016 roku leci na Księżyc
Aby zrozumieć skalę problemu, z jakim mierzy się NASA, wystarczy spojrzeć na pierwotne plany wyposażenia misji Artemis II. Do momentu interwencji Isaacmana, najnowszym aparatem, jaki miał znaleźć się na pokładzie statku Orion okrążającego Księżyc, była lustrzanka Nikon z 2016 r. Towarzyszyć jej miały kamery GoPro, których technologia również była przestarzała o blisko dekadę. Wiecie sami najlepiej, że w świecie elektroniki użytkowej to wieki.
Dzięki nowym wytycznym astronauci zyskają dostęp do nowoczesnych, przenośnych kamer w swoich telefonach. To otwiera zupełnie nowe możliwości wideo. Podczas gdy stacjonarne kamery czy duże lustrzanki świetnie nadają się do zaplanowanych sesji, smartfon jest bezkonkurencyjny w chwytaniu zjawisk nagłych i ulotnych.
Eksperyment, który daje niespodziewany rezultat, czy rzadkie zjawisko atmosferyczne widoczne za oknem kapsuły, teraz te momenty będą mogły zostać uwiecznione natychmiast, w wysokiej rozdzielczości i z łatwością obsługi, jaką daje nowoczesny interfejs dotykowy.
Więcej na Spider's Web:
Dlaczego dopiero teraz?
Pytanie, dlaczego astronauci nie mogli korzystać ze swoich telefonów wcześniej, jest zasadne, zwłaszcza że smartfony latały już w kosmos. Dwa iPhone'y 4s znalazły się na pokładzie ostatniej misji wahadłowca w 2011 r., a astronauci prywatnych misji, takich jak Polaris czy loty Axiom, regularnie zabierali ze sobą własne urządzenia.
W przypadku misji rządowych NASA inżynierowie musieli mieć jednak absolutną pewność, że osobiste urządzenia nie będą zakłócać systemów statku kosmicznego ani stwarzać zagrożenia pożarowego.
Nawet drobne usterki techniczne w zamkniętym środowisku stacji kosmicznej mogą eskalować do rangi zagrożenia życia. Dlatego proces zatwierdzania nowej technologii konsumenckiej był drogą przez mękę.
Przez ostatnią dekadę mieszkańcy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) do łączenia się z internetem i rozmów z bliskimi używali głównie tabletów, a do zdjęć wspomnianego, ciężkiego sprzętu profesjonalnego. Teraz, dzięki przyspieszonej ścieżce kwalifikacji, bariera bezpieczeństwa została pokonana bez kompromisów w zakresie ryzyka.
Ludzka twarz misji kosmicznych
NASA podkreśla, że smartfony nie zastąpią profesjonalnych kamer wykorzystywanych do ścisłej dokumentacji naukowej. Ich rola jest inna, bardziej humanistyczna. Mają one pomóc w uczłowieczeniu misji kosmicznych. Agencja liczy na to, że dzięki łatwości nagrywania i robienia zdjęć, astronauci będą mogli w bardziej bezpośredni, nieformalny sposób dzielić się swoimi przeżyciami.
Dla odbiorców na Ziemi oznacza to szansę na zobaczenie życia na orbicie z perspektywy pierwszej osoby - surowej, autentycznej i bliższej naszej codzienności.






































