Lotnisko w Krakowie testuje nowy sprzęt. Przestaniesz się bać
Kontrole na lotniskach stresują, nawet jeśli ma się pewność, że postępuje się zgodnie z zasadami. Nigdy nie wiadomo, czy maszyna do czegoś się nie przyczepi.

Lotniskowe kontrole dla wielu osób są źródłem niepotrzebnych nerwów. Niby człowiek wie, że nie wnosi na pokład niczego nieodpowiedniego, ale zawsze pozostaje nuta niepewności. Czy zdjęło się wszystko zgodnie z zaleceniami? Czy nie zapomniało o drobiazgu, który wzbudzi czujność urządzeń i pracowników? Niewinni czują się tak, jakby rzeczywiście starali się coś przemycić. Kiedy skanery niczego nie wychwycą, ciężki kamień spada z serca, jakby naprawdę udało się oszukać system.
Na łatwość, z jaką przyszło nam akceptowanie tych specyficznych zasad, zwracał uwagę filozof Zygmunt Bauman. Dziwił się, że społeczeństwu wcale nie przeszkadza traktowanie wszystkich jako potencjalnie podejrzanych. W książce "Straty uboczne. Nierówności społeczne w epoce globalizacji" pisał o bezpieczeństwie jako wartości, która "wypycha z pola widzenia wszystkie inne wartości", a co za tym idzie "w świecie tak niebezpiecznym jak nasz indywidualną wolność słowa i działania, prawo do prywatności (…) trzeba ograniczyć bądź zawiesić". Można to zrobić, bo nagrodą jest poczucie bezpieczeństwa – wiara w to, że ktoś nad nami czuwa.
Tolerując pozorne kontrole, nie tylko skazujemy się na godzinne kolejki i upokarzające procedury, nie tylko przesuwany nasze własne granice tolerancji na nadzór; akceptujemy też wyrzucone w błoto publiczne pieniądze i brak debaty na temat możliwych, lepszych rozwiązań – pisała w 2015 r. Katarzyna Szymielewicz, prezeska fundacji Panoptykon, na łamach "Krytyki Politycznej".
Zwracała również uwagę na losowość kontroli. Nagle bramka może zapikać, choć na innym lotnisku (albo nawet tym samym) nie reagowała na ten sam ubiór czy buty. Teraz ta niesprawiedliwość jest nawet większa. Lecąc z Krakowa czy Poznania na pokład wniesiemy więcej niż 100 mln płynów, ale już w wielu innych miejscach obowiązuje stary limit. To niby tylko kwestia techniczna, związana ze skanerami, ale pokazująca różnice w podejściu: raz można poluzować zasady, raz trzeba dalej patrzeć surowym okiem.
Namiastkę lotniskowych kontroli mamy dziś w sklepach. Lubię obserwować reakcje klientów, gdy bramka zapika. Na twarzach od razu pojawia się zakłopotanie, a czasami nawet przerażenie. Nikt nie chce być podejrzewany o kradzież czy występek. Większość zawraca i pokornie czeka na interwencję ochrony. Ci, którzy wywołali alarm, natychmiast chcą zmazać swoje winny, pragną udowodnić, że niczego złego nie zrobili.
Mają na to przecież dowód. Gotowi są pokazywać zawartość toreb i plecaków, aby ochroniarz jak najszybciej ich uniewinnił i puścił wolno. Niektórzy pewnie podejrzewają samych siebie. Może o czymś zapomnieliśmy? Automatycznie, bezwiednie wrzuciliśmy coś do torby i mamy karę za niedbalstwo, roztrzepanie, gapiostwo. Im więcej skanerów i bramek w sklepach, tym więcej okazji do takich wątpliwości. Niby każdy krok jest pod kontrolą, kamer przybywa, monitorują ruch przy kasach samoobsługowych, a jednocześnie dalej dochodzi do sytuacji, że bramka w sklepie zachowuje się nieprzewidywalnie. I wskazuje na klientów, wobec których są jakieś zastrzeżenia. Może niesłuszne, ale choć system ufa, to sprawdza.
Kraków z nowymi skanerami
Mają sprawić, że kontrole będą przebiegać sprawniej, a co za tym idzie można liczyć na to, że będą mniej stresujące.
Pasażer przechodzi przez skaner, a system w kilka sekund sprawdza, czy pod ubraniem nie ma nic, co wymaga dodatkowej kontroli. Body scannery wykrywają metalowe i niemetalowe przedmioty oraz potencjalnie niebezpieczne elementy (np. broń, materiały wybuchowe, płyny czy narkotyki), a to wszystko przekłada się na większe bezpieczeństwo oraz szybszą i sprawniejszą kontrolę - wyjaśniono.
"Bez stresu czy zapiszczę na bramce" – opisuje urządzenia jedna z podróżnych, która z podobnym rozwiązaniem spotkała się na lotnisku w Holandii. " Wszystko sprawnie!" – potwierdza krakowski port lotniczy.
Inna podróżna dodała, że warto byłoby zainwestować w sprzęt, dzięki któremu nie trzeba będzie ściągać butów. Okazuje się, że i to jest w planach krakowskiego lotniska.
Obok body scannera testujemy również skaner do butów, widoczny na jednym ze zdjęć. To kolejne rozwiązanie, które pomoże przyspieszyć kontrolę - potwierdziło krakowskie lotnisko.
Od kontroli na lotniskach z oczywistych względów się nie ucieknie, ale przynajmniej istnieje szansa, że cała procedura przebiegać będzie sprawniej. Dobre i to?



















