1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Tech
  4. Technologie

Gram od rana i trudno się oderwać. Kultowa Contra z Pegasusa wróciła jako gra mobilna, wcale nie jest zła

Kultowa Contra wróciła jako gra mobilna. O dziwo nie jest zła

Kultowa Contra powraca. Wielki hit Konami z późnych lat 80 dla automatów i konsoli NES zdobył miliony fanów na całym świecie. W Polsce Contra wywołała furorę w następnej dekadzie, lądując na pirackim, szeroko importowanym do naszego kraju Pegasusie. Teraz seria trafiła na smartfony.

Gdy zobaczyłem darmowe Contra Returns w App Store na iPhone'a, zacząłem się krzywić jak Clint Eastwood w Gran Torino. Lepiej już było, ordynarny skok na kasę, brak szacunku dla kultowej marki - klasyczna wiązanka oskarżeń przeszła przez głowę, gdy darmowa aplikacja pobierała się na mój smartfon. Byłem przekonany, że kilka minut później będę ją odinstalowywał z poczuciem głębokiego niesmaku. Minęło jednak kilka godzin, a ja wciąż walczę z organizacją Red Falcon.

Zwrot akcji. Contra Returns jest znacznie, znacznie lepsza, niż przypuszczałem.

Stali czytelnicy Spider's Web mogą znać moje krytyczne zdanie na temat gier na smartfony. Uwielbiam mobilną rozgrywkę, ale tylko na konsolach przenośnych z prawdziwego zdarzenia, jak GameBoy, Nintendo Switch czy PSP. Darmowe produkcje ze smartfonów to dla mnie antyteza dobrej zabawy i dobrej gry wideo. Aplikacje nastawione na wyciąganie prawdziwych pieniędzy, z całą ekonomią i rozgrywką podporządkowaną pod mikro-transakcje, to rak toczący współczesną branżę gier. Nowotwór wywierający wpływ na kształt produkcji dla konsol i PC, co nie podoba mi się najbardziej.

Nie miejcie żadnych złudzeń: Contra Returns doskonale wpisuje się w ten trend. W grze pojawia się kilka różnych walut, blokowanie zawartości upływem czasu, bohaterowie, skórki i bronie do kupienia, kilka równoległych ścieżek ulepszeń przyspieszanych prawdziwymi pieniędzmi i wiele, wiele więcej. Skąd więc moje pozytywne doświadczenie? Mimo całej tej okropnej otoczki, produkcja Konami oraz Tencenta oferuje solidną, zróżnicowaną, wciągającą rozgrywkę. Pod warstwą mobilnego lukru mamy starą, dobrą Contrę z mięśniakami Billem Rizerem i Lance'em Beanem.

Stara Contra w nowym stylu, bez przesadnej automatyzacji pod dotykowy ekran.

Spora liczba współczesnych gier na smartfony ma coraz mniej wspólnego z samym graniem. Strzelanie, skakanie, chodzenie - wiele tych czynności podlega automatyzacji, by łatwiej prowadzić gracza za rękę i trzymać go na właściwych torach. Na szczęście Contra Returns nie jest do bólu uproszczona. Gracz sam tutaj pociąga za spust, sam celuje, steruje bohaterem, skacze i unika pocisków. Do pełnego pakietu z lat 90 brakuje mi tylko możliwości położenia się na brzuchu (jest kucanie) oraz zeskoku na platformę poniżej. Koniec końców nie jest jednak źle, otrzymujemy bogaty zestaw ruchów.

Oczywiście dotykowy ekran to nie fizyczny kontroler. Stąd seria akceptowalnych uproszczeń, jak np. długi pasek życia, pozwalający graczowi przyjąć sporą dawkę wrogiego ołowiu. Contra Returns posiada jednak coś specjalnie dla hardkorowych fanów: klasyczny tryb, w którym nasz heros pada od każdego pocisku. Tak jak na Pegasusie.

Zupełnie nowa jest oprawa. Środowisko 3D rozwija skrzydła zwłaszcza podczas scen narracyjnych, gdy okazuje się, że również tła lokacji są zbudowane z trójwymiarowych obiektów. Mobilna Contra Returns nie jest co prawda jedną z najładniejszych gier mobilnych, lecz oprawa wydaje się na tyle przyjemna dla oka, by nie przeszkadzać. Ważne, że dostajemy odpowiednio płynną rozgrywkę, co ma kluczowe znaczenie w przypadku gier z gatunku run and gun. Contra Returns nie rozgrzewa również smartfonu do czerwoności i nie drenuje akumulatora w nieprzyzwoity sposób.

Twórcy gry wielokrotnie mrugają do dorosłych fanów Contry, mieszając stare z nowym.

Gra restauruje kultowych przeciwników z Pegasusa w nowej, trójwymiarowej odsłonie. Mobilna Contra pokazuje wtedy oryginalne projekty wrogów z lat 80, co stanowi świetny dodatek. Dorośli gracze docenią również powrót do doskonale znanych lokacji, w tym na wyspę Galuga. Jednocześnie Chińczycy z Tencenta mieszają w kotle całą mitologię serii Contra, odnosząc się do wielu wydarzeń i postaci z późniejszych odsłon. Fani marki będą mieli wiele powodów do zadowolenia.

Z bogactwem postaci idzie w parze bogactwo przeciwników i lokacji. Nie będę niczego zdradzał, ale gracze mogą liczyć na kilka fabularnych zwrotów akcji rodem z filmów klasy B, a także szeroką paletę wrogów, daleko wykraczającą poza sługusów militarnej organizacji Red Falcon. No i to udźwiękowienie! Contra Returns ugina się od klasycznych sampli, od głównego motywu po dźwięki wybuchów. Mamy do czynienia z jedną z niewielu darmowych gier mobilnych, gdzie warto powstrzymać się od wyłączenia audio.

Obfity jest także zestaw trybów i modułów. Poza fabularną nitką zadań Contra Returns oferuje wcześniej wspomniane wyzwania z klasycznym poziomem trudności, bezpośrednie starcia z bossami, defensywny tryb polegający na odpieraniu fal wrogów, kooperacyjne misje rozgrywane wspólnie z innym graczem, moduł PvP z publicznymi oraz rankingowymi starciami, a nawet misje z wielkim bojowym mechu, czerpiące garściami z salonowych gier bullet hell. Zdecydowanie jest tutaj co robić.

Oczywiście na samym końcu warto pamiętać, że mamy do czynienia z grą free2play.

Trudno zresztą o tym zapomnieć, przedzierając się przez interfejs pełen reklam, promocyjnych ofert i rabatów. Mimo tej okropnej narośli mobilna Contra daje frajdę, a to przecież najważniejsze. Chińska aplikacja sprawiła, że zasiedziałem się na kanapie, a wirus jeszcze tylko jednej misji zainfekował mój organizm. Ze wstydem przyznaję również, iż w pewnym momencie wciągnęł mnie nawet scenariusz. Koniecznie chciałem wiedzieć, co wydarzy się dalej podczas eksploracji sekretnego podziemnego laboratorium. Jeśli masz 30-tkę na karku, posiadałeś Pegasusa i szukasz prostej gry mieszczącej się do kieszeni, można dać szansę: