Tech  /  Felieton

Apple AirTag to tak genialny gadżet, że nawet hejterzy mogą tylko bić brawo

Picture of the author

Można już kupować lokalizator Apple AirTag - najtańszy inteligentny gadżet z nadgryzionym jabłkiem. Nie daj się jednak nabrać, że chodzi w nim tylko o użyteczność. Apple chce, żebyś już nigdy nie porzucił jego ekosystemu.

Apple AirTag jest tak biznesowo genialnym posunięciem, że nawet największy hejter może tylko przystanąć i bić brawo. Zacznijmy od tego: zauważyliście, że AirTag nie ma żadnego otworu ani zaczepu, którym można by go było do czegokolwiek przymocować?

To nie przypadek. Gdyby AirTag był breloczkiem, nikt nie kupiłby do niego akcesoriów. A tak Apple zbije fortunę, licencjonując design breloków do lokalizatora i sprzedając swoje własne opaski za 159/215 zł. Genialne!

Ale pomijając uszczypliwości - AirTag to naprawdę użyteczny produkt, mający potencjał realnie zrewolucjonizować rynek lokalizatorów. Na swój sposób już to zrobił, bo wraz z premierą AirTagów Apple licencjonuje także swój standard FindMy i umożliwia stosowanie go w innych lokalizatorach. Wkrótce (prawie) wszyscy będziemy przytraczać breloczki do cennych przedmiotów, by móc je w prosty sposób zlokalizować, a dzięki temu, że iPhone’y są praktycznie wszędzie, odnalezienie potencjalnej zguby będzie banalnie proste. Genialne!

Apple AirTag jest też najtańszym inteligentnym produktem Apple’a. Oczywiście do wstępnej konfiguracji i działania wymaga innego urządzenia, ale to szczegół - nowe akcesorium Apple’a jest tak tanie, że każdy posiadacz telefonu z nadgryzionym jabłkiem będzie chciał je kupić. I będzie mógł sobie na to pozwolić, czego nie można powiedzieć o wszystkich akcesoriach Apple’a. Genialne!

A gdy już posiadacz telefonu z nadgryzionym jabłkiem kupi AirTaga, to przyzwyczai się, że gdy zawieruszy klucze albo zostawi plecak na dworcu, będzie mógł go zlokalizować z poziomu aplikacji na telefonie. I dwa razy się zastanowi, nim wymieni telefon na inny - taki, który mu tego nie umożliwia. Genialne!

Apple AirTag jest absolutnie genialnie pomyślanym produktem.

A) Rozwiązuje realny problem.
B) Robi to lepiej niż inne produkty tego typu przez wzgląd na popularność platformy, z którą jest kompatybilny.
C) Jest niedrogi.
D) Daje firmie realną korzyść finansową ze sprzedaży akcesoriów.
E) Utrudnia porzucenie ekosystemu istniejącym użytkownikom i zachęca nowych do wejścia do „rezerwatu”.

Genialne, genialne, genialne!

I… złowieszcze jednocześnie. Bo Apple rozstawił obecnie tak silne zasieki dookoła swojego rezerwatu, że aby z niego uciec, potrzeba będzie czołgu.

Apple robi wszystko, by zatrzymać przy sobie użytkowników. AirTag może zrobić to najskuteczniej.

Już dziś Apple zasadza na swoich konsumentów kilka pułapek bez wyjścia.

Pierwszej z nich nie widać w Polsce, ale za oceanem stanowi realny powód dla pozostania z iPhone’em: iMessage i FaceTime. Aplikacje komunikacyjne Apple’a są w rozwiniętych krajach tak powszechnie stosowane, że nierzadko brak iPhone’a równa się społecznemu (lub rodzinnemu) wykluczeniu. Chcesz zrozumieć, na czym polega problem? Przestań korzystać z Messengera, podczas gdy używają go wszyscy twoi znajomi.

Trzy kolejne pułapki czyhają na profesjonalistów. Nazywają się Final Cut Pro, Logic Pro i Xcode.

Final Cut Pro jest najlepiej działającym edytorem wideo na komputerach Apple’a. Nawet świetnie zoptymalizowany DaVinci Resolve nie może się z nim równać. I chociaż obiektywnie rzecz biorąc jest to dość ubogi w możliwości program na tle chociażby Adobe Premiere Pro, to jego prostota i szybkość działania skutecznie przekonują do siebie prosumerów i profesjonalistów. Sęk w tym, że Final Cut Pro fundamentalnie różni się w swoim działaniu od innych NLE (non-linear editors), więc po nauczeniu się pracy w tym programie niezwykle trudno jest przesiąść się na cokolwiek innego. A chcąc korzystać z FCP, konieczny jest komputer Mac. Ta pułapka zmusiła setki tysięcy twórców wideo do pozostania przy Macach od 2016 r., nawet kiedy MacBooki Pro miały bardzo niski stosunek mocy do ceny i psuły się na potęgę. Chcąc pracować w FCP, innej opcji nie było.

Tak samo jest z Logic Pro. On co prawda nie różni się w zasadzie działania od innych programów typu DAW (Digital Audio Workstation), ale jest od większości z nich prostszy, bardziej intuicyjny i - ponownie - nieporównywalnie lepiej zoptymalizowany pod komputery Mac. Dodajmy do tego fakt, iż macOS bez porównania lepiej zarządza kodekami audio i mamy prosty powód, dla którego muzycy i producenci sięgają po Logica Pro. A gdy już go spróbują, nie mogą uciec. Osobiście znam kilka osób, które budowały hackintoshe tylko po to, by uciec od przeraźliwie drogich i zbyt słabych komputerów Apple’a. I… tak czy inaczej wróciły do nich po jakimś czasie.

Xcode z kolei nie jest niezbędny, aby tworzyć aplikacje, ale jest niezbędny, by sprzedawać je w App Storze. A jako że iOS/iPadOS są znacznie bardziej dochodowymi platformami niż Android, programiści nie mają wyjścia - jeśli chcą zarabiać, muszą mieć na podorędziu przynajmniej jeden komputer Apple’a.

Ostatnia pułapka to Apple Watch. Absolutnie najpopularniejszy zegarek na świecie. Nie smartwatch. Zegarek. Apple Watch zdążył już wyprzedzić sprzedażowo całą krainę klasycznych czasomierzy, Szwajcarię, o swoich „inteligentnych” konkurentach nie mówiąc. Nie istnieje smartwatch o bardziej rozbudowanym zestawie funkcji, tak jak nie istnieje smartwatch lepiej dogadujący się z innymi elementami ekosystemu Apple’a. Jeśli masz iPhone’a i/lub Maca, i chcesz mieć inteligentny zegarek, wybierasz Apple Watcha. A mając Apple Watcha prawdopodobnie dwa razy się zastanowisz, nim wymienisz telefon na inny niż iPhone, bo zegarek Apple’a po prostu z nim nie zadziała.

Apple AirTag to kolejna z takich pułapek, potencjalnie najbardziej zdradliwa (może oprócz iMessage). W przeciwieństwie do innych programów i sprzętów Apple’a, lokalizator jest śmiesznie tani. Do tego, jak mówią koledzy, którzy już AirTagi nabyli, to naprawdę działa świetnie. Konfiguracja lokalizatora i jego wykorzystanie idealnie wpisuje się w apple’owską dewizę „it just works”.

Jakie to proste, a jakie skuteczne! 159 zł za to, żeby - teoretycznie - nigdy już nie martwić się zagubionym bagażem na lotnisku czy zapodzianymi kluczami. Jest tylko jeden haczyk: nie będziesz się o to martwić tak długo, jak długo będziesz korzystał ze sprzętu Apple’a. A to cena, którą wielu zapewne zgodzi się zapłacić w zamian za spokój ducha.

I oczywiście AirTag zadziała też w drugą stronę - rozbudowanie ekosystemu FindMy i upowszechnienie AirTagów może sprawić, że więcej użytkowników przejdzie na stronę Apple’a, bo też będą chcieli posmakować tego spokoju ducha i zabezpieczyć swoje cenne przedmioty przed zagubieniem. Tak, mogą to zrobić przy użyciu dowolnego innego lokalizatora, ale żaden inny lokalizator nie będzie dysponował tak rozbudowanym ekosystemem. A co za tym idzie, w głowach konsumentów utrwala się przekaz: jeśli chcesz mieć pewność, że odnajdziesz swoją zgubę, powienieneś korzystać ze sprzętu Apple’a.

Apple zamyka użytkowników w złotej klatce…

…i podłącza klatkę do prądu. Jej pręty są pod takim napięciem, że na upartego da się zdzierżyć ból i otworzyć wrota, by wyjść na wolność. Jednak każda próba rozpocznie się od porażenia prądem, żebyś dwa razy się zastanowił, czy na pewno chcesz to zrobić.

W redakcyjnym gronie mamy taką tezę, że nie da się być fanem jabłka na pół gwizdka. Jak wchodzisz, wchodzisz po całości i robisz to bardzo szybko. Widzę to zresztą po sobie: kupiłem iPhone’a i… dwa miesiące później miałem już Maca, po roku dorzuciłem Apple Watcha, z niecierpliwością czekam na AirPods Pro 2 i lada dzień kupię licencję na Final Cut Pro. Porzucenie tak ściśle współgrającego ekosystemu może się okazać tak trudne, że wręcz niemożliwe. A Apple AirTag tylko dodatkowo tę ucieczkę utrudnia.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst