1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Tego nikt się nie spodziewał. Z okazji powrotu Ligi Mistrzów przedstawiamy momenty, które zszokowały świat

Tego nikt się nie spodziewał. Z okazji powrotu Ligi Mistrzów przedstawiamy momenty, które zszokowały świat

Za nami całkowicie zbędna i zupełnie niepotrzebne przerwa na piłkę reprezentacyjną. Po trzech tygodniach wraca futbol w najlepszym wydaniu. Mecze Ligi Mistrzów będziemy oglądać online i przed telewizorami, ale zanim to nastąpi, postanowiliśmy zabrać was w podróż w czasie.

Po trzech tygodniach przerwy wracają najlepsze piłkarskie rozgrywki na świecie, z tej okazji wybrałem dla nas zestawienie sytuacji, meczów, historii (niepotrzebne skreślić), które z całą pewnością przysporzyły nam niesamowicie dużo emocji, a bukmacherów kosztowały niemałe pieniądze.

Zanim ruszymy w tę podróż, nie ukrywam, że miałem niesamowitą frajdę z przeglądania archiwalnych materiałów. Ach... wspomnień czar. Zaczynamy!

To był jeden z najbardziej emocjonujących meczów w historii futbolu

Był 26 maja 1999 roku, jeszcze w 80. minucie spotkania szybkie spojrzenie na tablicę wyników nie pozostawiało wątpliwości. Bayern po raz pierwszy w historii wygra Ligę Mistrzów. Kibice czekali do ostatniego gwizdka, wielu z nich liczyło na takie rozstrzygnięcie, gdyż wielu obstawiało właśnie taki wynik.

Jakże wielki był ich smutek, gdy United na 10 minut przed końcem spotkania wzięło się do odrabiania strat.

Marzenie o wygranej Ligi Mistrzów poszły się *****, a kupony kibiców na całym świecie straciły ważność. Manchester United sięgnął wtedy po uszate trofeum, a Ole Gunnar Solskjær stał się ulubieńcem kibiców czerwonych diabłów na długie lata.

Skoro już przy wielkich powrotach jesteśmy, pamiętacie Dudek Dance?

Umówmy się, czy ktokolwiek mógłby zapomnieć? Dudek w tamtym meczu przeszedł samego siebie, dokonał niemożliwego, co po latach wciąż doceniają największe legendy Liverpoolu, w tym Steven Gerrard. Dla nich interwencje Dudka, zwłaszcza ta podwójna, w której Szewczenko sam nie dowierzał temu, co właśnie się stało, były najważniejszym elementem tamtego finału.

Później poszło już z górki, a ci, którzy jeszcze w przerwie zdążyli u bukmachera obstawić zwycięstwo, Liverpoolu mogli spać na workach pieniędzy. Coś niesamowitego.

A co gdyby Dembele wtedy trafił? Czy Liverpool miałby jeszcze szansę na awans i ostateczny triumf w sezonie 2019/2020?

Takich pytań kibice zadają sobie na pęczki. Eksperci również, ale w tamtej sytuacji?

Barcelona prowadzi z Liverpoolem 3:0. Dobry wynik po pierwszym meczu, zmarnowana okazja jakich wiele. Czy ktokolwiek w momencie strzału Dembele myślał, że właśnie rozstrzyga się sprawa awansu do dalszej fazy rozgrywek?

Wszystko zmienia się tydzień później. Liverpool dokonuje cudu i na swoim stadionie demoluje Barcelonę cztery do zera. Wszyscy ci, którzy stawiali na awans Barcelony, pewnie do dziś plują sobie w brodę...

Tymczasem dla mnie, jako kibica Realu, był to jeden z najpiękniejszych dni w życiu.

I nie, nie chodzi tu o porażkę Barcelony. Chodzi o cud, którego Sergio Ramos dokonał 24 maja 2014 roku, gdy w 93. minucie spotkania z Atletico Madryt wyrównał stan rywalizacji w finale Ligi Mistrzów.

Czy Atletico było wtedy faworytem? Nigdy w życiu! Czy zdominowało Real od pierwszego gwizdka sędziego? Niekoniecznie. Ale trzeba przyznać, że to właśnie wtedy piłkarze Diego Simeone byli o krok od niespodzianki. Większość obstawiała zwycięstwo Realu, ale tylko nieliczni obstawili gol Ramosa w doliczonym czasie gry.

Po tej bramce wiele się zmieniło. Zdarzenie o nazwie "czy Ramos trafi w 90 minucie lub później?" stało się stałym elementem oferty firm bukmacherskich, z kolei Królewscy rozpoczęli marsz na szczyt, zgarniając przy tym 4 puchar Ligi Mistrzów w pięć, przy czym dokonując niemożliwego, broniąc zdobyte trofeum dwukrotnie.

Nim Real sięgnął po najważniejsze europejskie trofeum po raz dziesiąty, nastroje kibicom Los Blancos psuło wielu piłkarzy, wśród nich był Robert Lewandowski.

Lewy w jeden wieczór wspiął się na piłkarski szczyt. Cztery bramki wbite Realowi Madryt w Dortmundzie, na dokładkę jedna bramka w rewanżu. W ten właśnie sposób nazwisko Lewandowski wylądowało na ustach piłkarskich ekspertów na całym świecie.

To była historia jak z bajki, a jeśli przy bajkach jesteśmy...

Czy w 2004 roku ktokolwiek obstawił, że to właśnie Porto dotrze do finału, odprawiając pod drodze niezwykle mocny Manchester United?

Ależ to była edycja! Wymarzona dla każdego kibica, prawdopodobnie znienawidzona przez bukmacherów.

Wielkie firmy, takie jak Milan, Juventus, Bayern Monachium odpadały, zanim rozgrywki weszły w decydującą fazę. Obok Porto karty rozdawały Deportivo La Coruna, Monaco i Chelsea. W owym czasie, zespoły może nie tyle anonimowe, ale z pewnością niezbyt dobrze znane polskim kibicom.

To właśnie wtedy na piłkarskie salony wszedł Jose Mourinho, pod którego wodzą FC Porto zostało najlepszą drużyną w Europie. Czy słusznie? Według bukmacherów na pewno nie, ale tego dnia, 26 maja 2004 roku, portugalskie Smoki z całą pewnością zdobyły serca kibiców na całym świecie. W tym również moje.

Materiał powstał we współpracy z Cherry Online Polska sp. z o.o..

Cherry Online Polska sp. z o.o. posiada zezwolenie Ministra Finansów. Hazard wiąże się z ryzykiem. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest przestępstwem. 18+

Lokowanie produktu