Gry  / Lokowanie produktu

Żałuję, że dopiero teraz dałem szansę Rainbow Six Siege. Gra działa na PS5 i XSX w 120 fps

Picture of the author

Zawsze coś stawało na drodze. Razem z grupą znajomych obiecywaliśmy sobie, że przysiądziemy do Rainbow Six Siege, lecz nieustannie pojawiała się jakaś przeszkoda na horyzoncie.

Kiedy jednak Ubisoft opublikował darmową aktualizację dla konsol nowej generacji, wiedzieliśmy, że to ten moment. Pobraliśmy R6, założyliśmy drużynę i… bang, strzał w dziesiątkę. Czegoś takiego szukałem.

Może to wina pierwszych, niezbyt pochlebnych recenzji sprzed pięciu lat. Zalew innych gier FPS również nie pomagał. Rozmijałem się z Rainbow Six Siege regularnie, chociaż zawsze chciałem dać tej grze szansę. Byłem pod wrażeniem tego, jak producenci wspierają i rozwijają swój tytuł, słuchając społeczności fanów. Czekałem więc na odpowiedni moment, aby samemu wskoczyć do świata R6. Nowy sezon, nowy operator, nowa mapa - to zawsze było troszkę za mało, zwłaszcza, gdy w tle pojawiały się zupełnie nowe produkcje do zrecenzowania.

Darmowa aktualizacja Rainbow Six Siege dla PlayStation 5 i Xbox Series była moim punktem zwrotnym.

Rozczarowany kierunkiem obranym przez nowe Call of Duty i zaskoczony brakiem Valoranta na konsolach, na nowo stałem się głodny taktycznej wymiany ognia. Gdy więc Ubisoft zapowiedział, że przygotowuje darmową aktualizację gry dla platform nowej generacji, razem ze znajomymi wiedzieliśmy: nadszedł ten moment. Nowa generacja, nowe możliwości, nowy początek, no i rabat sięgający 70 proc. ceny gry. Trudno o lepszą okazję do ponownego wkroczenia w taktyczny świat Rainbow Six.

Darmowa aktualizacja Ubisoftu wypada naprawdę korzystnie. Bez ponoszenia dodatkowych kosztów możemy przenieść Rainbow Six Siege z jednej generacji na drugą, nie tracąc żadnej zdobytej zawartości. Wszyscy operatorzy, wszystkie kostiumy, wszystkie skórki, wszystkie statystyki i wszystkie rangi migrują na nową generację. Co równie ważne, zmienia się także oprawa oraz sposób działania gry. Oczywiście na lepsze.

Rainbow Six Siege działa na PlayStation 5 i Xbox Series X w natywnym 4K z 60 klatkami na sekundę. Jeśli posiadamy telewizor z HDMI 2.1 oraz panelem 120 Hz, możemy uruchomić grę w dynamicznym 4K i aż 120 klatkach. Jako posiadacz telewizora Sony Bravia HX90, wybrałem drugi z trybów i poczułem, jak konsolowa wygoda miesza się z PeCetową jakością. Otrzymałem komputerową płynność i dynamizm na konsoli. Czekałem na to latami, nieco zazdroszcząc kolegom codziennie grającym w CS:GO powyżej 60 klatek.

Te 120 klatek na sekundę naprawdę robi robotę. W tej generacji nie chcę powrotu do 30 fps.

Dodatkowe klatki przekładają się na realną przewagę na serwerach sieciowej strzelaniny. Doskonale rozumie to każdy miłośnik FPS-ów na komputerze oraz każdy fan e-sportowych rozgrywek. Po pierwsze, z wysokim klatkarzem łatwiej śledzić ruchy przeciwników, które stają się mniej skokowe, bardziej spójne i bardziej naturalne. Po drugie, wysoka wartość fps ogranicza liczbę rozpraszających elementów, jak smugi za szybko poruszającymi się przeciwnikami. Takie efekty powstają np. podczas opadania ze znacznej wysokości, skacząc z dachu czy balkonu.

Po trzecie, wysoka liczba klatek na sekundę skutkuje szybszym pojawianiem się przeciwników, wynurzających się zza osłon i ścian. To wciąż ułamki sekund różnicy, ale jak najbardziej mierzalne oraz obserwowalne. W połączeniu z ogólną wyższą płynnością gry, przeskok na 120 klatek daje wyraźną poprawę jakości rozgrywki. Tytuł staje się bardziej responsywny, a szybkim ruchom kamery towarzyszy mniejsze rozmycie (i mniejsze rozrywanie).

Oczywiście klatki na sekundę to nie wszystko. Równie ważna jest optymalizacja sieciowego kodu, rozmieszczenie serwerowni czy tick rate po stronie serwera. W przypadku Siege tick rate wynosi stałe 60 Hz (up & down), również na konsolach i dla każdego regionu. To wartość w zupełności spełniająca wymogi współczesnych taktycznych fps-ów, także podczas turniejów rankingowych.

Najważniejszy jest jednak gameplay. Rainbow Six Siege jest tak cudownie angażujące i taktyczne. Gra zmusza do myślenia.

Sieciowa strzelanina Ubisoftu idealnie zaspokaja mój taktyczny głód. Jestem wręcz zdumiony tym, jak wysoka dyscyplina, kultura i współpraca panuje na serwerach tej gry. Mało który gracz biegnie od razu przed siebie, głodny krwi i fragów. Większość osób korzysta z osłon i naturalnych przewag terenowych. Panuje ciągła wymiana informacji, za pomocą czatu głosowego lub przy pomocy systemu znaczników.

Siege zmusiło mnie do otworzenia się na zupełnie nowe podejście do przestrzeni i otoczenia. Wprowadziło dodatkowy wymiar rywalizacji. W tej grze zagrożenie może równie dobrze przyjść z góry i dołu, co z lewa i prawa. Gracze korzystają z lin, wchodzą do pomieszczeń przed okna i dachy, przebijają się przez ściany oraz wysadzają dziury w sufitach i podłogach. Możliwość wystrzelania sobie małego otworu (nie większego niż pięść) do obserwowania i prowadzenia ognia wydaje się fanom Siege oczywista. Dla mnie to było jak wyrwanie się z Matriksa. Zupełnie nowy poziom swobody i kreatywnego podejścia do rozgrywki.

No i ta bezwzględność w trakcie wymiany ognia! Krótka ale celna seria bezwarunkowo posyła przeciwnika na tamten świat. Liczy się refleks, liczy się precyzja i liczy się dbałość o zachowanie dogodnej linii strzału. W tej grze zmiana położenia broni choćby o centymetr robi kolosalną różnicę. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak skutecznie gracze lepsi ode mnie wykorzystują mechanizmy wychylania oraz czołgania. Jak kontrolują przestrzeń i jak kreatywnie podchodzą do rozwiązywania problemów.

Mogłoby się wydawać, że takie obszarowe bronienie lub zdobywanie terenu jest nudne albo powtarzalne. Rainbow Six Siege oferuje jednak tyle scenariuszy rozgrywki, tyle gadżetów, tyle umiejętności specjalnych i tylu operatorów, że nic tutaj nie zdarza się dwa razy. Z kolei emocje bywają równie wielkie jak na turniejach LAN w internetowych kafejkach. Doskonale podsumowuje to tekst mojego znajomego z wczorajszej wieczornej sesji, gdy ten skutecznie obronił ładunek przed trzema wrogimi graczami: zapomniałem o oddychaniu.

W Rainbow Six Siege podoba mi się, że zawsze mam co robić. Nawet, gdy zginę.

Siege nie jest grą, która pozwala na respawn po każdym niepowodzeniu. Starcia 5v5 trwają albo do pełnego pokonania drużyny przeciwnej, albo do podłożenia lub rozbrojenia ładunku. Na szczęście nawet gracz, który zginął we wczesnej fazie rozgrywki, może przysłużyć się kolegom i koleżankom z drużyny. Wciąż możemy np. korzystać z systemu monitoringu umieszczonego na mapie, oznaczając położenie wrogów nieświadomych obiektywu.

Dzięki takiemu oznaczaniu moja drużyna wygrała w sytuacji niemal pewnej porażki. Przełączając się między kamerami, dostrzegłem cały wrogi oddział w jednym obiektywie. Oznaczyłem go ostatniemu żywemu znajomemu z naszej drużyny. Ten zaszedł grupę przeciwników od tyłu i wystrzelał ich jeden po drugim. Czterech atakujących padło, a my jakimś cudem wygraliśmy rundę. Całą sytuację możecie zobaczyć poniżej:

To tylko jeden z dziesiątek sposobów pomocy własnej drużynie. Najbardziej uwielbiam początkowy etap obrony, gdzie gracze rozkładają pułapki, wzmacniają ściany, zabijają okna deskami i tak dalej. Prawdziwy festiwal gadżetów i fajerwerków. Minutę później na przygotowany tor przeszkód natykają się atakujący, próbując w kreatywny sposób dotrzeć do ładunków. Co nie jest łatwe, gdy im bliżej celu, tym więcej pułapek zastawionych przez obrońców. Ten system atak vs obrona zadziwiająco dobrze działa w praktyce, a każda rola daje frajdę na inny, odświeżający sposób.

Ubisoft ma wyczucie czasu. Rainbow Six Siege to na ten moment najlepsza taktyczna strzelanina na PS5 i XSX.

Producenci odpowiednio wcześnie przygotowali natywną wersję dla konsol nowej generacji. Wysoka rozdzielczość obrazu połączona z płynnością na poziomie 120 fps to kolejny atut drugiej najpopularniejszej taktycznej strzelaniny na świecie. Tak szybka premiera natywnej wersji dla PS5 i XSX/XSS sprawia, że Rainbow Six Siege w zasadzie nie ma konkurencji. No bo trudno uznać za taką Call of Duty Black Ops Cold War czy Fortnite’a. Zupełnie inna filozofia rozgrywki, inne tempo, inny poziom realizmu.

Rainbow Six Siege to teraz stały punkt naszych pandemicznych spotkań przy konsolach i mikrofonach. Niemal co wieczór gramy z paczką znajomych, wspólnie ucząc się nowych operatorów i odblokowując postaci za walutę zgarniętą bezpośrednio w grze. Stosunkowo przyjazny i bardzo uczciwy system ekonomiczny, rozgrywka dopracowywana i balansowana przez pięć ostatnich lat, niezwykle aktywna społeczność, atrakcyjna cena gry oraz darmowa aktualizacja dla konsol nowej generacji - wszystko to sprawia, że R6 nie ma żadnej konkurencji na PS5 i XSX kategorii taktycznych shooterów.

Byłem głodny wymagającej, inteligentnej rozgrywki i trafiłem headshota.

Tekst powstał we współpracy z firmą Ubisoft.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst