Tech  / Recenzja

Jest świetny - i co z tego. Surface Laptop Go - recenzja

Po dwóch tygodniach z Surface Laptop Go wiem dwie rzeczy. Po pierwsze: bardzo go lubię i świetnie się z niego korzysta. Po drugie: nikt nie powinien go kupić. Już tłumaczę.

Najmniejszy laptop Microsoftu w historii to urzekający sprzęt. Wizja taniego komputera przenośnego, która podoba się od pierwszego wejrzenia i która… ma zaskakująco dużo sensu. Spędziłem z Surface Laptop Go ponad dwa tygodnie, używając go głównie do zadań stricte biurowych, zwłaszcza pisania. Obrobiłem dla hecy kilka zdjęć, pograłem w indie-platformówkę w GamePassie. To niesamowite, jak wiele się Microsoftowi udało.

Surface Laptop Go łatwo polubić.

Choć Surface Laptop Go jest najtańszym z laptopów Microsoftu i drugim po Surface Go 2 najtańszym sprzętem w portfolio firmy, w ogóle tego nie czuć przy pierwszym kontakcie. To jest produkt premium. Coś jak Mercedes klasy A - niby jakość wykonania odstaje od topowej klasy S, ale nadal czuć, że to Mercedes, a nie jakaś tam Skoda. Z Surface Laptop Go jest podobnie.

Obudowa wykonana jest z aluminium na klapie i mieszanki żywicy poliwęglanowej z włóknem szklanym w podstawie, ale gdybym tego nie wiedział, sądziłbym, że to ten sam stop magnezu co w Surface Pro. Konstrukcja jest pokryta miłą w dotyku powłoką i nie ustępuje sztywnością najdroższym laptopom na rynku. W tym jednym względzie żaden komputer z tej półki cenowej nie może się równać z produktem Microsoftu - jakość wykonania jest niebywała.

Niebywała jest też kompaktowość tego urządzenia. Surface Laptop Go mierzy 278,18 x 205,67 x 15,69 mm i waży raptem 1,1 kg, co czyni go niesłychanie lekkim i przenośnym. Łatwo się zakochać w tak kompaktowym opakowaniu.

Entuzjazm podtrzymuje się, gdy otworzymy aluminiową klapę i położymy dłonie na klawiaturze. Ta również nie ma sobie równych w tej klasie i sprawia wrażenie żywcem wyjętej z Surface Laptopa 3, który w mojej opinii ma najlepszą klawiaturę spośród wszystkich laptopów na rynku.

Względem wspomnianego Surface Laptop 3 klawiatura musiała zostać nieco skondensowana ze względu na ogólne mniejsze gabaryty urządzenia, ale nie stanowi to problemu w codziennym pisaniu. Odstępy między klawiszami i rozmiar przycisków nadal są adekwatne, by rozwinąć podczas pisania pełną prędkość i pisać bezwzrokowo. Gładzik również jest fenomenalny, również żywcem wyjęty z droższych sprzętów Microsoftu. Niewiele jest urządzeń w tej klasie, które mogą się z nim równać.

Entuzjazm nieco słabnie gdy włączymy komputer. Przyznam szczerze, nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem styczność z komputerem bez podświetlanej klawiatury. A takową ma właśnie Surface Laptop Go, co jest dla mnie decyzją kuriozalną i kompletnie niezrozumiałą. „Podświetla się” tylko jeden klawisz - przycisk uruchamiania, w którym zaszyto czytnik linii papilarnych Windows Hello.

Dalsze osłabnięcie entuzjazmu przychodzi z chwilą spojrzenia na ekran.

Wyświetlacz Surface Laptopa Go ma przekątną 12,4”, proporcje 3:2, piękne kolory, a do tego jest dotykowy. Sęk w tym, że… ma rozdzielczość 1536 x 1024 px, co daje zagęszczenie na poziomie 148 PPI.

Z jednej strony to więcej niż ma przeciętny tani, 15-calowy laptop FullHD, gdzie PPI wynosi 141 PPI. Z drugiej jednak na 12,4” ta rozdzielczość wygląda po prostu strasznie.

Przy tak niewielkiej przekątnej siłą rzeczy musimy siedzieć dość blisko ekranu, żeby widzieć wyraźnie treść. I niestety podczas pracy w adekwatnej odległości od wyświetlacza widać każdy pojedynczy piksel. Najbardziej uderzył mnie widok awatara mojego profilu Microsoft w Wordzie - tam, gdzie powinno być w miarę wyraźne zdjęcie, zobaczyłem tylko zlepek kilku pikseli.

Na szczęście ta „pikseloza” jest widoczna tylko podczas pisania lub czytania tekstu. Gdy włączymy wideo czy grę, gdzie nie ma tylu kanciastych kształtów, oczy przestają dostrzegać ostre krawędzie i robi się naprawdę przyjemnie. Po dwóch tygodniach zresztą przywykłem do tego ekranu, ale nie będę udawał: gdy stawiam Surface Laptop Go obok Surface Pro 4 z ekranem o tej samej przekątnej, ale PPI na poziomie 267, czuję jakbym patrzył na sprzęty z dwóch różnych epok. Chociaż to Surface Pro 4 jest tym starszym.

Wydajności nikomu nie zabraknie... pod jednym warunkiem.

Wielką niewiadomą była wydajność Surface Laptopa Go. Bardzo cieszył mnie fakt, iż tym razem Microsoft nie wsadził do swojego komputera żałośnie powolnych procesorów Intel Pentium, lecz pełnoprawny Intel Core i5-1035G1. W moim egzemplarzu pracował on w tandemie z 8 GB RAM-u. Do dyspozycji mamy też dyski o pojemności 128 lub 256 GB SSD.

W zastosowaniach stricte biurowo-szkolnych Surface Laptop Go spisuje się fenomenalnie. Gdy włączony jest Word, przeglądarka i Spotfiy, komputer pozostaje bezgłośny i chłodny. Nie zacina się ani na moment, a jedyną sytuacją, w której wiatraczki się uruchomiły w tym scenariuszu była… wizyta w Librusie. Kto by pomyślał.

Poza tym nawet odtwarzanie na YouTubie wideo w 4K nie było w stanie zagrzać tego komputera, podobnie jak dwugodzinna konferencja w Microsoft Teams. Dopóki korzystamy z tego komputera zgodnie z jego przeznaczeniem, nie powinniśmy natrafić na żadne spadki wydajności. I to jest wspomniany w nagłówku warunek.

Co innego, gdy chcemy wykorzystać Surface Laptop Go do nieco poważniejszych zadań, jak choćby delikatna obróbka zdjęć. Próba obrobienia kilku plików RAW w przeglądarkowej wersji Lightrooma… cóż, nie zakończyła się sukcesem. Tzn. da się to zrobić, ale komputer błyskawicznie się nagrzewa i dosłownie można zobaczyć jak spada mu wydajność. Thermal Throttling jest tak potężny, iż nawet animacja kursora przestaje być płynna. Po części jest to oczywiście wina przeglądarkowego Lightrooma, który nawet na MacBooku Pro 16 działa jakby chciał, a nie mógł. Na Surface Laptop Go działać ani nie może, ani nie chce. Można za to w miarę wygodnie obrabiać pliki JPEG, ale również kończy się to szybkim nagrzaniem komputera i związanym z nim spadkiem wydajności.

Nadmienię przy okazji, iż testowałem obróbkę zdjęć w przeglądarce, gdyż Surface Laptop Go domyślnie trafia do klientów z systemem Windows 10 w trybie S, który uniemożliwia instalację programów spoza Sklepu Microsoft. Tryb S można oczywiście wyłączyć, ale na potrzeby tego testu chciałem się przekonać, jak korzysta się z Windowsa w taki sposób, jak zapewne będą korzystać nabywcy laptopa. Nie licząc programów Adobe nie trafiłem na przypadek, w którym Tryb S uniemożliwiałby mi pracę.

Muszę za to pochwalić ogólną kulturę pracy Surface Laptop Go, bo nawet gdy wentylator pracował na najwyższych obrotach, pracował on zaskakująco cicho. Z drugiej strony sugeruje to jednak, iż wiatrak nie jest zbyt duży, a konstrukcja pozbawiona dużych wylotów powietrza uniemożliwia mu efektywne chłodzenie maszyny pod obciążeniem.

Powtórzę jednak wcześniejsze słowa: dopóki korzystamy z tego komputera zgodnie z jego przeznaczeniem, wydajność nie stanowi problemu.

Surface Laptop Go został stworzony z myślą o pracy i nauce zdalnej.

Widać to od razu, bo Microsoft nie oszczędzał w obszarach, gdzie producenci zwykle tną koszty. Kamerka internetowa jest naprawdę wysokiej jakości i choć ma rozdzielczość tylko 720p, tak obiektyw o jasności f/2.0 pozwala jej używać nawet w nieidealnych warunkach oświetleniowych. Podwójne mikrofony dalekiego zasięgu umożliwiają zaś rozmowę bez konieczności nachylania się nad komputerem - rozmówca będzie nas słyszał wyraźnie nawet jeśli oddalimy się na kilkadziesiąt centymetrów od urządzenia. Fantastyczne jak na tę półkę cenową są również głośniki OmniSonic. Nie są aż tak dobre, jak w większym Surface Laptop 3, ale i tak wygrywają z większością laptopów tego segmentu.

Pozytywnie zaskoczył mnie również czas pracy. Microsoft deklaruje 13 godzin; w moich testach Surface Laptop Go wytrzymywał maksymalnie 8 godzin mieszanego użytkowania bez żadnych ograniczeń, co nadal jest świetnym wynikiem. Surface Laptop Go bez problemu wystarczy na cały dzień pracy czy nauki w szkole, a w razie potrzeby można go szybko naładować magnetyczną ładowarką o mocy 39 W lub - co jest nowością w świecie Microsoftu - złączem USB-C.

Nadmienię jednak, iż Surface Laptop Go, jak każdy inny Surface w historii, cierpi na okazjonalny drenaż akumulatora nocą. System wybudza się, by dokonać aktualizacji i prawdopodobnie nie przechodzi ponownie w tryb uśpienia, co skutkuje kompletnym drenażem akumulatora w ciągu nocy. Taka sytuacja zdarzyła mi się aż pięciokrotnie - odkładałem laptop naładowany do prawie pełna, a po otwarciu rano okazywało się, że energii zostało kilkanaście procent. Ufam jednak, że - podobnie jak w przypadku innych Surface’ów - ten problem zostanie załatany aktualizacją firmware’u.

Więcej zalet niż wad. Dlaczego zatem nie warto kupić Surface Laptop Go?

Pomimo tego, że z Surface Laptop Go korzystało mi się (przez większość czasu) bardzo przyjemnie, nie mogę polecić jego zakupu. Powód ku temu jest prosty: cena. A raczej jej stosunek do możliwości urządzenia, który jest po prostu marny.

Gdyby Surface Laptop Go kosztował w Polsce relatywnie zbliżone pieniądze co w Stanach Zjednoczonych, to byłby megahit. Reszta rynku mogłaby pakować walizki, nic tu po nich. Surface Laptop Go w amerykańskiej cenie zjada absolutnie każdy tani laptop na rynku.

Niestety w Polsce cena jest polska. Microsoft zachwala, że ceny zaczynają się od 2999 zł, tyle że… jest to cena za wariant z 4 GB RAM-u i 64 GB pamięci eMMC. Sama propozycja sprzedaży komputera z pamięcią eMMC w 2020 r., za 3000 zł, jest moim zdaniem oburzająca.

Pierwsza sensowna konfiguracja Surface Laptop Go, czyli wersja z Core i5, 8 GB RAM i 128 GB SSD to koszt 3769 zł, a najdroższy wariant z 8 GB RAM i 256 GB SSD kosztuje 4679 zł.

Przypomnę: 4679 zł za laptop bez podświetlanej klawiatury, z ekranem o rozdzielczości niewiele wyższej od kalkulatora Casio i konstrukcją, która pozwala co najwyżej na pracę biurową, nic poza tym. To fatalny stosunek ceny do możliwości, zwłaszcza gdy spojrzeć na resztę rynku.

Huawei Matebook 13 kosztuje 3999 zł w podstawowej wersji, a oferuje znacznie mocniejszy wariant procesora Intel Core i5-10210, 8 GB RAM-u i 512 GB SSD. Do tego ma ekran o niemal dwukrotnie wyższej rozdzielczości, większej przekątnej (13”) i jest tylko marginalnie większy. Wariant kosztujący 4600 zł, czyli mniej niż topowy Surface Laptop Go, ma ponadto ekran dotykowy, procesor Intel Core i7, 16 GB RAM-u i dedykowaną kartę graficzną Nvidia MX250. I dla jasności - nie ustępuje ani odrobinę produktowi Microsoftu w kwestii jakości wykonania i osprzętu.

Podobnie zresztą jak inny rywal, który dosłownie rozjeżdża Surface Laptopa Go - Asus ZenBook 14 możemy kupić za 3999 zł w wersji z procesorem AMD Ryzen 5 4500U, który nie tylko pożera biednego Intel Core i5-1035G1 pod względem wydajności, ale zjada go także w kwestii czasu pracy. I oferuje nie 8, a 16 GB RAM-u i nie 128, a 512 GB SSD Ponadto laptop Asusa jest świetnie wykonany, w zestawie zapewnia przejściówki z USB-C i etui do transportu, ma podświetlaną klawiaturę i kamerę IR do odblokowywania systemu. Jeśli to nie jest nokaut, to nie wiem, co nim jest.

Gdyby Surface Laptop Go kosztował chociaż te 2999 zł za wariant 8/128 GB, można by było wybronić sensowność jego zakupu. I na pewno znalazłoby się wielu chętnych, którzy dla samego logo okienek na obudowie wybraliby produkt Microsoftu zamiast Huaweia czy Asusa.

Patrząc jednak na krajobraz rynku, Surface Laptop Go nie ma siły przebicia. Nie ma ani jednego argumentu za tym, by wybrać go zamiast wymienionych wyżej laptopów konkurencji.

Mimo wszystko lubię ten laptop.

Gdybym patrzył na Surface Laptopa Go wyłącznie przez pryzmat ostatnich tygodni, mógłbym go polecać na prawo i lewo. To świetny sprzęt, z którego bardzo miło się korzysta i który bardzo wiele robi dobrze.

Rolą recenzenta sprzętu jest jednak odseparować personalne doświadczenia i przełożyć je na resztę rynku, a także na potrzeby potencjalnych nabywców. I tutaj niestety, pomimo wszelkiej sympatii do Surface Laptop Go, nie jestem w stanie powiedzieć nic innego: nie kupujcie, nie warto. Przynajmniej dopóki cena nie spadnie do akceptowalnego poziomu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst