Gry  / Artykuł

Gram w The Last of Us Part II. Jeśli mam wskazać jedną rzecz, która podoba mi się najbardziej, są to Blizny

Blizny to żywy dowód niesłychanych zdolności adaptacyjnych największego drapieżnika na planecie Ziemia: Człowieka. Chociaż w The Last of Us Part II homo sapiens zostali zmuszeni do walki o przetrwanie, część z nas odnalazła się na nowo w tym niebezpiecznym świecie.

Pierwsze spotkanie z Bliznami zapadnie mi w pamięci na długo. Przedzieram się przez zarośnięte ulice Seattle, na których kostka brukowa i asfalt już dawno uległy pod naporem traw, krzewów i drzew. Środek amerykańskiego miasta wygląda niczym las, z którego gdzieniegdzie wystają artefakty dawnego ładu: parkowy parasol, przystanek czy zardzewiały dach samochodu. Patrzę z sentymentem na obiekty roztrzaskanej cywilizacji człowieka, wtem…

Strzała ze świstem przecina powietrze i wbija się w mój bark.

Strzał na szczęście nie zagraża życiu, z kolei rana barku jest bardzo powierzchowna. To jednak pierwszy raz, kiedy grając w The Last of Us Part II ktoś mnie zaskoczył. Zazwyczaj to ja byłem łowcą. Skradałem się od murku do murku, od jednego krzaka do drugiego, po cichu eliminując uzbrojone po zęby paramilitarne oddziały. Jednak tym razem dałem się podejść. Nawet nie wiem, skąd nadszedł atak. Rzucam się więc w najbliższe zarośla, przeczołguję kilkadziesiąt merów, a później nasłuchuję…

Już wcześniej zdarzało się, że przeciwnicy organizowali na mnie obławę. Słyszałem wtedy mężczyzn i kobiety wykrzykujące do siebie polecenia, koordynując w ten sposób działania na większym terenie. Jednak tym razem nie było żadnych krzyków. Żadnych zdań. Żadnych słów. Nienaturalną ciszę przerywały jedynie pojedyncze gwizdy. Jedne krótkie. Drugie długie. Różniły się od siebie i nie były przypadkowe.

Cholera, oni się ze sobą w ten sposób komunikują!

Kapitalny moment. Zdałem sobie sprawę, że mam do czynienia z zupełnie nowym typem przeciwnika. Takim, który nie tylko korzysta z cichych i śmiercionośnych łuków, ale również porozumiewa się na swój własny, wyjątkowy sposób. Agresorzy używali specyficznego kodu, którego nie potrafiłem rozgryźć. Szybki gwizd, długi gwizd, gwizd podwójny - czym to się różni? Co to oznacza? Okrzyki bandziorów zawsze dawały mi przewagę w terenie. Rozumiałem, gdy mnie widzą lub gdy mnie szukają. Teraz czułem się z kolei, jak gdybym stracił jeden ze zmysłów.

W ten sposób poznałem się z Bliznami - jedną z frakcji występujących w The Last of Us Part II. Ta organizacja ma w swoich szeregach ludzi fanatycznie oddanych sprawie, których nie da się przekupić ani omamić. Blizny są do tego niezwykle brutalne. Uwielbiają oznaczać swój teren za pomocą wiszących zwłok, z charakterystycznie rozprutymi brzuchami i wypadającymi wnętrznościami. Ci niegodziwcy oprawiają człowieka z taką samą kamienną twarzą, jak doświadczony łowca oprawia upolowanego jelenia. A to tylko wierzchołek góry lodowej wszystkich ich grzechów...

Nie mam zamiaru zdradzać wam genezy powstania tej grupy lub tego, kto jest jej liderem. Powiem tylko, że ci doświadczeni w terenie łowcy kapitalnie odświeżają rozgrywkę. Walka z nimi to zabawa w bardzo emocjonujące podchody. Starcia z tą grupą stają się wyjątkowe zwłaszcza na wyższych poziomach trudności, gdzie Blizny są prawdziwymi post-apokaliptycznymi weteranami. Ma się wtedy wrażenie, jak gdyby ten nowy świat od zawsze do nich należał.

Sytuacja z Bliznami przypomina mi Szeptaczy z The Walking Dead.

Serial na podstawie komiksów Kirkmana ma swoje mocne i słabe strony, ale jedno jego twórcom bezsprzecznie się udało: telewizyjna produkcja świetnie pokazuje post-apokaliptyczny, zmieniający się świat. Najsilniej było to widoczne w środkowych sezonach, gdy główny bohater wraz ze swoją grupą podróżował przez USA. Napotykał wtedy stada dzikich psów oraz widział, jak natura zaczyna wygrywać z miejską zabudową. Tamte odcinki pokazywały, że wcześniejszy świat skończył się definitywnie i już nigdy nie wróci. Mamy nowy ład, nowe zasady i nowy (nie)porządek.

Doskonałą manifestacją nowego świata byli Szeptacze (Whisperers) debiutujący w najnowszych sezonach. To grupa ludzi, która nauczyła się żyć w obecności zombie, kosztem znacznej części swojego człowieczeństwa. Podobnie jest z Bliznami. Chociaż również są ludźmi, ci fanatyczni łowcy wydają się momentami bardziej zdehumanizowani niż potwory spotykane podczas przygody w wirtualnym Seattle. Swoiści ludzie 2.0, w pełni pogodzeni z nowym porządkiem rzeczy, bez sentymentu do dawnej cywilizacji, dawnego prawa i dawnych obyczajów.

Właśnie to jest niezwykle fascynujące w uniwersum The Last of Us.

Gier w post-apokaliptycznej otoczce mamy mnóstwo. Jednak mało która tak silnie koncentruje się na człowieku, co seria Naughty Dog. Podczas gdy w innych produkcjach walka z zombie czy mutantami stanowi sedno, tutaj jest dodatkiem. Emocjonującym, dopracowanym, momentami przerażającym, ale jednak tłem wobec ludzi, ich emocji oraz ich historii. Dzięki tak wielkiej koncentracji na bohaterach, twórcy The Last of Us Part II tworzą wiarygodne sylwetki psychologiczne. Na tyle wiarygodne, że sam zaczynasz sobie zadawać pytanie:

Byłbyś Blizną? A może byłbyś jak główna bohaterka?

Pytanie wydaje się jasne i zasadne. Jednak im dalej przebijam się przez zrujnowane Seattle, tym bardziej wątpię w jego trafność. Zdarza się bowiem, że wystarczy jedna sytuacja… Jedno wydarzenie… Jedna trauma, abyśmy z bogobojnego człowieka zamienili się w Bliznę. W zasadzie, to nie dochodzi tak naprawdę do żadnej przemiany. Człowiek czy bestia - to dwie strony tej samej monety. Jak orzeł i reszka. Wszystko zależy od tego, kto podrzuca miedziakiem i na jaką upadnie powierzchnię.

The Last of Us II - jak się w to gra? Będzie hit na miarę pierwszej części?

Recenzja najgłośniejszej gry Sony tego roku pojawi się na Spider's Web 12 czerwca. Właśnie wtedy znika oficjalne embargo narzucone przez wydawcę. Do tego czasu wszelkie ocenne materiały mogą powstawać wyłącznie w oparciu o określony, wskazany przez producentów etap pochodzący ze środka przygody. Dlatego, szanując postanowienia obowiązujące naszą redakcję, pozwolę sobie napisać tylko jedno zdanie podsumowania, oceniając po wyżej wspominanym fragmencie: będzie cholernie dobrze.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst