Social media  / Felieton

Mam dosyć influencerów i pustych lajków. Marzę o aplikacji, która będzie Instagramem sprzed lat

219 interakcji
dołącz do dyskusji

Bez influencerów i reklam, bez pustych lajków. Z kontrolą nad tym, co widzę. Takiego Instagrama pamiętam i do takiego chciałbym wrócić. Czy taką aplikacją może zostać Dayflash?

Zacznę od tego, że mam duży problem z Instagramem. Serwis, który kiedyś uwielbiałem, dziś budzi we mnie niechęć, a wręcz odrazę. Instagram zaczął uosabiać w sobie wszystko to, co najgorsze w dzisiejszych social mediach.

Mamy tutaj komplet:

  • coraz bardziej inwazyjne reklamy,
  • nieoznakowane lokowanie produktów na zdjęciach,
  • brak kontroli nad tym, co widzimy w feedzie,
  • wypychanie treści, które nas nie interesują,
  • promowanie pustych profili influencerów.
  • absolutny zalew bezwartościowych treści.

Ostatni punkt jest szczególnie irytujący. Wchodzę na Instagram i co widzę? Psy. Dzieci. Reklamę gry mobilnej. Dzieci z psami. Płyn do prania pokazany w wakacyjnej scenerii. Reklamę etui na smartfona. Marne selfie z wyeksponowanym dekoltem. Świetne zdjęcie fotografa, którego cenię. Reklamę kawy z fastfoodu. Generyczny widok z wakacji. Selfie z restauracji.

Zupa pierwotna.

Powiedzmy to wprost, kiedy ma się miliard użytkowników, nie można być dobrym serwisem fotograficznym. Dziś Instagram ma już niewiele wspólnego ze swoją kolebką, czyli fotografią. Ze zdjęciami - owszem, ale nie z fotografią. To dwa różne światy. Fotografię tworzy oko, doświadczenie, czasami szczęście, często inteligentna obserwacja. Zdjęcie - szczególnie te popularne, promowane na Instagramie - tworzy blichtr, lans, sława.

Próbowałem, naprawdę próbowałem, stworzyć na Instagramie wartościowy i inspirujący feed, ale to zadanie wymknęło się spod kontroli. Zupełnie jak na Facebooku, który stał się jednym wielkim chaosem.

Według jednej z teorii, pierwszym etapem życia na Ziemi była zupa pierwotna, mieszanina związków organicznych, z której wyewoluowały wszystkie organizmy żywe. Z serwisami społecznościowy jest dokładnie odwrotnie: zaczynają na konkretach, a kończą na całkowicie niestrawnej zupie wtórnej, w której trudno dopatrzyć się czegoś sensownego.

Instagram mnie irytuje, ale brakuje mi dobrej społecznościowej aplikacji fotograficznej.

Bywają całe dni, a nawet tygodnie, kiedy w ogóle nie zaglądam na Instagram, ponieważ wiem, że nie znajdę na nim niczego ciekawego. Otworzenie aplikacji byłoby zupełną stratą czasu. Czasami podglądam, co znajomi pokazują w swojej sekcji Stories, ale po kilku kolejnych relacjach czuję się znudzony, po czym zapominam o Instagramie na kilka kolejnych dni.

Sam publikuję bardzo rzadko, choć fotografuję więcej niż kiedykolwiek. Większość prywatnych zdjęć robię mojej córeczce, co paradoksalnie wyleczyło mnie z chęci dzielenia się zdjęciami z postronnymi osobami. Coraz mniej rozumiem osoby, które udostępniają całą swoją codzienność, szczególnie jeśli w tej codzienności są nieświadome wszystkiego dzieci.

Brakuje mi jednak serwisu mobilnego z dobrymi zdjęciami. Serwisu, nad którym miałbym kontrolę, bez całej otoczki wszystkiego tego, co złe w Instagramie. Śledzę co prawda fora fotograficzne i galerie na 500px.com i Behance, ale brakuje mi w nich mobilnego podejścia do tematu.

Duży potencjał widzę w aplikacji Dayflash, z której od krótkiego czasu korzystam.

Skusiły mnie nagłówki mówiące, że to następca Instagrama. Czy tak będzie w istocie? Nie wiem, ale Dayflash na pewno jest warty uwagi. Ma on minimalistyczny interfejs stawiający całkowicie na pełnoekranowe zdjęcia. Ma też ciekawe podejście do galerii, bowiem nie wszystkie opublikowane zdjęcia zobaczymy na profilu użytkownika. Domyślnie fotografie trafiają do streamów osób, które nas obserwują, a na stałe na naszym profilu zostają tylko przypięte zdjęcia. Bardzo podoba mi się ten pomysł. Nie podoba mi się za to, że Dayflash jest dostępny tylko na iOS. Tak samo było kiedyś z Instagramem.

Mam nadzieję, że jakaś aplikacja - może Dayflash, a może zupełnie inna - wyrośnie na realną alternatywę dla Instagrama. Jednocześnie obawiam się, że w 2019 roku jest na to po prostu za późno.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst