Gry  / News

Po pięciu latach czekania Asphalt 9: Legends trafił na Androida, iOS i Windowsa. Niestety nie na to liczyłem

107 interakcji
dołącz do dyskusji

Bardzo udany Asphalt 8: Airborne zadebiutował w 2013 r. Od tego czasu fani mobilnej serii musieli czekać aż pięć lat na pełnoprawną kontynuację popularnych gier wyścigowych na smartfona. Niestety, Asphalt 9: Legends nie spodoba się każdemu.

Pamiętam, że pierwszego Asphalta ogrywałem jeszcze na Nokii N-Gage. Trzecią odsłonę katowałem na Symbianie, z kolei Asphalt 5 zadomowił serię na Androidzie, iOS oraz Windows Phone. Mijały kolejne lata, ale żadna inna seria zręcznościowych wyścigów nie była równie grywalna. Kategorię quasi-symulatorów zdominowało rewelacyjne Real Racing, ale pod względem fantazyjnej rozgrywki Asphalt nie miał sobie równych.

Od premiery ostatniej odsłony - Asphalt 8: Airborne - minęło aż pięć długich lat.

Oczywiście przez cały ten czas produkcja była silnie wspierana oraz systematycznie aktualizowana. Fani chcieli jednak więcej. Pojawił się głód nowej, pełnoprawnej odsłony z rewolucyjną grafiką oraz świeżymi mechanizmami rozgrywki. Solidne spin-offy w stylu Asphalta Xtreme jedynie połowicznie gasiły apetyt. Musiało minąć pięć długich lat, aby Asphalt z dziewiątką w tytule pojawił się na iOS oraz Androidzie. Warto dodać, że gra działa również w trybie stacjonarnym na Windows 10.

Podobnie jak poprzednia odsłona, Asphalt 9: Legends jest grą darmową, którą pobierzecie bez żadnych opłat. Pierwsze chwile z aplikacją są naprawdę pozytywne. W menu gra modna muzyka, integracja z Facebookiem nie jest wpychana przez gardło, a trójwymiarowa grafika zachwyca. Jednak już na pierwszym zakręcie odkryjecie, że coś jest bardzo, BARDZO nie tak.

W Asphalt 9: Legends pojazd sam skręca, hamuje oraz dodaje gazu. To nie żart.

Gameloft trzyma mobilnego gracza za rękę od linii startu do samej mety. Co więc należy do kompetencji kierowcy? Driftowanie gdy pojazd sam wchodzi w zakręt, a także wybór odpowiedniego pasa. W praktyce co kilka sekund musiałem przesuwać palcem po ekranie, wybierając jedną z dwóch opcji. Lewo czy prawo? Skocznia czy jezdnia? Ładunek nitro czy skrót? Rozgrywka w Asphalt 9: Legends ogranicza się wyłącznie do tych wyborów. Coś jak Tinder, tylko pędzący 250 km/h.

Gigantyczne rozczarowanie.

Doskonale rozumiem, że mobilne produkcje podlegają systematycznym uproszczeniom oraz ułatwieniom. Jednak to, co zaproponował Gameloft, wymyka się wszystkim akceptowalnym normom. Nawet na smartfonie. Asphalt 9: Legends rozgrywa się sam. Model jazdy oferuje zerową satysfakcję. Pociechą są jedynie niesamowicie wyglądające modele pojazdów. Architektura tras również potrafi zachwycić.

Autopilota co prawda można wyłączyć w opcjach, ale sterowanie dotykowe jest potężnie niedopracowane. Dotykowy interfejs bardziej przeszkadza niż pomaga. Ikony zostały fatalnie rozmieszczone, a możliwości ich edycji oczywiście zabrakło. Czuć, że alternatywny model nawigacji został dodany na siłę. Wyłącznie po to, aby zamknąć usta krytykom. No cóż, nie udało się.

To tylko mobilna produkcja Free2Play, ale i tak czuje się potężnie rozczarowany.

Naprawdę lubiłem poprzedniego Asphalta. Spędziłem z nim znacznie więcej czasu niż jestem w stanie publicznie przyznać. Z kolei najnowsza, dziewiąta odsłona serii wyleciała z pamięci mojego iPhone’a po kilku pierwszych wyścigach. Rozgrywka błyskawicznie robi się monotonna i powtarzalna. Najlepsza w całej gry jest ścieżka dźwiękowa do posłuchania w menu. Ta jest naprawdę kapitalna.

Szkoda. Jeżeli w takim kierunku mają jechać dotykowe wyścigi, to ja wysiadam. Wolę przenośnego Switcha i „zdziecinniałe“ Mario Kart 8 Deluxe, które jest znacznie bardziej dojrzałe w kwestii mechaniki oraz sterowania.

*Zrzuty ekranu pochodzą z gry Asphalt 9: Legends uruchomionej z domyślnymi ustawieniami graficznymi na smartfonie iPhone 8 Plus.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst