Oprogramowanie  / Artykuł

Amazon Music Unlimited już w Polsce. Sprawdziliśmy, jak korzysta się z tego serwisu streamingowego

Amazon Music Unlimited w końcu zawitał w Polsce. Wiemy już, jak oferta tego serwisu wypada na tle konkurencji - teraz czas, żeby przekonać się, jak korzysta się z jego aplikacji.

Dla przypomnienia:

  • Amazon Music Unlimited oferuje trzy plany: za 8,5 zł (tylko głośnik Echo), za 17 zł (dla jednego użytkownika) i za 25 zł (rodzinny, do 6 osób)
  • W bazie znajduje się około 40 mln utworów
  • Pierwszy miesiąc słuchania mamy za darmo
  • Serwis oferuje aplikację dla Windowsa, Androida, iOS i macOS
  • AMU współpracuje też m.in. z systemem CarPlay i Android Auto
  • Dzięki integracji z Alexą możemy sterować głosowo naszym odtwarzaniem (aczkolwiek komendami w języku angielskim).

Mamy więc dość kompletną ofertę, cenę minimalnie niższą od konkurencji i standardowo obszerną bibliotekę muzyczną.

Warto spróbować? Przetestowałem to na sobie.

Niestety aplikacja dla iOS jest jeszcze niedostępna - dlatego miałem możliwość sprawdzić tylko to, jak spisuje się odsłona dla Androida, macOS, a także wersja przeglądarkowa.

Jeśli ktoś najczęściej korzysta z tej ostatniej metody słuchania muzyki, nie powinien być rozczarowany. Serwis w takim wydaniu zorganizowano wyjątkowo czytelnie, przejrzyście, a wszystkie przejścia są przyjemnie dla oka animowane. Nie ma tu też nadmiaru latających elementów, jeśli nie liczyć jednego baneru na stronie głównej, więc przy karcie otwartej na stałe np. na drugim monitorze, nie będziemy się denerwować ciągłym miganiem.

Możliwości wersji webowej są, cóż, dokładnie takie, jakich moglibyśmy oczekiwać. Możemy wybrać jakość strumieniowanej muzyki (domyślnie w trybie automatycznego dostosowania), przeglądać zawartość biblioteki według różnych parametrów, przeszukiwać ją, tworzyć własne playlisty (synchronizowane później z aplikacjami mobilnymi) lub korzystać z gotowych, a także skorzystać z playlist polecanych lub tzw. stacji muzycznych.

W tym ostatnim przypadku możemy wybierać stacje tworzone zarówno na bazie konkretnych artystów, jak i gatunków muzycznych. Stacje możemy też uruchamiać z poziomy karty artysty, ale niestety opcja ta jest dostępna wyłącznie dla wybranych z nich.

Jeśli natomiast nie jesteśmy fanami stacji ani playlist, możemy po prostu dodać wybrane utwory albo albumy do naszej biblioteki, opisanej jako My Music. Nie ma co się przy tym martwić, że wszystko zostanie wrzucone do jednego worka - Amazon Music Unlimited skutecznie segreguje wszystkie treści i możemy potem przeglądać je według albumów, artystów, utworów czy gatunków muzycznych.

Przeglądarkową wersję muzycznej usługi Amazona można więc przy pierwszym kontakcie mocno pochwalić. Nie brakuje jej żadnych istotnych elementów, wszystkie przyciski i ustawienia są widoczne zazwyczaj na pierwszy rzut oka, a nawigacja po całym serwisie jest banalnie prosta. Z żadnego miejsca nie atakują nas też żadne banery, a polecane czy sugerowane utwory zajmują jedynie niewielką część ekranu i wyświetlane są tylko w określonych sytuacjach.

Można jednak założyć, że masa osób będzie chciała korzystać z Amazon Music Unlimited nie tyle w przeglądarce, co w aplikacjach.

Jak to wszystko wygląda jednak w przypadku dedykowanych aplikacji?

Aplikacja desktopowa (w tym przypadku dla macOS) niestety różni się od wersji przeglądarkowej i w zasadzie... nie jestem pewien, po co zdecydowano się na takie zmiany.

Lekkie i proste wzornictwo z aplikacji webowej tutaj zostało urozmaicone na różne, niekoniecznie przyjemne dla oka - a już na pewno rozpraszające - detale. Tu nagle pojawia się jakieś dodatkowe cieniowanie, tam kwadratowy zazwyczaj awatar wykonawcy nagle robi się okrągły, a do tego wszystkiego całość opakowano w ciemne, granatowe barwy. Obsługa też z niewiadomego powodu miejscami komplikuje się do poziomu, gdzie niektóre rzeczy odkrywa się przypadkiem.

To oczywiście czysto estetyczne zastrzeżenia, ale po ładnej wersji przeglądarkowej tego samego spodziewałem się na komputerze. Tym bardziej, że nawet na niekiepskim komputerze aplikacja potrafi działać niezbyt sprawnie.

Wersja desktopowa ma jednak i swoje zalety. Nadal jest prosta w obsłudze (choć już nie tak bardzo), a do tego oferuje opcje, których w przeglądarce nie uświadczymy - chociażby przesyłanie plików muzycznych z naszego dysku do chmury Amazona, dzięki czemu będziemy mieć do nich dostęp na każdym urządzeniu. Ile utworów możemy w ten sposób przesłać? Przy opłaconym abonamencie - ćwierć miliona.

Powinno wystarczyć.

Przyjemnym dodatkiem jest także (przynajmniej w wersji na macOS) tzw. miniplayer.

Jest on... cóż, niewielkim odtwarzaczem, z którego możemy korzystać, jeśli chcemy mieć dostęp do naszej muzyki cały czas, ale nie chcemy zabierać sobie zbyt wiele miejsca na ekranie.

A aplikacja mobilna?

Tutaj można w zasadzie napisać dokładnie to samo, co w przypadku aplikacji desktopowej - jest funkcjonalna i korzysta się z niej całkiem wygodnie, ale niestety nie należy do najpiękniejszych. Całość jest bardzo ciężka, elementów interfejsu na każdym ekranie jest od groma, a wszystko wygląda co najwyżej umiarkowanie nowocześnie.

To jednak znów zastrzeżenia natury wizualnej - niektórym może ta aplikacja podobać (choć sądząc po starych zrzutach ekranu, Prime Music wygląda/wyglądało lepiej). Najważniejsze jest jednak to, że działa i to działa w sposób całkiem sprawny nawet na niezbyt nowym smartfonie.

Możliwości aplikacji mobilnej są w większości takie same, jak aplikacji dla komputerów. Możemy więc zarządzać swoją muzyką, playlistami, korzystać z podpowiadanych list utworów, a także samodzielnie zdecydować o tym, jakiej jakości oczekujemy. Niestety Amazon nie podaje dokładnych wartości tego parametru - zamiast tego mamy jedynie słowne opisy. Przy najwyższym ustawieniu jednak mało kto powinien narzekać - na ucho nie odbiega to od tego, co serwuje nam Spotify w płatnym planie.

Oczywiście aplikacja mobilna pozwala nam bez ograniczeń (z wyjątkiem pojemności pamięci) pobierać utwory do pamięci telefonu, żeby odsłuchiwać je później bez dostępu do internetu.

Jedna drobnostka, która wyróżnia aplikację Amazon Music Unlimited to tzw. Sleep Timer. Po jego ustawieniu na określony czas (od 15 do 60 minut, regulacja co 15 minut), możemy odłożyć telefon, zasypiając przy dźwiękach muzyki, a odtwarzanie zostanie automatycznie zatrzymane po upłynięciu wyznaczonego okresu. Mała rzecz, ale niektórym może się spodobać.

Amazon Music Unlimited + Alexa = ?

Chyba kluczowy atut ekosystemu Amazona i Amazon Music Unlimited - integracja z Alexą. Jak to działa? Dokładnie tak, jak można byłoby to sobie wyobrazić. Wchodzimy do domu, wywołujemy Alexę i prosimy, żeby włączyła nam najlepsze folkowe kawałki. Albo najlepsze metalowe. Albo jedną z naszych playlist. Komenda, pojedyncze sekundy przetwarzania i już - muzyka trafia na podłączony np. do Echo Dot zestaw audio (nie na telefon). Ma przestać grać? Prosimy o to Alexę i muzyka cichnie.

To naprawdę działa tak, jak zostało opisane, pod jednym warunkiem - że nie chcemy posłuchać np. Czyżykiewicza. W takim przypadku wyłącznie anglojęzyczna Alexa po prostu wymięka i nie wie, czego od niej chcemy.

I to może być największa słabość Amazon Music Unlimited.

Jeśli bowiem chodzi o aplikacje (mobilną, desktopową i webową), to propozycja Amazonu jest kompletna, ale też niczym szczególnym się nie wyróżnia. Aplikacje nie są może najlepsze na rynku, ale też nie można stwierdzić, że są złe.

W kwestii cenowej różnica miesięczna też nie jest na tyle duża, żeby polscy użytkownicy masowo uciekli nagle do ekosystemu Amazonu - to w końcu tylko kilka złotych.

Zupełnie inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby Alexa potrafiła mówić po polsku. Cała interakcja byłaby wtedy dużo bardziej naturalna i nie mielibyśmy wrażenia, że całe to malutkie pudełko obsługiwane głosowo jest obcym sprzętem w naszym domu i rozmawiamy z nim tylko po to, żeby udowodnić, że on działa, a nie po to, żeby faktycznie ułatwić sobie życie. Tylko i tak w tym momencie pojawia się pytanie - skoro Alexa obsługuje też np. Spotify, to czy bez pełnego ekosystemu Amazona (abonenci Prime mają tańszy dostęp do AMU) w Polsce zdecydowalibyśmy się na Music Unlimited? Idę o zakład, że sporo osób i tak zostałoby przy Spotify. Chociażby z przyzwyczajenia.

Jeśli więc chcecie spróbować Amazon Music Unlimited - nie ma większych przeciwwskazań, żeby tego nie spróbować. Cena jest w porządku, biblioteka jest obszerna (na tyle, na ile jestem w stanie sprawdzić - jest nowa płyta Taylor Swift), a z aplikacji da się korzystać.

Z drugiej strony, jeśli np. Spotify co weekend podrzuca nam świetne playlisty, to czy jest sens się przesiadać, ryzykując, że Amazon nie dostarczy tego samego? Nie jestem pewien.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst