REKLAMA

Raport o bezpieczeństwie w Google przyniósł jedną niespodziankę

Opublikowany niedawno raport na temat bezpieczeństwa infrastruktury Google to w większości całkiem standardowe procedury. Nie dziwi wymaganie uwierzytelnienia użytkowników, ochrona przed atakami DoS czy też szyfrowanie magazynów danych.

Jak wygląda bezpieczeństwo Google w raporcie od samej firmy
REKLAMA

Szczególnie zaciekawił mnie fragment mówiący o tym, w jaki sposób składowany jest kod źródłowy usług i aplikacji Google. Niestety, okazał się on do bólu banalny i znajomy każdemu, kto zajmował się tworzeniem oprogramowania. Zwykłe repozytorium, trzymające poprzednie wersje kodu źródłowego (choć Google tego nie zdradza, podejrzewam że to popularny GIT), a w przypadku włączania zmiany do gałęzi produkcyjnej potrzebna jest aprobata innego programisty. Nic ekscytującego.

REKLAMA

Czytelnik raportu natrafi jednak na jeden niespodziewany smaczek. W rozdziale poświęconym bezpieczeństwu sprzętowemu znajduje się następujący fragment:

Posiadanie tego typu zabezpieczeń w dużym stopniu ogranicza możliwości takich ataków jak podmienienie firmware’u sprzętu czy bootloadera systemu.

REKLAMA

W innym rozdziale raportu Google zdradza, że urządzenia należące do pracowników są regularnie skanowane pod kątem bezpieczeństwa i aktualizacji systemu operacyjnego. Zmniejsza to możliwość ataków na znane błędy w systemach i aplikacjach przyniesionych na urządzeniu pracownika do sieci lokalnej firmy.

Cały dokument znajduje się pod tym adresem, a na jego końcu znajdziemy dodatkowe odnośniki do bardziej szczegółowych raportów.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-21T21:36:55+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T20:53:52+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T20:15:33+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T19:10:07+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T18:29:14+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T16:30:20+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T13:47:05+02:00
Aktualizacja: 2026-05-21T11:56:28+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA