Tech

RIM poddaje się bez walki

Picture of the author

RIM to jedna z tych firm, która świadomie bądź nie zaklina rzeczywistość. Kiedy rozmawiasz z jej przedstawicielami, sytuacja wydaje się być wręcz bliska ideału – rekordy, inwestycje, ogromne zainteresowanie deweloperów, usługi benchmarkiem dla konkurencyjnych usług. Kiedy jednak spojrzysz na wyniki giełdowe, przeanalizujesz kolejne wyniki kwartalne i poczytasz o ponownych opóźnieniach, to nastrój szybko zmienia się z różowego na najciemniejszy odcień jeżynowego.

13 mln smartfonów BlackBerry sprzedanych do kanałów dystrybucyjnych, 150 tys. sprzedanych PlayBooków, współpraca z 630 sieciami mobilnymi na świecie, 50 tys. aplikacji w BlackBerry App World i 5 mln pobrań aplikacji dziennie, 75 mln użytkowników usług BlackBerry – niby wszystko na papierze w ostatnich wynikach kwartalnych kanadyjskiej firmy wygląda ok, ale jak już się wczytać w nie głębiej lub połączyć z ostatnimi doniesieniami mediów, to powodów do optymizmu wcale nie ma wiele.

13 mln sprzedanych BlackBerry to mniej niż rok wcześniej, a rynek smartfonów rośnie dziś bez mała 80 – 100% rocznie. 150 tys. sprzedanych PlayBooków to śmiesznie mało nie tylko w porównaniu do lidera rynkowego (ponad 11 mln sztuk iPadów w ostatnim kwartale), ale również w porównaniu do Kindle Fire, który – jeśli dobrze odczytujemy enigmatyczne komunikaty firmy Amazon – sprzedaje się aktualnie 6 razy lepiej i to w tydzień w porównaniu do kwartału PlayBooka. Na dodatek w ostatnim czasie media raportowały o konieczności dokonania kolosalnego odpisu w księgach finansowych RIM ze względu na niesprzedane PlayBooki. 50 tys. aplikacji w BlackBerry App World to dużo, ale to nic w porównaniu z liderami – App Store oraz Android Market, i niewiele więcej o szybko rosnącego Windows Marketplace, który powinien wyprzedzić App World zarówno pod względem liczby dostępnych aplikacji, jak również liczby ich dziennych pobrań w nadchodzącym kwartale. Fetysz 75 mln użytkowników usług BB jest miły, ale nie wystarcza na budowanie pozytywnego wizerunku, także tego na giełdzie.

Tam problem jest gigantyczny – Jeszcze w 2008 r. cena akcji RIM była powyżej 144 dol., w lutym 2011 r. było to już 70 dol. Dzisiaj walor RIM kosztuje nieco ponad 13 dol., co oznacza kapitalizację w wysokości 7 mld dol., czyli – jak ktoś skrzętnie policzyłzapewne mniej niż wartość sklepu App Store Apple’a. Skąd takie przypuszczenie? App Store przynosi Apple’owi nie więcej niż 2% jego przychodów. 2% kapitalizacji Apple’a, która aktualnie wynosi ponad 350 mld dol., to właśnie nieco ponad 7 mld dol., czyli dokładnie tyle, ile warta jest cała kanadyjska firma na giełdzie.

Najbardziej rozczarowujące jest jednak co innego, bo w gruncie rzeczy giełda – mimo że oddaje nastroje wokół graczy na niej obecnych – rządzi się swoimi prawami. Najbardziej rozczarowujący jest fakt, że nowe urządzenia z przełomowym według RIM systemem operacyjnym BlackBerry 10 (wcześniej BBX) nie trafią na rynek wcześniej, niż pod koniec 2012 roku. To finalnie potwierdza kolosalne błędy strategiczne, które są udziałem zarządzających tą firmą w nietypowy sposób dwóch CEO – współzałożyciela Mike’a Lazaridisa oraz Jima Balsillie’ego.

Mówiąc o tym, że RIM jest spóźniony to nadużycie – RIM jest totalnie w lesie jeśli chodzi o dostosowanie się do aktualnych wymogów rynkowych i chyba wynika to właśnie z ogólnego zaklinania rzeczywistości praktykowanego przez przedstawicieli producenta BlackBerry. Zbyt długo nikt nie był w stanie obudzić się z letargu wzajemnego poklepywania się po ramionach. Nikt nie był odważny na tyle by stuknąć w stół i oddzielić przeszłość grubą kreską, tak jak zrobili to Microsoft oraz Nokia – dwaj inni spóźnialscy na rynku mobilnym.

Microsoftu można nie lubić. Można śmiać się z jego częstych zakrętów o 90 stopni, jednak firma Steve’a Ballmera jako pierwsza z trójki byłych liderów rynku mobilnego (Microsoft, Nokia oraz RIM) zauważyła konieczność totalnej zmiany strategii, mimo iż przecież kilka lat temu, to system Windows Mobile był obok Symbiana dominujący na rynku. W 2008 r. Microsoft postanowił porzucić Windows Mobile i przygotować zupełnie nowy system operacyjny – Windows Phone. I dziś Microsoft wciąż ma szansę na odegranie znaczącej roli, bo rynek smartfonów daleki jest jeszcze od nasycenia. I choć Microsoft jest spóźniony co najmniej trzy lata, to w końcu ma nowoczesny system operacyjny, który po mariażu z do niedawna największym producentem smartfonów na świecie – firmą Nokia – ma w końcu szansę na sukces.

Ma szansę. Podobnie jak Nokia. Można się nie zgadzać z wyborem OS przez Nokię, można podważać kompetencje Stephana Elopa na pozycji CEO fińskiej firmy, ale nie można odmówić Nokii tego, że działa i to działa dziś całkiem szybko i sprawnie. A przecież problem narastał u Finów w podobnym czasie co u Kanadyjczyków. Gdzieś w 2008 r. Nokia również popełniła błędy strategiczne – najpierw porzucając prace na Meamo, następnie wiążąc się w projekt z Intelem nad projektem MeeGo, starając się jednocześnie reanimować mało ruchliwego już wtedy Symbiana. Ale w końcu ktoś w Nokii się zreflektował, że to droga donikąd, stuknął pięścią w stół, wymienił zarząd i podjął radykalne decyzje. Dziś Nokia wciąż ma szansę na obronienie swojej pozycji, a w dłuższej perspektywie na odbudowanie jej. 

RIM na razie takiej szansy sam sobie nie daje. Kolejny rok opóźnienia przejścia na nową platformę, która miałaby reanimować skostniałe BlackBerry wygląda na poddanie się bez walki.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst