Telefony premium za pieniędze podatników. Tak posłowie wydają ryczałt na biura
Jestem pewna, że dwa iPhone'y 17 Pro Max, mikrofalówka i uchwyt do statywu pomogą posłowi w zajęciu się twoim problemem.

Każdy z posłów Sejmu otrzymuje ryczałt na prowadzenie biura poselskiego. W 2026 roku jest to 25 tys. zł miesięcznie, które posłowie powinni wydawać na prowadzenie biura - wynajem lokalu, rachunki, opłacanie pracowników czy zakup materiałów biurowych. Jednak bardziej ambitni w koszty wrzucają także smartfony z wyższej półki, zmywarki, latarki kątowe i gadżety, które z działalnością biura mają czasem związek dość luźny.
Obowiązkowe wyposażenie biura poselskiego w 2026 roku: dwa iPhone'y, gimbal oraz ekspres do kawy
Takie wnioski płyną z publikacji Wirtualnej Polski, która przeanalizowała rozliczenia poselskiego ryczałtu za 2025 r. Maksymalna kwota, jaką parlamentarzysta mógł rozliczyć w ramach prowadzenia biura, wyniosła 279 720 zł rocznie, a jeśli pozostały środki z poprzedniego roku - jeszcze więcej. Wśród standardowych pozycji, takich jak wynagrodzenia pracowników i koszty najmu, uwagę przyciąga przede wszystkim elektronika użytkowa. Szczególnie ta z segmentu premium.
Na listach zakupów regularnie pojawia się sprzęt Apple'a. Posłanka PiS Iwona Arent kupiła trzy telefony: Xiaomi Redmi Note, iPhone’a 15 oraz iPhone’a 13 - łącznie za około 11 tys. zł. Do tego dokupiła statyw fotograficzny, uchwyt do statywu, system bezprzewodowy i słuchawki Apple AirPods. Paweł Bliźniuk z KO rozliczył mikrofon bezprzewodowy za 799 zł, iPhone’a 17 Pro za 6,8 tys. zł oraz laptop za 5,5 tys. zł. Z kolei Mateusz Bochenek z KO kupił iPhone’a i Samsunga za łącznie 6 tys. zł.
Alicja Chybicka z KO nie tylko poszła w najdroższy wariant smartfona Apple'a, ale także kupiła go dwukrtonie - posłanka nabyła dwa iPhone’y 17 Pro Max. Jeden kosztował 7,3 tys. zł. Przy drugim wpisała 1299 zł z dopiskiem, że pozostała kwota została pokryta z funduszy na remont i wyposażenie biura. Ewa Kołodziej z KO wydała na iPhone’a 16 dokładnie 6,4 tys. zł. Katarzyna Lubnauer kupiła iPhone’a 16 za 6,3 tys. zł. Dariusz Matecki z PiS rozliczył iPhone’a 17 Pro za 7,3 tys. zł. Michał Woś kupił iPhone’a 15 za 6,7 tys. zł, a Witold Zembaczyński iPhone’a 16 za 7,1 tys. zł.
Chybicka nie była jedyną posłanką, która potrzebowała więcej niż jednego topowego smartfona. Agnieszka Hanajczyk z KO kupiła dwa smartfony - iPhone’a 17 i Samsunga Galaxy S25 - za blisko 12 tys. zł. Paulina Henning-Kloska również rozliczyła dwa telefony. Dwa iPhone’y kupił Marek Hok z KO. Robert Jagła z KO wydał na dwa smartfony blisko 10 tys. zł, a Danuta Jazłowiecka z KO - 10,5 tys. zł na dwa iPhone’y.
Droższe urządzenia mobilne często szły w parze z komputerami. Andrzej Adamczyk z PiS kupił laptopa HP Victus za 6699 zł, do tego iPhone’a 17 za 4119 zł i słuchawki AirPods. Marek Chmielewski z KO wydał na laptop i telefon około 8 tys. zł. Witold Czarnecki z PiS kupił laptopa i iPhone’a za około 12,5 tys. zł. Jan Kanthak rozliczył mikrofon, laptopy i kamerę za blisko 11 tys. zł.
W zestawieniach pojawiają się też bardziej niszowe gadżety. Robert Dziedzic z PSL-Trzeciej Drogi kupił translator Vasco wyposażony w funkcję klonowania głosu, tłumaczenie połączeń i asystenta AI za 1,6 tys. zł. Michał Krajewski z PiS również rozliczył dwa translatory AI. Były poseł, a obecnie korespondent na przymusowej emigracji Zbigniew Ziobro kupił kamerę, mikrofon bezprzewodowy, gimbal, dwa translatory AI, plecak podróżny, dwa iPhone’y, nawigację GPS, skaner i drukarkę. Łączny koszt tych urządzeń sięgnął kilkunastu tysięcy złotych.
Biuro poselskie jak drugi dom. Smart dom. W sumie to kawiarnia
Osobny rozdział stanowią zakupy AGD. Na tle smartfonów za 6-7 tys. zł lodówka czy ekspres do kawy wyglądają mniej spektakularnie, ale i tutaj trudno mówić wyłącznie o podstawowym wyposażeniu biura. Joanna Borowiak z PiS kupiła ekspres do kawy za 2,3 tys. zł. Marcin Bosacki z KO rozliczył lodówkę za 1,5 tys. zł. Krzysztof Bosak kupił ekspres do kawy, dwa odkurzacze i dwa czajniki za blisko 3 tys. zł. Elżbieta Burkiewicz nabyła ekspres ciśnieniowy za 2,3 tys. zł. Maria Koc z PiS wydała na ekspres 2,1 tys. zł, a Włodzimierz Czarzasty kupił ekspres z ubezpieczeniem za 2,2 tys. zł.
Sławomir Nitras rozliczył ekspres do kawy za 3,5 tys. zł. Dla porównania Marcin Ociepa kupił urządzenie za 309 zł. Paweł Olszewski wydał 1600 zł na bezprzewodowy odkurzacz pionowy z funkcją mycia. Aleksandra Kot kupiła lodówkę i zmywarkę za blisko 2 tys. zł. Izabela Leszczyna rozliczyła ekspres do kawy, lodówkę i kuchenkę mikrofalową za 2,6 tys. zł.
Sprzęt kupowany z ryczałtu pozostaje własnością Kancelarii Sejmu i powinien służyć pracownikom biura poselskiego. Po zakończeniu kadencji parlamentarzysta może go odkupić według aktualnej wyceny amortyzacyjnej. Na papierze wszystko się zgadza. W rozliczeniach widać jednak, że granica między wyposażeniem biura a osobistym komfortem użytkowania bywa wyjątkowo elastyczna - szczególnie gdy w grę wchodzą telefony z najwyższej półki, słuchawki czy laptopy za kilka tysięcy złotych kupowane za pieniądze podatników. Nie mówię, że tego typu sprzęt nie jest potrzebny i całkowicie wyobrażam sobie konieczność posiadania smartfona służbowego, laptopa czy mikrofonu do lepszej jakości rozmów. Jednak nikt nie wmówi mi, że zakres obowiązków poselskich wymaga, by był to najnowszy sprzęt z najwyższej półki.
Zdjęcie główne: Fotokon / Shutterstock



















